Rzucanie palenia? Proste! Robiłem to ze 100 razy!

czyli nic konkretnego, za to do wszystkiego

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » śr, 10 paź 2007 09:15

Moim nałogiem jest sport i zachęcam wszystkich do wpadnięcia w ten sam nałóg. Człowiek jest wesoły dzięki endorfinie.
Millenium Falcon pisze:Nie, no teraz się wkurzyłam. Wyobraź sobie, że ja na przykład MUSZĘ pójść do urzędu coś załatwić. Tfu, poprawka, mój wybór, mogę nie pracować, nie utrzymywać się, i nie latać po urzędach w celu zatwierdzenia tegoż. I do tego urzędu muszę dojść. CHODNIKIEM. I co, mam przechodzić na drugą stronę ulicy, dlatego, że facet, którego mijam akurat puszcza dymka? Nie wspominając o tym, ze skąd ja mam do cholery wiedzieć, że osoba, której widzę tylko plecy, akurat pali? Jak ja mam do jasnej cholery tego uniknąć, może mi powiesz? Bo na takim przystanku to się odsunę, a na ulicy co - czas cofnę i pójdę inną drogą? Czy w ogóle mam z domu nie wychodzić? Może wyjaśnij mi, CZEGO ja
mam niby od siebie wymagać? Bo ja jakoś tego, cholera, nie widzę.
Ja zawsze podbiegam i wyprzedzam palacza, a robiąc to, na
pokaqz zatkam sobie nos. Staram się, by palacz szedł zawsze z tyłu.
Millenium Falcon pisze:Więc z jakiej, *&&((, racji, ja mam rezygnować z wychodzenia z domu, dlatego, że ktoś musi zajarać? NIE BRONIĘ palenia w knajpach, palarniach itd. Szanuję prawo mniejszości do palenia. Chcą, ich wybór. Ale nie dyktatura.
A jeśli wspomniany przez Ciebie profesor zakazywał palić w sali wykładowej, to popieram. U mnie w całym instytucie był zakaz palenia, i jakoś studenci żyli, chociaż palarni nie było i musieli wychodzić na zewnątrz (gwoli ścisłości - uważam, że palarnia być powinna).
W Urzędach i instytucjach publicznych obowiązuje zakaz palenia. A tak poza tym, to podpisuję się pod tym.
Ika pisze:Hm, kiedyś siedziałam sobie w knajpie obok pana doktora. I jakos tak sie poczułam i zapytałam, czy mu nie przeszkadza, bo jest niby biernym palaczem. A on się na to roześmiał i mi powiedział, że przechodząc latem przez ruchliwe ulice, to on się tyle nawdycha tych smolistych, jakby rok przy mnie siedział. I żebym sobie nie dodawała, bo
wpradzie bierne palenie szkodzi, ale wcale nie jestem na czele listy "rzeczy" szkodliwych...
Każdy jest inny. Przykładowo palacze i grające w pobliżu radio działają na mnie jak płachta na byka. Niektórzy ludzie bardzo dbają o swoje życie i zdrowie (myślą może o przyszłości i nie chcą wywalać kasy na lekarzy na starość, jeśli dożyją), wkładają masę czasu, pieniędzy i wysiłku by
uprawiać sport, prawidłowo się odżywiać, dbać o swój organizm, i jakim prawem taki parowóz idący sobie beztrosko przez las z papierosem w dłoni, np. po trasie rowerzystów, może niszczyć pracę takich ludzi?
Rheged pisze:Dla niepalących nie ma miejsc dla niepalenia.
A np. pociągi? Na promach jest chyba to samo...
Teano pisze:Mam takie samo prawo stać na przystanku jak i
Ty, problem w tym, że ja NIE MAM gdzie się schronić przed
papierosowym smrodem, który nie dość, że mi przeszkadza, bo
smierdzi, to do tego jest szkodliwy.
I dusi.
Czasem nie ma wyboru i trzeba niestety ustąpić (czyt. odejść gdzie indziej). Jeśli jesteś dobrą dyplomatką, może uda Ci się jakoś poprosić, by zgaszono papierosa. Jednak szansa, że nie otrzymasz aroganckiej odpowiedzi jest jak 1:5. Przynajmniej ja zawsze spotykam się z bydłem a nie z ludźmi. Wiem. Nie powinno tak być, ale cóż poradzisz? 2/3 ludzkości nie wie, co to szacunek i troska o innych.
Dracol pisze:Hej, ludzie - pax, powiadam! Trzeba się nauczyć żyć w zgodzie - palacze z niepalącymi. Palacze powinni mieć na uwadze zdrowie i dyskomfort innych, a niepalący mogliby czasem odpuścić palaczom. Zdarzyło mi się, zupełnie niechcący wydmuchnąć dym prosto w twarz jakiejś osobie, bo wyszła akurat zza rogu kamienicy lub odwróciłem się nie w porę. Przeprosiłem serdecznie za każdym razem i albo osoba machnęła ręką albo mnie opie*doliła dosyć konkretnie. Trochę wzajemnej tolerancji i będzie w porządku. A Rheged, nawet jako palacz myślę, że ciut przesadzasz w swoich poglądach. Taka nikotynowa despocja jakby ;)
Gdyby tak było, byłoby super. Lecz niestety większość ludzi
uważa - co jest bardzo przykre dla mnie i czego nie rozumiem
- że "to twoja sprawa". Otóż nie. Nie powinno się mówić "to twoja sprawa", " to twój problem" lecz "powiedz, co cię boli, powiedz, co cię dręczy, a razem wspólnie rozwiążemy ten problem, bo jesteśmy przecież ludźmi".
kiwaczek pisze:A moje zdanie jest takie - jeśli robię coś co innym się nie podoba, co innym szkodzi - to moim OBOWIĄZKIEM jest minimalizowanie wpływu na innych. A nie wzywanie ich do zwracania uwagi najpierw na siebie. Bo w czym ja zawiniłem, gdzie moja świadoma wina w tym przypadku. Ja po prostu brzydzę się papierosami.
Dokładnie.
Tylko jak teraz wyedukować społeczeństwo?
Millenium Falcon pisze:Nie wiem, może Ty jesteś osobnikiem rosłym, i sokolim wzrokiem wypatrujesz z daleka wszystkich, ale ja mam 1.67, wzrost przeciętny, i nie chodzę po ulicach lukając na boki, czy mi się przypadkiem jakiś palacz nie napatoczy. Zresztą nie mam zamiaru robić za wystraszone zwierzątko zerkające na boki, bo, z powodów wyżej przeze mnie wymienionych, to nie ja się powinnam dostosowywać.
Widzę, że myślimy tak samo. Jeśli chodzi o mnie, to jestem za całkowitym zakazem palenia na powietrzu w miejscach, gdzie przebywają ludzie, także w lasach nieobjętych ochroną (dochodzi do tego także zagrożenie pożarem). A miejsc do palenia jest przecież dużo:
samochód, mieszkanie, "balkonik", wyznaczone restauracje i puby, przedział w pociągu... mnóstwo ich jest.

Zasada jest prosta: coś Ci sprawia przyjemność? To korzystaj z tej przyjemności ile chcesz, ale myśl o komforcie innych. Nie bądź samolubem.
Jeśli Xiri słucha industrialu, a siostra disco, to Xiri zamyka się w pokoju ze swoim hałasem lub zakłada walkmena . Z muzyką jest sprawa prosta. Z paleniem już nie tak bardzo, poniważ osoby palące pozbawione wyobraźni narazają życie i zdrowie innych, a prawo zabrania jednemu obywatelowi szkodzić innemu.
Rheged pisze:Na przystankach jest zakaz palenia, co powinno się stosować.


Oj chyba nie...
Może ktoś mi sypnąć ustawą, jeśli takowa została zatwierdzona?

Najlepiej byłoby płacić wynagrodzenie za nie palenie osobom pełnoletnim na podstawie badań lekarskich, np. 400 zł miesięcznie (wiem, że Polskę na to nie stać, ale pomarzyć warto), to od razu wiele rzucających palenie rzuciłoby je w końcu :)

A najlepiej w ogóle wywalić fajki z rynku. Po co one komu? Da się bez tego żyć? No da. Gdyby nałogowy palacz rzucił papierosy, to w 40 lat mógłby sobie za te zaoszczędzone pieniądze postawić domek. Ktoś ma w życiu nerwówkę i potrzebuje się odreagować? To za boks się brać i tłuc worek treningowy. O tak: bum, bum!

Dabliu pisze:P.S. Xiri@ Jeśli myślę o tym samym nałogu, o którym Ty myślisz, to zaręczam - w porównaniu do papierosów to pikuś! Też rzuciłem z dnia na dzień i już ani razu nie miałem na to ochoty. A papierosy palę do dziś...


Wszystko się da, tylko trzeba chcieć. Nie chcieć, ale CHCIEĆ! ;)
Problem tkwi raczej w sile woli. Ja mam przykładowo ogromną
siłę woli (i przyznam, że latami pracowałam nad sobą, by diabły typowego społeczeństwa Zachodu działały na mnie jak działa groch trzaśnięty o ścianę na tę ścianę), ktoś inny ma może znacznie mniej ogromną. Wszystko jest w głowie.

Edycja: Poprawki techniczne

Awatar użytkownika
Rheged
Stalker
Posty: 1886
Rejestracja: pt, 16 wrz 2005 14:35

Post autor: Rheged » śr, 10 paź 2007 10:27

Xiri - za przeproszeniem - myślisz trochę nad tym co piszesz? Bo mam wrażenie, że chlapiesz ozorem, by coś rzec... Mówiąc o sporcie i paleniu tym samym je porównujesz. To tak jakbyś porównała grę w Quake'a z uprawianiem seksu, zupełnie inne rejony. A na co komu papierosy, możesz się przekonać po tym całym topicu.

Aha - miejsc uprawniających do palenia jest przeraźliwo mało, dlatego pali się na ulicy.
Emil 'Rheged' Strzeszewski
Pipe of the rising sun, Sympathy for the pipe
Pipe of the storm, Born to be pipe

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » śr, 10 paź 2007 10:42

Wyluzuj! :)
Łagodniej.
Spokojniej.
Ja z neutralną debatą, Ty z armatą.
Powiedziałam o tym sporcie, żeby było miło.

A Quake z seksem ma wiele wspólnego. To i to daje satysfakcję (co do tego drugiego, to powtarzam identyczną relację licznych osób, bo sama jestem asem).

PiS

Edycja: dopiska
Ostatnio zmieniony śr, 10 paź 2007 11:03 przez Xiri, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Mort00s
Fargi
Posty: 355
Rejestracja: czw, 04 paź 2007 21:39

Post autor: Mort00s » śr, 10 paź 2007 10:49

O, widzę, że wydzieliliście posty do nowego tematu. Miło :]

Ja to mam niezłego sąsiada... Podczas, gdy inni ludzie zazwyczaj rzucają palenie (jak to w temacie) po 100 razy, to on po prostu je rzucił. Ot tak. A nie będę już palic! I nie pali. Gdy się o tym dowiedziałem byłem pod wrażeniem.

EDIT:
Trochę silnej woli potrafi załatwic sprawę.
"Gdy walczysz z potworami, uważaj by nie stać się jednym z nich.
Gdy patrzysz w otchłań, ona również patrzy i w Ciebie."

Friedrich Nietzsche

Awatar użytkownika
Teano
Kadet Pirx
Posty: 1309
Rejestracja: wt, 05 cze 2007 19:05

Post autor: Teano » śr, 10 paź 2007 10:57

No, Dablju, wyglada na to (przynajmniej z tego, co piszesz) że jesteś palaczem, jakich ze świecą szukać i jakich lubię ;)
Najbardziej mi podoba się to krycie przed dzieckiem, ;) chociaz nie wiem czy dzieciak inteligentny w końcu, nie wyczuje i co trzeba nie skojarzy.
Jeszcze o rzucaniu palenia, są różne szkoły, niektórzy rzucają od razu, inni stopniowo, mój ojciec jeszcze w czasach studenckich postanowił sam z siebie rzucić palenie, kiedy poznał mamę (nie żeby mu cokolwiek mówiła - sam uznał, że skoro mu się taka piękna kobieta trafiła, to i on powinien coś z siebie dać losowi w rewanżu i padło na papierosy.) Robił tak: Codziennie palił o jednego mniej niz poprzedniego dnia. I tak doszedł do zera i nie pali do dziś a ma już 70 lat. Nigdy nie miał pokus by znowu spróbować, rzucił totalnie i definitywnie i natychmiast zmienił front przechodzac do obozu przeciwników palenia. Być może pomagało mu to na początkowym etapie utwierdzić się w wyborze.
Tak więc ja od dziecka wzrastałam w środowisku niepalącym i w obecności człowieka, który życzliwie i z uśmiechem tłumaczył każdemu napotkanemu palaczowi (no może nie każdemu, ale na pewno tym znajomym) na czym polegają uroki niepalenia. tak więc nawet obudzona w środku nocy jestem w stanie wyrecytować listę korzyści z niepalenia i strat z powodu palenia :)
Jeśli chodzi o mnie samą, to nigdy nie miałam pokusy by spróbować i nigdy mnie ten zapach nie pociągał, wprost przeciwnie.
Jednak z wiekiem moja tolerancja na palaczy wzrasta, natomiast maleje moja tolerancja na dym (tzn od lat już nie tłumaczę palaczom dlaczego powinni przestać palić, a tym bardziej nie tłumaczę, że palenie jest złe - jak byłam mała - nie uwierzycie - ale byłam przekonana, że palacz po prostu NIE WIE, że papierosy szkodzą, że wystarczy takiemu to wytłumaczyc i sprawa załatwiona ;) natomiast od palących uciekam, bo od samego zapachu robi mi się niedobrze. Każde przebywanie w dymie odchorowuję, więc staram się unikać jak tylko mogę.
Ale - wracając do "popielniczki", o której pisał Dablju a wcześniej Harna, chociaż nie wyobrażam sobie bym mogła całować się z palaczem i dla mnie facet palący zostawał automatycznie skreślony jako ewentualny "kandydat na kandydata" ;) to jednak w czasach licealnych kochałam się platonicznie i na zabój w pewnym przystojnym cudzoziemcu. Był to cudzoziemiec z krwi i kości, żaden tam z plakatu, czy "znany tylko z widzenia" bardzo sympatyczny, miał tylko jedną wadę - palił papierosy i to sporo. Ale nie przeszkadzało mi to o tyle, że i tak nie zamierzałam za niego wychodzić za mąż (co nie przeszkadzało, jak juz wspomniałam, kochać się w nim szaleńczo) i wyobraźcie sobie, to co on palił to był jedyny zapach papierosów, który mi nie śmierdział!
Palił Marlboro, kupowane w Pewexie, i nie wiem co w nich było, może po prostu na tle komunistycznych "skarpetkowców", te papierosy nie śmierdziały! Nawet jego ubrania i rzeczy były przesiąknięte takim jakimś zapachem zupełnie nie papierosowym, choć z nuta Marlboro.
Zresztą nie dam głowy czy to było Marlboro, bo jak ktoś przy mnie pali właśnie tę markę, to śmierdzą mi tak samo jak inne. Może palacze mi wyjaśnią co on palił?
No chyba, ze to moje zakochanie tak niesamowicie wysublimowało mi ten zapach ;))))
Nie jest to wykluczone :) "I to by było na tyle" "w tym temacie" ;)

Edit/literówki
Mordor walnął maczugą Orbana w łysy czerep. Po chwili poczuł to samo.
Umowa sporządzona została w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach,
po jednym dla każdej ze stron.

� Dżirdżis

Anonymous

Post autor: Anonymous » śr, 10 paź 2007 11:43

Xiri pisze:Moim nałogiem jest sport i zachęcam wszystkich do wpadnięcia w ten sam nałóg. Człowiek jest wesoły dzięki endorfinie.
Paliłem wprawdzie niedługo, bo - nałogowo - siedem lat, ale kiedy rzuciłem, sport bardzo mi pomógł. Głodowo-nikotynowe wkurzenie trzeba jakoś odreagować. Po rzuceniu fajek można (i ma się ochotę) trenować intensywnie. Znaczy, ja tak miałem.

Awatar użytkownika
Karola
Mormor
Posty: 2032
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 23:07

Post autor: Karola » śr, 10 paź 2007 12:31

Żeby rzucić palenie i zacząć uprawiać sprort trzeba mieć czas. Dużo czasu. Wolnego.
Bo papieros ma to do siebie, że nie ogranicza czasu. Można czytać i palić. Można pracować i palić. Można czytać książkę w wannie i palić. Można nawet jeść i palić jednocześnie.

A sport? No cóż... Tyle osób mówi, że sport to zdrowie. Ta... Jasne...
Tylko na moim przykładzie: problemy ze stawami kolanowymi, zerwane ścięgno achillesa, wybite nadgarstki i kciuki, pogruchotane nie raz i nie dwa kostki śródstopia. Trzy razy gips, niezliczona ilość opatrunków, miesiące rehabilitacji.
Żeby nie było - żaden sport ekstremalny. Zwyczajna siatkówka i koszykówka :):):)

Teano: marlboro z peweksu, czyli strasznie starych czasów - to prawdopodobnie marlboro amerykańskie, z białym ustnikiem. Zdecydowanie szlachetniejsze gatunki tytoniu niż nasze dziś. Paliłam amerykańskie marlboro naście lat temu - do dziś pamiętam tamten smak i zapach. Żadne papierosy go nie są w stanie zastąpić. No, może importowane do nas złote Davidoffy - są trochę podobne, ale tylko podobne :(
Indiana Jones miał brata. Nieudacznika rodem z Hiszpanii. Imię brata nieudacznika brzmiało Misco. Misco Jones.

Anonymous

Post autor: Anonymous » śr, 10 paź 2007 12:46

Faktycznie, sport wymaga czasu, a papierosy mniej, z tym się nie spieram. Nie mówię też, że zapie***anie po parę godzin dziennie to samo zdrowie. Mimo to jestem zadowolony, że nie palę. Co ułatwił mi sport.
Zauważ, że wiele urazów regeneruje się ze dwa razy szybciej u niepalących, co - w rozłożeniu na lata - robi różnicę.
Z drugiej strony palenie ma masę innych zalet, wcale nie neguję tego, o nie.

Awatar użytkownika
Coleman
Wampir
Posty: 3097
Rejestracja: wt, 14 cze 2005 16:41

Post autor: Coleman » śr, 10 paź 2007 12:52

Kobus pisze: Zauważ, że wiele urazów regeneruje się ze dwa razy szybciej u niepalących, co - w rozłożeniu na lata - robi różnicę.
Naprawde? Od kiedy??? :))))
FTSL
You and me, lord. You and me.

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2216
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » śr, 10 paź 2007 13:01

Karola pisze:Można czytać i palić. Można pracować i palić. Można czytać książkę w wannie i palić. Można nawet jeść i palić jednocześnie.
[...CIACH...]
A sport? No cóż... Tyle osób mówi, że sport to zdrowie. Ta... Jasne...
A dlaczego wykluczać sport przy papierosach i papierosy przy sporcie? To przyjemne i to przyjemne. Może podczas biegu papieros nie służy, podobnie jak nie służy paleniu długi bieg. Ale po biegu (jakiś kwadransik), kiedy już trzymamy w garści zasłużonego drinka, czemu nie?

No, czemu nie?!
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Anonymous

Post autor: Anonymous » śr, 10 paź 2007 13:03

15 minut po biegu zaszkodzi chyba najbardziej.

Awatar użytkownika
savikol
Fargi
Posty: 407
Rejestracja: pn, 27 mar 2006 08:04

Post autor: savikol » śr, 10 paź 2007 13:12

15 minut po biegu zaszkodzi chyba najbardziej.
A co z paleniem w czasie biegu? Widziałem coś takiego będąc w wojsku. Staliśmy sobie na placu ćwicząc musztrę, a tu z koszar wybiegł jakiś szeregowy i zaczął truchtem okrążać plac. Teren miał dookoła jakieś 800 metrów. Żołnierz pewnie coś zmalował i jako karę dostał do przebiegnięcia kilka rundek. Przy drugim okrążeniu Szwejek wyciągnął fajki i jakby nic zapalił sobie papierosa. Palił go przez kolejne dwa okrążenia. Potem zrobił jeszcze dwa i spokojnie wrócił do koszar. Bez zadyszki, czy jakichkolwiek oznak zmęczenia. To był dopiero sportowiec.

Anonymous

Post autor: Anonymous » śr, 10 paź 2007 13:28

W trakcie biegu palić jest jednak bardzo niewygodnie, nie polecam.
edit: Za to nieźle się pije.

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » śr, 10 paź 2007 13:58

Picie w trakcie biegu?
Płyn w tchawicy murowany ;)

Anonymous

Post autor: Anonymous » śr, 10 paź 2007 14:02

Ale jaka radość.

ODPOWIEDZ