Rzucanie palenia? Proste! Robiłem to ze 100 razy!

czyli nic konkretnego, za to do wszystkiego

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Teano
Kadet Pirx
Posty: 1309
Rejestracja: wt, 05 cze 2007 19:05

Post autor: Teano » wt, 09 paź 2007 18:27

Rheged pisze:
Millenium Falcon pisze:Wiesz co, ja jestem osoba niepaląca, i nie znoszącą dymu. Ale dużo ludzi, i to takich, których lubię, i z którymi chcę utrzymywać kontakty, pali. Trudno, ich wybór. Mój też, bo z własnej woli siedzę przy stole, gdzie kopcą.
Ale wku*wia mnie jak cholera, diabli i inne palacz idący ulicą, stojący na przejściu, na przystanku, i ciągnący/rozsiewający/wydmuchujący dym z palonego właśnie papierosa. Bo nikt mnie nie pyta, czy mam ochotę z nagła dostać taką chmurką w twarz.
Poradzę Ci to, co mogłabyś sobie wydumać sama - zacznij wymagać najpierw od siebie, potem od innych. Jeśli coś Ci przeszkadza, chyba nie musisz stać w bezpośrednim tego sąsiedztwie?
No wiesz Rheged, tym razem przesadziłeś.
Mam takie samo prawo stać na przystanku jak i Ty, problem w tym, że ja NIE MAM gdzie się schronić przed papierosowym smrodem, który nie dość, że mi przeszkadza, bo smierdzi, to do tego jest szkodliwy.
Zdarzają się jeszcze palacze na tyle inteligentni, ze patrzą z której strony wieje wiatr i ustawiają się tak, by zostawić niepalącym część przystanku bezdymną. Ale są niestety i tacy, którzy myslą tylko o sobie, stają z wiatrem i zasmradzają dokumentnie cały przystanek.
Tak więc Rheged zacznij wymagać najpierw od siebie, dobrze?
A to co piszesz o wyborze to już w ogóle żenada, bo my jako niepalący nie mamy ŻADNEGO wyboru jeśli chociaż jeden palacz zechce miejsce, w którym przebywamy zasmrodzić. Innymi słowy wystarczy jeden palacz by setka niepalących poczuła się źle.
Wrrr...
Nie chcę być złośliwa, bo gdybym była, to bym tu dała link do ostatnich badań naukowców z Aberdeen. I wcale owe badania nie dotyczyły raka.
Mordor walnął maczugą Orbana w łysy czerep. Po chwili poczuł to samo.
Umowa sporządzona została w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach,
po jednym dla każdej ze stron.

� Dżirdżis

Awatar użytkownika
Dracool
Ośmioł
Posty: 676
Rejestracja: śr, 19 kwie 2006 17:50

Post autor: Dracool » wt, 09 paź 2007 18:34

Hej, ludzie - pax, powiadam! Trzeba się nauczyć żyć w zgodzie - palacze z niepalącymi. Palacze powinni mieć na uwadze zdrowie i dyskomfort innych, a niepalący mogliby czasem odpuścić palaczom. Zdarzyło mi się, zupełnie niechcący wydmuchnąć dym prosto w twarz jakiejś osobie, bo wyszła akurat zza rogu kamienicy lub odwróciłem się nie w porę. Przeprosiłem serdecznie za każdym razem i albo osoba machnęła ręką albo mnie opie*doliła dosyć konkretnie. Trochę wzajemnej tolerancji i będzie w porządku. A Rheged, nawet jako palacz myślę, że ciut przesadzasz w swoich poglądach. Taka nikotynowa despocja jakby ;)
Jestem egoistycznym libertynem, wyznającym absolutną wolność jedynie w odniesieniu do samego siebie.
_ _ _ _ _ _ _ _

Jak widzę optymistów, to mi się Armagedon w kieszeni otwiera.

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » wt, 09 paź 2007 18:57

Widzę, że nasz naczelny Creatio jak zwykle radykalny w swych poglądach. Czy to dotyczy restauracji czy też palenia :P

Rheged - pomyśl o tym troszkę inaczej. Ja wiem, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale wczuj się przez chwilkę w naszą sytuację. Taki przykład. Nawet z życia zastosuję...

Panie pracujące przy produkcji świec dymnych CGŁ (to te z gazem łzawiącym, służące między innymi do rozpędzania demonstracji) nie używają żadnych środków ochrony skóry. Nie pracują w maskach, nie pracują pod dygestorium. Ot po prostu siedzą sobie w hali i drewnianymi łopatkami nabierają trociny nasączone gazem CS i wsypują je do tekturowych gilz. Następnie drewnianymi tłuczkami ubijają zawartość i zamykają całość tekturowym krążkiem. Prosta i monotonna praca. Przez pierwszy miesiąc się "trochę" płacze, ale potem człowiek przywyka i już nic nie czuje. Masek zaś nie stosują, bo choć BHP nakazuje, to niewygodne to i powoduje problemy z cerą. Do czego zaś zmierzam? Ano do tego, że człowiek normalny, zaczyna płakać już kilka metrów przed taką halą. I nawet jeśli taka kobieta wyjdzie sobie na zewnątrz, to inni stojący obok niej też zaczynają płakać. I panie te, z tego powodu zmieniają ubrania i biorą prysznic przed opuszczeniem fabryki.

No i teraz, po tym przydługim wstępie, wyobraź sobie, że taka pani nie chce marnować czasu na mycie, tylko wsiada do autobusu z innymi. I jak byś się czuł w pobliżu? Byś zaczął wymagać najpierw od siebie, czy też posiłkując się zapisem w regulaminie przewozu osób (punkt o zakazie przewożenia rzeczy śmierdzących i odrażających - jest zawsze taki - poczytaj) spróbował zmusić panią do opuszczenia pojazdu. A może byś stwierdził, że Ciebie to nie dotyczy, bo stoisz na samym końcu autobusu, przy otwartym oknie, a innym to dobrze tak?

Tak, wiem, jest to sprowadzenie do absurdu. Tyle że tacy jak Ty nie rozumieją jednego - dla nas, niepalących (a przynajmniej sporej ich części) Wy, palacze po prostu śmierdzicie. Dym papierosowy może dla Was jest czymś wspaniałym, ale dla nas to jest obrzydlistwo. Są porządni palacze, nie przeczę. Ale ilu jest takich, co to stoją w wejściu do autobusu szybko dopalając papierosa zanim drzwi się zamkną i w ostatnim momencie nabierają jeszcze ostatniego sztacha. Głębokiego. A potem bez oporów wypuszczają go do środka. No o co chodzi? Przecież wszystko jest w porządku? W środku nie wolno palić, to nie palę! Ale Wy o tym wolicie nie myśleć, bo po co.

A moje zdanie jest takie - jeśli robię coś co innym się nie podoba, co innym szkodzi - to moim OBOWIĄZKIEM jest minimalizowanie wpływu na innych. A nie wzywanie ich do zwracania uwagi najpierw na siebie. Bo w czym ja zawiniłem, gdzie moja świadoma wina w tym przypadku. Ja po prostu brzydzę się papierosami.

Co nie zmienia sytuacji, jak pisali niepalący przede mną, że jak chcę sobie posiedzieć i pogadać z palącymi, to na pewne ustępstwa idę i robię to świadomie. Ale ulica i przystanek (a zwłaszcza podczas deszczu) to już zupełnie inna sprawa!
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
Rheged
Stalker
Posty: 1886
Rejestracja: pt, 16 wrz 2005 14:35

Post autor: Rheged » wt, 09 paź 2007 19:36

Millenium Falcon pisze:Nie, no teraz się wkurzyłam. Wyobraź sobie, że ja na przykład MUSZĘ pójść do urzędu coś załatwić. Tfu, poprawka, mój wybór, mogę nie pracować, nie utrzymywać się, i nie latać po urzędach w celu zatwierdzenia tegoż. I do tego urzędu muszę dojść. CHODNIKIEM. I co, mam przechodzić na drugą stronę ulicy, dlatego, że facet, którego mijam akurat puszcza dymka? Nie wspominając o tym, ze skąd ja mam do cholery wiedzieć, że osoba, której widzę tylko plecy, akurat pali? Jak ja mam do jasnej cholery tego uniknąć, może mi powiesz? Bo na takim przystanku to się odsunę, a na ulicy co - czas cofnę i pójdę inną drogą?
Sorka, ale nie mam pojęcia o co Ci chodzi i o co się burzysz? Czyżbyś nie mogła poprosić palacza, który w danym momencie Ci zawadza, aby przeniósł się nieco dalej? Co do tego chodnika - przeszkadza Ci, że ktoś pali idąc chodnikiem? Pójdź na drugą stronę, względnie poproś, aby on poszedł. Nie przeszkadza, akceptujesz, tolerujesz? No to o czym my mówimy?
Czy w ogóle mam z domu nie wychodzić? Może wyjaśnij mi, CZEGO ja mam niby od siebie wymagać? Bo ja jakoś tego, cholera, nie widzę.
Reakcji na palenie papierosów, które w danym momencie Ci przeszkadza, to chyba jasne? Masz takie same prawo do komfortu jak palacz, więc możesz sama odejść albo poprosić jego o odejście. Stąd moja rada. W ogóle nie wiem o co się wkurzyłaś?
Więc z jakiej, *&&((, racji, ja mam rezygnować z wychodzenia z domu, dlatego, że ktoś musi zajarać?
Mówiłem coś o niewychodzeniu z domu? Nie? Tak właśnie myślałem.
NIE BRONIĘ palenia w knajpach, palarniach itd. Szanuję prawo mniejszości do palenia. Chcą, ich wybór. Ale nie dyktatura.
Znowuż jesteś za zakazem palenia w miejscach publicznych. Ja to uznaję za dyktaturę z Twojej strony.
A jeśli wspomniany przez Ciebie profesor zakazywał palić w sali wykładowej, to popieram. U mnie w całym instytucie był zakaz palenia, i jakoś studenci żyli, chociaż palarni nie było i musieli wychodzić na zewnątrz (gwoli ścisłości - uważam, że palarnia być powinna).
Profesor zakazał palenia w ogóle, nie na sali wykładowej.
Teano pisze:Poradzę Ci to, co mogłabyś sobie wydumać sama - zacznij wymagać najpierw od siebie, potem od innych. Jeśli coś Ci przeszkadza, chyba nie musisz stać w bezpośrednim tego sąsiedztwie?
No wiesz Rheged, tym razem przesadziłeś.[/quote]

Z czym?
Mam takie samo prawo stać na przystanku jak i Ty
Rajt.
problem w tym, że ja NIE MAM gdzie się schronić przed papierosowym smrodem
Żartujesz?
Zdarzają się jeszcze palacze na tyle inteligentni, ze patrzą z której strony wieje wiatr i ustawiają się tak, by zostawić niepalącym część przystanku bezdymną. Ale są niestety i tacy, którzy myslą tylko o sobie, stają z wiatrem i zasmradzają dokumentnie cały przystanek.
Na przystankach jest zakaz palenia, co powinno się stosować. A że się nie stosuje, to inna bajka. Dodam tylko, że się nie stosuje z winy tych niepalących, bo nie zwracają delikwentom uwagi. I wracamy do tezy - wymagaj chłopie wpierw od siebie. Skoro nie możesz liczyć na palącego, więc tym bardziej jest to właściwe.
Tak więc Rheged zacznij wymagać najpierw od siebie, dobrze?
Mam mówić palącym, że mi przeszkadzają? Kiedy mi nie przeszkadzają.
A to co piszesz o wyborze to już w ogóle żenada, bo my jako niepalący nie mamy ŻADNEGO wyboru jeśli chociaż jeden palacz zechce miejsce, w którym przebywamy zasmrodzić. Innymi słowy wystarczy jeden palacz by setka niepalących poczuła się źle.
Ty chyba naprawdę żartujesz?
Dracool pisze:A Rheged, nawet jako palacz myślę, że ciut przesadzasz w swoich poglądach. Taka nikotynowa despocja jakby ;)
Jaka znowu despocja?! Uświadomić niepalącym, że mogą zrobić coś, aby palący nie truli ich dymem? Ja chyba czegoś nie rozumiem...

O co ten flejm się zrobił?
Emil 'Rheged' Strzeszewski
Pipe of the rising sun, Sympathy for the pipe
Pipe of the storm, Born to be pipe

Awatar użytkownika
Teano
Kadet Pirx
Posty: 1309
Rejestracja: wt, 05 cze 2007 19:05

Post autor: Teano » wt, 09 paź 2007 20:01

Wiesz co, Rheged... ręce opadają.
Ja wiem, że Tobie palacze nie przeszkadzają, ciekawa jestem jednak, ile razy prosiłeś osoby, które ci przeszkadzają, o zmianę ich zachowania. I ile osób, które poprosiłes spełniło twoją prośbę.
Po drugie, jeśli mijasz w ciągu całej swojej drogi dajmy na to sto osób, czy będziesz sto razy prosił, każdą z tych osób, żeby przestała smierdzieć. jak ty to sobie technicznie wyobrażasz?
Rheged, czy Ty kpisz, czy o drogę pytasz?
Zresztą Kiwaczek napisał wyczerpująco, co ja będę po nim powtarzać.
Mordor walnął maczugą Orbana w łysy czerep. Po chwili poczuł to samo.
Umowa sporządzona została w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach,
po jednym dla każdej ze stron.

� Dżirdżis

Awatar użytkownika
Millenium Falcon
Saperka
Posty: 6212
Rejestracja: pn, 13 lut 2006 18:27

Post autor: Millenium Falcon » wt, 09 paź 2007 20:10

Ale ja powtórzę, bo przynajmniej irytację z siebie wyrzucę.
Rheged pisze:Sorka, ale nie mam pojęcia o co Ci chodzi i o co się burzysz? Czyżbyś nie mogła poprosić palacza, który w danym momencie Ci zawadza, aby przeniósł się nieco dalej? Co do tego chodnika - przeszkadza Ci, że ktoś pali idąc chodnikiem? Pójdź na drugą stronę, względnie poproś, aby on poszedł. Nie przeszkadza, akceptujesz, tolerujesz? No to o czym my mówimy?
Czy Ty przeczytałeś co ja napisałam? Chodzi mi o sytuacje, kiedy nie mam wyjścia. Nie mam radaru, który mi wykryje palacza:
Millenium Falcon pisze:Nie wspominając o tym, ze skąd ja mam do cholery wiedzieć, że osoba, której widzę tylko plecy, akurat pali? Jak ja mam do jasnej cholery tego uniknąć, może mi powiesz? Bo na takim przystanku to się odsunę, a na ulicy co - czas cofnę i pójdę inną drogą?
Nie wiem, może Ty jesteś osobnikiem rosłym, i sokolim wzrokiem wypatrujesz z daleka wszystkich, ale ja mam 1.67, wzrost przeciętny, i nie chodzę po ulicach lukając na boki, czy mi się przypadkiem jakiś palacz nie napatoczy. Zresztą nie mam zamiaru robić za wystraszone zwierzątko zerkające na boki, bo, z powodów wyżej przeze mnie wymienionych, to nie ja się powinnam dostosowywać.
Rheged pisze:Reakcji na palenie papierosów, które w danym momencie Ci przeszkadza, to chyba jasne? Masz takie same prawo do komfortu jak palacz, więc możesz sama odejść albo poprosić jego o odejście. Stąd moja rada. W ogóle nie wiem o co się wkurzyłaś?
Dokładnie o to:
Rheged pisze:Poradzę Ci to, co mogłabyś sobie wydumać sama - zacznij wymagać najpierw od siebie, potem od innych. Jeśli coś Ci przeszkadza, chyba nie musisz stać w bezpośrednim tego sąsiedztwie?
Bo sorry, ale to brzmi jak wymagania typu "nie czepiaj się biednych palaczy, bądź empatyczna, a zamiast ich gonić, to ich omijaj".
Poziom mojej empatii sięga do sal dla palących, palarni itd. Poza tym, ja nie mówiłam o staniu - stojący palacz mi przeszkadza, albo sie odsunę, albo poproszę, żeby on/ona się odsunął(ęła). Ale na takiego, co idzie, i zostawia za sobą chmurę dymu, względnie już gdzieś zniknął za rogiem, a chmura została, to co ja mam poradzić? Maskę gazową nosić?
Rheged pisze:
Więc z jakiej, *&&((, racji, ja mam rezygnować z wychodzenia z domu, dlatego, że ktoś musi zajarać?
Mówiłem coś o niewychodzeniu z domu? Nie? Tak właśnie myślałem.
A ja rozwijałam wcześniejszą myśl. Skoro nie mam szans uniknąć palaczy na chodnikach, to empatycznie powinnam zostać w domu, bo przecież jak nie będę po ulicach chodziła, to mi nie będą dymić i przeszkadzać...
Rheged pisze: Znowuż jesteś za zakazem palenia w miejscach publicznych. Ja to uznaję za dyktaturę z Twojej strony.
Nie. Bo ja Ci nie zabraniam palić, tylko jestem za tym, żeby to robić w miejscach wyznaczonych. A Twoja koncepcja zmusza mnie, i nie tylko mnie, do wdychania dymu. Czego nie lubię, co mi szkodzi, i co śmierdzi obrzydliwie. A nie mam wyjścia, natykam się na to co raz. Wbrew własnej woli.
Rheged pisze: Profesor zakazał palenia w ogóle, nie na sali wykładowej.
To jest w takim razie zupełnie inna sprawa, nie związana z tą dyskusją. Bo ja Tobie nie zabraniam palić. Ale sprzeciwiam się temu, żebyś Ty zmuszał mnie do palenia biernego, kiedy tego nie chcę.
Rheged pisze:
Teano pisze:problem w tym, że ja NIE MAM gdzie się schronić przed papierosowym smrodem
Żartujesz?
No, to teraz może Ty byś wykazał trochę empatii wobec niepalących? Dla niepalących palacze śmierdzą. To raz. I nie tylko z bliska (Harna wspomniała o całowaniu popielniczki), ale też na odległość. Czasem rozmowa z palaczem to jest jak rozmowa z kimś, komu z gęby jedzie, że hej. Rozmawiać nie muszę, ale ja, mimo upośledzonego węchu, czuję mijając palacza, że właśnie palaczem on jest. To raz. Dwa - pali się prawie wszędzie i od dymu nie ma ucieczki. To jest fakt. Trzeba by iść jakimś cholernym slalomem, a i tak się nie ominie dmuchających dymem. Trzy: przykład wspomniany przez Kiwaczka.
Rheged pisze: Na przystankach jest zakaz palenia, co powinno się stosować. A że się nie stosuje, to inna bajka. Dodam tylko, że się nie stosuje z winy tych niepalących, bo nie zwracają delikwentom uwagi. I wracamy do tezy - wymagaj chłopie wpierw od siebie. Skoro nie możesz liczyć na palącego, więc tym bardziej jest to właściwe.
Wiesz co, nie wiem w jakimś świecie żyjesz. Do przepisów ludzie powinni się stosować BEZ zwracania im uwagi. To, że tego nie robią, jest przejawem arogancji nie stosujących się, a nie winą tych, co im nie zwracają uwagi. To może jeszcze policjant powinien np. mnie dać mandat, bo metr dalej facet pali, a ja mu uwagi nie zwróciłam, więc to moja wina?
Rheged pisze:
Teano pisze:Tak więc Rheged zacznij wymagać najpierw od siebie, dobrze?
Mam mówić palącym, że mi przeszkadzają? Kiedy mi nie przeszkadzają.
A dlaczego nie możesz zrozumieć, że przeszkadzają nam?
Rheged pisze:
A to co piszesz o wyborze to już w ogóle żenada, bo my jako niepalący nie mamy ŻADNEGO wyboru jeśli chociaż jeden palacz zechce miejsce, w którym przebywamy zasmrodzić. Innymi słowy wystarczy jeden palacz by setka niepalących poczuła się źle.
Ty chyba naprawdę żartujesz?
Empatia. Trudne słowo. Ja bym aż liczby 1/100 nie użyła, ale jestem w stanie zrozumieć, że ludziom wrażliwszym to przeszkadza.
Rheged pisze:Jaka znowu despocja?! Uświadomić niepalącym, że mogą zrobić coś, aby palący nie truli ich dymem? Ja chyba czegoś nie rozumiem...
Teraz to ja Ci chyba powiem: żartujesz, prawda?
ŻGC
Imoł Afroł Zgredai Padawan
Scissors, paper, rock, lizard, Spock. - Sheldon Cooper

Awatar użytkownika
Rheged
Stalker
Posty: 1886
Rejestracja: pt, 16 wrz 2005 14:35

Post autor: Rheged » wt, 09 paź 2007 20:34

Teano pisze:Ja wiem, że Tobie palacze nie przeszkadzają, ciekawa jestem jednak, ile razy prosiłeś osoby, które ci przeszkadzają, o zmianę ich zachowania.
Proszę o to prawie zawsze kiedy nie mam możliwości na ewakuację od nich.
I ile osób, które poprosiłes spełniło twoją prośbę.

Stosunkowo niewiele. Tylko co to ma do rzeczy?

Co do Milenki - nie zrozumieliśmy siebie nawzajem, ja konkretnie nie zrozumiałem jej uwagi o ulicach. Otóż przyznaję rację - na ulicach ciężko jest uniknąć kontaktu z dymem i niewiele na to można poradzić. W każdym innym przypadku (pubów nie liczę) jest to możliwe i trzeba z tej możliwości skorzystać. Przy czym sądzę, że teza "wymagaj od siebie" dotyczy wszystikch, nie tylko niepalących - tego nie dodałem i sądzę, że z tego powodu mógł wyniknąć niezamierzony flejm. Osobiście nie ładuję się z fajem na przystanki, staram się palić w palarniach, etc. Więc wymagam na początek od siebie. Fakt, święty nie jestem, bo zdarza mi się palić na ulicach. Jednak rekompensuję to tym, że nie mam nic przeciwko, gdy niepalący mnie przegania w inne miejsce (jak rzekłem, ma także prawo do komfortu). Empatia nie ma tu związku, liczy się rozsądek i poszanowanie. Życzę tego zarówno palącym jak i niepalącym.

Jeszcze tylko jedno: do przepisów ludzie powinni się stosować bez zwracania im uwagi. Jak się nie stosują, to trzeba zwrócić. Ze strony palaczy naruszających przepis i komfort innych jest to arogancja, ze strony niepalących, którym dym przeszkadza, ale nie reagują - jest to zaniedbanie.

Powiem więcej - nikt nie raczył zauważyć, że jako palący występuję przeciwko palącym mówiąc, że należy im zwracać uwagę. Tyle w kwestii mojego braku zrozumienia wobec niepalących.

Za flejm i nieścisłości przepraszam, w szczególności Milenkę, której nie zrozumiałem i stąd ta kłótnia.
Emil 'Rheged' Strzeszewski
Pipe of the rising sun, Sympathy for the pipe
Pipe of the storm, Born to be pipe

Awatar użytkownika
Bebe
Avalokiteśvara
Posty: 4592
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 13:00

Post autor: Bebe » wt, 09 paź 2007 21:11

Fajna kłótnia, chociaż ostatnia strona wygląda jak rozmowa ślepego z głuchym.
Niestety nawet palarnia nie jest rozwiązaniem idealnym. Nie wiem, jaki rodzaj wentylacji trzeba by tam zainstalować. Mamy w fabryce pomieszczenie służące do siedzenia przy stoliku i zaciągania się dymkiem. Dżizas jak stamtąd śmierdzi. Na miejscu palaczy chyba bym tam w życiu nie weszła. Skoncentrowany dym i smród post-dymowej apokalipsy. Przeniknęło nawet przez ściany i zaczęło śmierdzieć w pomieszczeniu obok. Ale nie ma lepszego rozwiązania niestety (poza możliwością palenia w piękne dni gdzieś w odległym kącie terenu fabryki).
Co do terroru niepalących - jeszcze jakieś 10 lat temu panował terror palących i np. żeby przejechać się pociągiem i nie być narażonym na kontakt z dymem i smrodem (pomijam standardowy smród PKP w pakiecie) trzeba było specjalnie się starać. Wtedy jak rozumiem dla palaczy było OK. :] A dzisiaj też trzeba by co chwila wyskakiwać na korytarz i zwracać uwagę tym, co palą przy kibelku, palą przy otwartym oknie... konia z rzędem temu, który się odważy zwracać wszystkim tym osobom uwagę. Nie nazwałabym tego terrorem niepalących w stosunku do biednych palaczy. :P
Z życia chomika niewiele wynika, życie chomika jest krótkie
Wciąż mu ponura matka natura miesza trociny ze smutkiem
Ale są chwile, że drobiazg byle umacnia wartość chomika
Wtedy zwierzyna łapki napina i krzyczy ze swego słoika

Awatar użytkownika
Dabliu
ZakuŻony Terminator
Posty: 3011
Rejestracja: wt, 22 sie 2006 20:22
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Dabliu » wt, 09 paź 2007 23:45

Życie jest zbyt krótkie, by tracić czas na walkę z nałogiem nikotynowym - powiedział Dabliu, po czym wdział na się spodnie, buty, czapkę i kurtkę... i poszedł na dymka :)

P.S. Xiri@ Jeśli myślę o tym samym nałogu, o którym Ty myślisz, to zaręczam - w porównaniu do papierosów to pikuś! Też rzuciłem z dnia na dzień i już ani razu nie miałem na to ochoty. A papierosy palę do dziś...

P.S.2 Poza knajpami i palarniami staram się jak mogę, żeby nikt nie musiał wdychać "mojego" dymu. No i nigdy nie palę w domu. Nigdy przenigdy nie palę przy dziecku (tzn. żeby nawet nie widziało, że rodzice palą i nie uczyło się złych wzorców). A jeśli w knajpie ktoś przy moim stoliku je posiłek, czekam aż skończy, żeby mu nie psuć smaku (chyba że wyraźnie powie, że mu to nie przeszkadza, albo siedzimy na świeżym powietrzu i wiatr wieje w drugą stronę, lub dym z ogniska i tak zabija wszystko inne). BTW gdyby każdy "agresywny" palacz choć raz w życiu dmuchnął dymem w twarz skinheadowi, gwarantuję, że zacząłby od tej pory uważać na to, jak wypuszcza dymek :)))

P.S.3 Zastanawia mnie to "całowanie się z popielniczką" (pomijam, że Harnie to wszystko zaraz z całowaniem... ;p ). I przypomniało mi się, jak kiedyś, jeszcze jako niepalące i gardzące papierosami pacholę zacząłem się spotykać z palącą dziewczyną. I choć nie nabrałem jeszcze wtedy ochoty na palenie, całowanie było wcale przyjemne :) W ogóle nie miałem wrażenia obcowania z "popielniczką". To było raczej jak delikatny, przyjemnie drażniący aromacik (dla porównania, dym papierosowy jeszcze wtedy działał mi nieco na nerwy). Więc być może polega to na tym, jakie papierosy się pali, jak często, i czy tłumi się nikotynowy smrodek miętową gumą do żucia...

Awatar użytkownika
Montserrat
Szczurka z naszego podwórka
Posty: 1923
Rejestracja: ndz, 17 gru 2006 11:43

Post autor: Montserrat » śr, 10 paź 2007 00:27

Nu. Ja takoż nie palę w miejscach, gdzie mogę komuś przeszkadzać.

A papierosy nie tak łatwo rzucić. Ja też kiedyś myślałam: ech, wystarczy postanowić i zrobione.
A postanowienia, te nawet złożone w chwilach, kiedy papierosów spali się za dużo - albo pomiesza obficie z alkoholem, ciężko wypełnić. Ile razy miałam, że obiecywałam sobie "koniec", a potem widziałam kogoś z papierosem i mi się wszystko w środku kurczyło. I było "no, jeszcze jeden... ostatni". No i nici z tego wychodziły.
Ale zmniejszam, zmniejszam ilość wypalonych papierosów. I jestem z tego dumna. Pewnego dnia zupełnie znikną.
"After all, he said to himself, it's probably only insomnia. Many must have it."

Awatar użytkownika
Karola
Mormor
Posty: 2032
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 23:07

Post autor: Karola » śr, 10 paź 2007 00:29

Dabliu pisze:P.S.3 Zastanawia mnie to "całowanie się z popielniczką" (pomijam, że Harnie to wszystko zaraz z całowaniem... ;p ). I przypomniało mi się, jak kiedyś, jeszcze jako niepalące i gardzące papierosami pacholę zacząłem się spotykać z palącą dziewczyną. /ciach/
Jako palące dziewczę spotykałam się z niepalącym i gardzącym papierosami pacholęciem. Na randkach po każdym "dymku" pokornie wędrowałam do łazienki umyć zęby. Gdy któregoś dnia rozkrwawiłam sobie wreszcie dziąsła, a pacholę wręczyło mi z miną cierpiętnika szczoteczkę - nie strzymałam. Trzasnęłam drzwiami i tyle mnie widziało.

Rozumiem doskonale motywy, które kierują krucjatą niepalących przeciwko palącym. Rozumiem doskonale głód nikotynowy i zgadzam się z oboma stronami konfliktu. Palenie jest obrzydliwe, ale jakie przyjemne! Palenie drenuje kieszeń, ale jakie jest przyjemne! Od fajek psuje się cera, ale jaki cudowny jest postkoitalny sztach! :):)
Indiana Jones miał brata. Nieudacznika rodem z Hiszpanii. Imię brata nieudacznika brzmiało Misco. Misco Jones.

Awatar użytkownika
Dabliu
ZakuŻony Terminator
Posty: 3011
Rejestracja: wt, 22 sie 2006 20:22
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Dabliu » śr, 10 paź 2007 00:46

A poza tym chipsy wychodzą jeszcze drożej i się od nich tyje ;)

BTW papieros i piwo to niezwykle udana para :)

Trolliszcze
Psztymulec
Posty: 996
Rejestracja: pn, 07 maja 2007 01:43

Post autor: Trolliszcze » śr, 10 paź 2007 00:50

Papierosy i piwo.
Cygaretki i whisky.

Dwa powody, żeby nie rzucać ;)

Awatar użytkownika
Ellaine
Klapaucjusz
Posty: 2372
Rejestracja: sob, 25 lut 2006 22:07
Płeć: Kobieta

Post autor: Ellaine » śr, 10 paź 2007 06:48

Dabliu pisze:A poza tym chipsy wychodzą jeszcze drożej i się od nich tyje ;)
Chipsy są niesmaczne.
ftsl
Piękne kłamstwo? Uwaga! To już twórczość - S. J. Lec
Cudnie, fajnie i gites - gdy definitywnie odwalę kitę - J. Nohavica
Rękopis znaleziony w pękniętym wazonie

Awatar użytkownika
savikol
Fargi
Posty: 407
Rejestracja: pn, 27 mar 2006 08:04

Post autor: savikol » śr, 10 paź 2007 09:03

Spory odsetek palaczy w Fahrenheicie. Psipadek?

To może opowiem o sobie. Paliłem przez 15 lat. W szczytowej formie potrafiłem wyjarać do dwóch paczek dziennie. Rzuciłem cztery lata temu, z dnia na dzień. Ciężko było, oj ciężko. Przez długie miesiące papierosy śniły mi się po nocach. We śnie zaciągałem się dymem, napełniałem nim płuca, delektowałem się i smakowałem. Za dnia chodziłem wk…ony jak diabli.
Obecnie, od czasu do czasu pozwalam sobie na zakup kilku cygaretek, a raz na kilka miesięcy wypalam cygaro. Ciągle kocham tytoń i nikotynę. Mam do nich niebywałą słabość i sentyment. Od szlugów staram się jednak trzymać jak najdalej. Niestety, w ostatnią sobotę pękłem. Piłem sobie piwo i poczułem tak potworną ochotę na papierosa, że wybiegłem z domu i pognałem do najbliższego sklepu. Kupiłem paczkę Cameli, wróciłem do domu i zasiadłem na ganku z piwem w garści i sztangą fajek na stole. Pierwszy sztach był ohydny. Papierosy śmierdzą, w porównaniu z dymem cygar, to syf wręcz nieprawdopodobny. Miałem natychmiastową ochotę zgasić kiepa. Zwalczyłem jednak te pragnienie i ze wstrętem wypaliłem go do końca. Po czym zapaliłem następnego. I tak jeden po drugim wypaliłem pół paczki. Moja dziewczyna pukała się głowę, a ja jarałem jak lokomotywa. Byłem szczęśliwy jak dziecko.
Przeszło, już nie mam ochoty palić, ale wiem, że pewnego dnia nadejdzie kolejny atak. My, starzy palacze, jesteśmy jak alkoholicy. Będziemy uzależnieni do końca życia. Nie ma to jak wciągnąć chmurę dymu, poczuć nikotynowe kopnięcie. Pożyjemy krócej? Pies to drapał. A wy co, abstynenci – chcecie żyć wiecznie?

ODPOWIEDZ