Klient nasz pan, czyli rzecz o handlu

czyli nic konkretnego, za to do wszystkiego

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Ika
Oko
Posty: 4256
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 11:26

Post autor: Ika » wt, 28 sie 2007 04:14

Nie potrafię sobie wyobrazić sikania w przymierzalni…

Niemniej, jestem uprzejma w sklepie, zawsze. Rodzicielka pracowała w handlu pół życia to szacunek mam do tej pracy. Uśmiecham się, dziękuję, przepraszam, jeśli nie odwieszam czegoś na miejsce tylko oddaję panience z obsługi, bo zdaję sobie sprawę, że jestem n-tą osobą wręczającą dziewczynie jakiś ciuch – a jednak rozumiem Karolcię. Niejednokrotnie zostałam potraktowana w sklepie jak osoba bez mebli (persona non grata). Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, ze ekspedientki mają mi za złe, że przyszłam i zawracam dupę. Nawet jeśli o nic nie pytałam, to i tak trzeba było przerwać pogaduchy przy ladzie.
Im mniej zębów tym większa swoboda języka

Awatar użytkownika
Bebe
Avalokiteśvara
Posty: 4592
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 13:00

Post autor: Bebe » wt, 28 sie 2007 08:33

Osobiście jestem uprzejma a nawet mam duże opory żeby zapytać o coś w sklepie, właśnie dlatego, bo przez lata PRLu i mieszkania w Polsce sprzedawcy wyrobili we mnie wielce słuszne według Rhegeda podejście, że klient sprzedawcy zasadniczo przeszkadza. Więc nawet jeśli sprzedawca nic kompletnie nie robi, albo plotkuje ze znajomą ze sklepu obok ("zaraz wracam") - to boje się przerwać im te pogaduchy, bo potem będzie, że zły klient, czepia się, a sio.
Ze słów Rhegeda wynika dla mnie, że wszystkie punkty usługowe i wszystkie knajpy powinny zostać zamknięte, żeby ci biedni ludzie nareszcie przestali się z klientami użerać. Będą sobie wtedy siedzieć w domach i oglądać Taniec z Gwiazdami, a wszyscy będą szczęśliwsi.
Acha, knajpy oferujące żarcie na wynos też wykorzystują pracowników i obciążają ich nadmierną ilością pracy. Pomyśl o reakcji kucharza, gdy dzwonisz po pizzę i daj wreszcie temu człowiekowi żyć. Przestań wreszcie namolnie kupować fajki w kiosku, bo pani przeszkadzasz! Niech ją wywalą z roboty najlepiej, będzie mogła odpoczywać. :P
Z życia chomika niewiele wynika, życie chomika jest krótkie
Wciąż mu ponura matka natura miesza trociny ze smutkiem
Ale są chwile, że drobiazg byle umacnia wartość chomika
Wtedy zwierzyna łapki napina i krzyczy ze swego słoika

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » wt, 28 sie 2007 08:41

Wolę, kiedy sprzedawca/sprzedawczyni mnie ignoruje (w sensie: gada przy kasie z kolegą/koleżanką) niż gdy mi nadskakuje. Bo ja taki osobny jestem. Ale czasem zazdroszczę np. mojej młodszej siostrze, która nie po chamsku, ale jednak swoje w sklepach wywalcza. Mnie się zwykle nie chce. Tak samo np. nie wpadnie mi do głowy potargować się czy obstawać przy zniżce, kiedy coś jest nie tak. Zwykle albo biorę, albo odkładam.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
Bakalarz
Stalker
Posty: 1859
Rejestracja: pn, 01 sty 2007 17:08

Post autor: Bakalarz » wt, 28 sie 2007 08:45

Bebe pisze:Pomyśl o reakcji kucharza, gdy dzwonisz po pizzę i daj wreszcie temu człowiekowi żyć. Przestań wreszcie namolnie kupować fajki w kiosku, bo pani przeszkadzasz!
Niektórzy ludzie mają takie podejście, ale IMO bezczynność w pracy (a już chyba zwłaszcza w gastronomii) to wyjście jeszcze gorsze. Klient jaki jest taki jest, ale jest :)
Sasasasasa...

Awatar użytkownika
Millenium Falcon
Saperka
Posty: 6212
Rejestracja: pn, 13 lut 2006 18:27

Post autor: Millenium Falcon » wt, 28 sie 2007 09:01

Bebe pisze:Osobiście jestem uprzejma a nawet mam duże opory żeby zapytać o coś w sklepie, właśnie dlatego, bo przez lata PRLu i mieszkania w Polsce sprzedawcy wyrobili we mnie wielce słuszne według Rhegeda podejście, że klient sprzedawcy zasadniczo przeszkadza. Więc nawet jeśli sprzedawca nic kompletnie nie robi, albo plotkuje ze znajomą ze sklepu obok ("zaraz wracam") - to boje się przerwać im te pogaduchy, bo potem będzie, że zły klient, czepia się, a sio.
Hihi... też tak miałam. Mamunia szanowna siłą niemal mnie oduczyła zaczynania pytania skierowanego do sprzedawcy/czyni od "Przepraszam, czy ...". Nie wiem skąd mi się to wzięło, bo nie z udzielanego przykładu, widać atmosfera jakiej doświadczyłam w pierwszych latach życia zrobiła swoje...
ŻGC
Imoł Afroł Zgredai Padawan
Scissors, paper, rock, lizard, Spock. - Sheldon Cooper

Awatar użytkownika
Bebe
Avalokiteśvara
Posty: 4592
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 13:00

Post autor: Bebe » wt, 28 sie 2007 09:03

To jak sie pytasz sprzedawców? Nie zaczynając od przepraszam (w domyśle - że żyję)? <szok> Poproszę instruktaż. :)
Z życia chomika niewiele wynika, życie chomika jest krótkie
Wciąż mu ponura matka natura miesza trociny ze smutkiem
Ale są chwile, że drobiazg byle umacnia wartość chomika
Wtedy zwierzyna łapki napina i krzyczy ze swego słoika

Awatar użytkownika
Millenium Falcon
Saperka
Posty: 6212
Rejestracja: pn, 13 lut 2006 18:27

Post autor: Millenium Falcon » wt, 28 sie 2007 09:15

Od paru lat - podchodzę, i zaczynam uprzejmie, ale już bez tego przepraszam: "Dzień dobry. Gdzie znajdę.../ Czy jest.../Szukam...". Ciężko było na początku to przepraszam przełykać, ale się nauczyłam. A, i jeszcze jedno - o ile normalnie kiedy przerywam komuś rozmowę, wcinam się itd, to mówię przepraszam, to w instytucjach usługowych typu sklep/urząd/itd nigdy tego nie robię. Bo jeśli np. panienki widzą, że stoję przy kasie/okienku i mimo to gadają o dupie Maryni (a, gwoli ścisłości, nie robią tego konspiracyjnym szeptem i słychać, czy rozmowa jest na tematy zawodowe, czy nie), to mnie się należą przeprosiny za opóźnienie w obsłudze.
ŻGC
Imoł Afroł Zgredai Padawan
Scissors, paper, rock, lizard, Spock. - Sheldon Cooper

Awatar użytkownika
Rheged
Stalker
Posty: 1886
Rejestracja: pt, 16 wrz 2005 14:35

Post autor: Rheged » wt, 28 sie 2007 09:18

Bebe pisze:Osobiście jestem uprzejma a nawet mam duże opory żeby zapytać o coś w sklepie, właśnie dlatego, bo przez lata PRLu i mieszkania w Polsce sprzedawcy wyrobili we mnie wielce słuszne według Rhegeda podejście, że klient sprzedawcy zasadniczo przeszkadza.
Jak widzę sprowadzasz moje słowa do absurdu. Postaram się więc jaśniej: tak, każdy klient to kłopot, jeśli sam tworzy kłopoty z którymi trzeba się uporać (nie czarujmy się - gdy masz do zrobienia pięćset rzeczy, bo tego wymaga Twoja praca i co chwila jeszcze wpada Ci na łeb kolejna osoba do obsłużenia, na dodatek chamska - dostajesz zajoba, niezależnie jaka to praca), jednak zwykle coś potrzebuje, zostawia w sklepie/restauracji swoje pieniądze, więc trzeba mu usłużyć. I to najlepiej jak się potrafi. Przy dwustu osobach na sali i takim podejściu jednak nie obsłużysz nikogo i wtedy zaczyna się Sajgon. Dlatego powiedziałem, że nie będę chodził do takich restauracji, bo według mnie się nie powinno. Ale nie nawracam innych na "tą jedyną, słuszną drogę". Jasne?
Więc nawet jeśli sprzedawca nic kompletnie nie robi, albo plotkuje ze znajomą ze sklepu obok ("zaraz wracam") - to boje się przerwać im te pogaduchy, bo potem będzie, że zły klient, czepia się, a sio.
Ze słów Rhegeda wynika dla mnie, że wszystkie punkty usługowe i wszystkie knajpy powinny zostać zamknięte, żeby ci biedni ludzie nareszcie przestali się z klientami użerać. Będą sobie wtedy siedzieć w domach i oglądać Taniec z Gwiazdami, a wszyscy będą szczęśliwsi.
Powiem szczerze - nie rozumiem tego argumentu, bo w życiu nie widziałem, aby ktoś w robocie pokroju mojego albo Dabliu uprawiał taki proceder. Więc ciężko jest mi uwierzyć w tą plotkującą sprzedawczynnię podczas gdy czeka w kolejce do obsługi kilkanaście, bądź kilkadziesiąt osób. Jakoś tak mi się czasowo nie zgadza, wiesz? Ale jeśli jest tak, jak mówisz - taki personel powinien zostać zwolniony. Jeśli zaś jest odwrotnie i to Ty pusząc się na ludzi zapierniczających jak, nie przymierzając, chomik w kołowrotku, dokładasz im problemu, to lepiej, żebyś Ty tam nie przychodziła, bo nie jesteś już klientem, a zwykłą psujką.

Wydaje mi się, że argumenty moje i Dabliu giną w natłoku jednego Waszego: nie lubimy personelu w sklepach tudzież restauracjach, bo plotkują i nie zajmują się robotą. Uderzcie się w pierś dziewczyny, my z Dabliu nie rzekliśmy, że pracownicy są bez wad. Raczej przedstawiliśmy sytuację z drugiej strony, na co Wy odpowiadacie, że Wasze na wierzchu, boście klientki. No sorry, nie żyjemy na dworze Nerona, nikt z nas też nie jest cesarzem, czy Wy, czy my.
Acha, knajpy oferujące żarcie na wynos też wykorzystują pracowników i obciążają ich nadmierną ilością pracy. Pomyśl o reakcji kucharza, gdy dzwonisz po pizzę i daj wreszcie temu człowiekowi żyć. Przestań wreszcie namolnie kupować fajki w kiosku, bo pani przeszkadzasz! Niech ją wywalą z roboty najlepiej, będzie mogła odpoczywać. :P
Do absurdu znowu i na dodatek bez sensu - moja absencja w restauracjach nie przyczyni się z pewnością do krachu przemysłu gastronomicznego :P. Zresztą - w pizzeriach jadam i nie zamierzam przestać - jadam bo nie znam pizzeri na dwieście osób (nigdy w takiej nie byłem) :P. Mogę się postawić w sytuacji pracownika pizzeri, a jakże, ale gdybym się tak stawiał co i rusz, jak mówisz, to rzeczywiście, z domu bym nie wychodził. Ja mówiłem raczej o tym, że żal mi personelu dużych restauracji, bo z pewnością nie jest on rozpieszczany w swojej robocie (bo styka się w niej z ogromną ilością chamstwa ze strony klientów), co odbija się zresztą na klientach.

EDITH:
Mała, acz zasadnicza zmiana w definicji klienta ;)
Ostatnio zmieniony wt, 28 sie 2007 09:32 przez Rheged, łącznie zmieniany 1 raz.
Emil 'Rheged' Strzeszewski
Pipe of the rising sun, Sympathy for the pipe
Pipe of the storm, Born to be pipe

Awatar użytkownika
Millenium Falcon
Saperka
Posty: 6212
Rejestracja: pn, 13 lut 2006 18:27

Post autor: Millenium Falcon » wt, 28 sie 2007 09:31

Rheged pisze: Powiem szczerze - nie rozumiem tego argumentu, bo w życiu nie widziałem, aby ktoś w robocie pokroju mojego albo Dabliu uprawiał taki proceder. Więc ciężko jest mi uwierzyć w tą plotkującą sprzedawczynnię podczas gdy czeka w kolejce do obsługi kilkanaście, bądź kilkadziesiąt osób. Jakoś tak mi się czasowo nie zgadza, wiesz?
Volia: Lublin, Poczta Polska, agencja w Urzędzie Marszałkowskim na ul Spokojnej. Czas: Początek maja. Godzina tak 14.20 - agencja czynna do 15. W kolejce stoi ok 10 osób obładowanych przesyłkami, kolejne dołączają (liczyłam ile jeszcze przede mną, bo z nudów nic innego nie dało się robić...). Panienka siedzi sobie w swoim boksie z koleżanką, radośnie gadając o jakichś znajomych, tak, ze cała kolejka słucha, w międzyczasie obsługuje, ale w tempie adekwatnie wolniejszym. Cóż się okazuje - jedną z osób w kolejce jest jakaś znajoma panienki z okienka - tę już obsługuje WYJĄTKOWO wolno, przy okazji wszystkie 3 wymieniają ploteczki...
A, panienka była młoda - więc relikt poprzedniego systemu to nie był...
ŻGC
Imoł Afroł Zgredai Padawan
Scissors, paper, rock, lizard, Spock. - Sheldon Cooper

Awatar użytkownika
Rheged
Stalker
Posty: 1886
Rejestracja: pt, 16 wrz 2005 14:35

Post autor: Rheged » wt, 28 sie 2007 09:34

No to sprawa prosta - skarga na taką do szefostwa.
FTSL
Emil 'Rheged' Strzeszewski
Pipe of the rising sun, Sympathy for the pipe
Pipe of the storm, Born to be pipe

Nocta
Pćma
Posty: 254
Rejestracja: sob, 18 cze 2005 16:15

Post autor: Nocta » wt, 28 sie 2007 09:38

Dabliu pisze:- Jest taka bluzka w takim rozmiarze?
- Niestety, tylko to, co wywieszone.
- A na magazynie?
- Już tego nie mamy.
- A będzie?
- Niestety, nie potrafię tego pani powiedzieć.
- To proszę mi to sprawdzić w systemie.
- Niestety, nie mamy takiego systemu.
- Jak nie macie? To co, nie wiadomo czy będzie?
- Niestety.
- Boże, co za sklep! Ja tu chciałam u niej pieniądze zostawić, ale jak nie, to bez łaski!
(Zaznaczę, że pracownik w H&M żadnej prowizji od sprzedaży nie dostaje).
Wow! I jako klientka miałabym być zadowolona i uszczęśliwiona taką niby-informacją? To przecież więcej i konkretniej częstokroć wie pan/pani sprzedający ciuchy na targu "z polówki".
I co z tego, że to nie wina sprzedawcy? Trudno darmo, ale sprzedawca stanowi reprezentanta swojego pracodawcy wobec klienta (i nie tylko klienta). Może się pracodawcy przysłużyć dobrze albo źle (a pracodawca jemu). Brak możliwości uzyskania podstawowych informacji z pewnością żadnej zainteresowanej stronie nie służy dobrze. A klientowi dodatkowo humoru nie poprawia, bo traci czas.
Dabliu pisze:A tu przyjdzie taka jedna z drugą i zaraz z ryjem, że się jej czerwonych dywanów pod nogi nie kładzie, bo przecież ona tu zaraz dziewiętnaście dziewięćdziesiąt wyda i gdzie ten szampan na jej cześć?
Nie domagam się traktowania jakiego doznaje "klient roku" takim klientem oczywiście nie będąc. Ale nie życzę też sobie być traktowana jak szmata i zawada na drodze do szczęśliwego nieróbstwa/wykonywania innych czynności, dlatego że jednorazowo w sklepie zostawiam kwoty które nie dają sprzedawcy dodatkowych profitów (premie czy co tam, o ile takie są przewidziane, a wiem że bywają). Tym bardziej, że być może zarabiam akurat tyle (a wbrew propagandzie sukcesu w wielu przypadkach tak jest), że nawet te 20 zł muszę dziesięć razy ze wszystkich stron obejrzeć, żeby zdecydować się je wydać na siebie. Wartość pieniądza, jak widać, rzecz względna.

Zła atmosfera w pracy, nawał obowiązków, przemęczenie, nadgodziny, frustracja to nie jest sprawa znana z doświadczenia wyłącznie sprzedawcom, kelnerom, obsłudze stacji benzynowych itp.. Znają to doskonale również przykładowo urzędnicy, pracownicy banków, nauczyciele itp.. Słowem chyba każdy, kto w pracy musi się stykać z ludźmi, czy się ich nazwie klientami czy petentami czy jakkolwiek inaczej. A jednak, jak napisała Karola powołując się na własne doświadczenia z różnymi urzędami, da się do klienta/petenta podejść jak do człowieka o ile sam klient tego nie uniemożliwia. Rzecz w tym, że nie każdy klient z mety i z założenia będzie należał do tych, co uniemożliwiają. I nie byłoby źle, gdyby niektóre paniusie czynne zawodowo w sklepach o tym nie zapominały.
Pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy.
M. Kopernik
W co wierzą debile?

Awatar użytkownika
taki jeden tetrix
Niezamężny
Posty: 2048
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 20:16

Post autor: taki jeden tetrix » wt, 28 sie 2007 09:56

Subtelna zmiana zakresu bojkotu :D
Najpierw było tak, radykalnie, bez wyjątków:
Rheged pisze:Święte słowa! Ja dla przykładu już w życiu nie odwiedzę restauracji (i wcale nie dlatego, że to, co się dzieje na kuchni w niektórych knajpach - mówię o higienie - przekracza wszelkie pojęcie), chyba, że będę musiał na jakimś zagranicznym wypadzie, albo co.
Teraz tak:
Rheged pisze:Przy dwustu osobach na sali i takim podejściu jednak nie obsłużysz nikogo i wtedy zaczyna się Sajgon. Dlatego powiedziałem, że nie będę chodził do takich restauracji, bo według mnie się nie powinno.
i tak:
Rheged pisze:Zresztą - w pizzeriach jadam i nie zamierzam przestać - jadam bo nie znam pizzeri na dwieście osób (nigdy w takiej nie byłem) :P.
To od śpiewania "Czerwonego Sztandaru"? :D
MSPANC
"Anyone who's proud of their country is either a thug or just hasn't read enough history yet" (Richard Morgan, Black Man)
"Jak ktoś chce sypiać ze skunksami, niech nie płacze, że mu dzieci śmierdzą" (Etgar Keret)

Awatar użytkownika
Rheged
Stalker
Posty: 1886
Rejestracja: pt, 16 wrz 2005 14:35

Post autor: Rheged » wt, 28 sie 2007 10:10

I co w związku Tetrix? Bo nie widzę jakoś sensu tej Twojej wypowiedzi? :P
FTSL
Emil 'Rheged' Strzeszewski
Pipe of the rising sun, Sympathy for the pipe
Pipe of the storm, Born to be pipe

Awatar użytkownika
Bebe
Avalokiteśvara
Posty: 4592
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 13:00

Post autor: Bebe » wt, 28 sie 2007 11:12

Rheged pisze:Wydaje mi się, że argumenty moje i Dabliu giną w natłoku jednego Waszego: nie lubimy personelu w sklepach tudzież restauracjach, bo plotkują i nie zajmują się robotą. Uderzcie się w pierś dziewczyny, my z Dabliu nie rzekliśmy, że pracownicy są bez wad. Raczej przedstawiliśmy sytuację z drugiej strony, na co Wy odpowiadacie, że Wasze na wierzchu, boście klientki.
Argumenty Dabliu nie giną w tłoku. Ja się z nimi zgadzam po prostu, sama bym najchętniej przymusiła do sprzątania klientki, które sobie beztrosko syfią w przebieralniach, przymierzają i syfią odzież - niestety handel to działalność usługowa, więc klient nasz pan, a jeszcze będzie się krzywił, że brudno jest. Współczuję naprawdę kieratu, sama nie mam do ludzi tyle cierpliwości i dlatego nie pracuję w handlu.

Argumenty Rhegeda... no cóż. To są problemy zaplecza restauracji. To są kwestie do omówienia z pracodawcą. Bo to nie jest klienta wina, że wchodzi głodny do knajpy (na przykład w przerwie między dwoma spotkaniami, ma godzinkę na zjedzenie czegoś), widzi wolny stolik i co? Ma się zacząć zastanawiać, czy aby nie będzie już tym klientem, o którego jest za dużo? Ma roztrząsać rozterki pracowników restauracji? Skoro restauracja jest na 200 osób, to powinna mieć odpowiednia obsługę, co niestety nie zależy od klienta tylko od właściciela. Ja mogę nie chodzić do takiej knajpy dwie przecznice dalej, bo wiem, że praca tam to koszmar. Ale turyście albo biznesmenowi, który tam nie zagląda zbyt często tego nie wyjaśnię.

Mieszkałam dość długo zagranicą i nigdzie nie spotkałam się z argumentem, że klient powinien odejść widząc, że knajpa jest naładowana gośćmi. Wręcz przeciwnie - kolejka klientów oczekujących na wejście do knajpy powodowała nobilitację tego miejsca, jako bardzo wziętego. Obsługa mimo dużego nawału pracy była uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona. No, ale my tu nie mamy drugiej Japonii, nieprawdaż? :>
Z życia chomika niewiele wynika, życie chomika jest krótkie
Wciąż mu ponura matka natura miesza trociny ze smutkiem
Ale są chwile, że drobiazg byle umacnia wartość chomika
Wtedy zwierzyna łapki napina i krzyczy ze swego słoika

Awatar użytkownika
Rheged
Stalker
Posty: 1886
Rejestracja: pt, 16 wrz 2005 14:35

Post autor: Rheged » wt, 28 sie 2007 11:34

Bebe pisze:Argumenty Rhegeda... no cóż. To są problemy zaplecza restauracji.
Przez co są także problemami klientów dodajmy.
To są kwestie do omówienia z pracodawcą. Bo to nie jest klienta wina, że wchodzi głodny do knajpy (na przykład w przerwie między dwoma spotkaniami, ma godzinkę na zjedzenie czegoś), widzi wolny stolik i co? Ma się zacząć zastanawiać, czy aby nie będzie już tym klientem, o którego jest za dużo? Ma roztrząsać rozterki pracowników restauracji?
No jasne, że nie. Ja rzekłem, że rozstrząsam i nie wchodzę, bo moim zdaniem się nie powinno. Ale zakazu dać nie mogę, choćbym naprawdę chciał. Tyle, że jak wchodzisz do tak wielkiej restauracji, to licz się z tym, co opisałem i przestrzegaj jakiejś etykiety, aby uniknąć jakichkolwiek problemów przede wszystkim dla siebie (a przy okazji dla pracownika restauracji).
Skoro restauracja jest na 200 osób, to powinna mieć odpowiednia obsługę, co niestety nie zależy od klienta tylko od właściciela. Ja mogę nie chodzić do takiej knajpy dwie przecznice dalej, bo wiem, że praca tam to koszmar. Ale turyście albo biznesmenowi, który tam nie zagląda zbyt często tego nie wyjaśnię.
To jest zrozumiałe - dlatego moja wzmianka o wyjeździe zagranicznym, albo coś. Co do właściciela - mówię tu tylko z tego co znam - w Anglii nie spotkałem się z żadnym właścicielem restauracji. Nigdy ich nie widziałem, dla mnie są jak Ojciec Rydzyk - niedostępni i postawieni tuż po prawicy Stwórcy. I jak ma taki nieobecny właściciel ocenić, czy personelu jest dość do obsługi? Nie może. No, ale tu fakt, to nie wina klienta. Jednak klient musi być wtedy wyrozumiały dla personelu, skoro widzi problemy na sali, a bardzo łatwo je dostrzec. Jak ktoś tego nie szanuje, jest traktowany jak świnia. I słusznie.
Mieszkałam dość długo zagranicą i nigdzie nie spotkałam się z argumentem, że klient powinien odejść widząc, że knajpa jest naładowana gośćmi.
A widzisz, a w Polsce się właśnie spotkałaś ;D
Wręcz przeciwnie - kolejka klientów oczekujących na wejście do knajpy powodowała nobilitację tego miejsca, jako bardzo wziętego.
Na co każdy, kto pracował w restauracji spojrzy z politowaniem, bo to jawny znak, że do tej akurat restauracji wchodzić na pewno jest ryzykownie, bo żarcie może być brudne (przy takim tłoku nikt nie patrzy, czy spadło na podłogę, czy ktoś splunął do gara, itp.) i robione na tzw. masówkę (co oznacza przede wszystkim brak smaku albo smak kału), bo personel jest zmęczony jak cholera i poirytowany. Ale to wiedza tajemna, nie wydajcie się nikomu, że wiecie :>
Obsługa mimo dużego nawału pracy była uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona. No, ale my tu nie mamy drugiej Japonii, nieprawdaż? :>
Trafiłaś na świetną restaurację w takim razie. Jedną z nielicznych nawet zagranicą. Gratulacje, ino pozazdrościć :)

Jednak większość klientów wydaje mi się wyznawać zasadę: jeden chamski pracownik to zło, tysiąc chamskich klientów to przywilej. A to, za przeproszeniem, gówno prawda.
Emil 'Rheged' Strzeszewski
Pipe of the rising sun, Sympathy for the pipe
Pipe of the storm, Born to be pipe

ODPOWIEDZ