Historia forum

czyli nic konkretnego, za to do wszystkiego

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » sob, 03 lis 2007 20:22

Lafcadio pisze:I było więcej NURSa i było pod tym względem cholernie sympatycznie
Ekhem. Votum separatum raz :D
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
Lafcadio
Nexus 6
Posty: 3193
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 17:57

Post autor: Lafcadio » sob, 03 lis 2007 21:18

nosiwoda pisze:
Lafcadio pisze:I było więcej NURSa i było pod tym względem cholernie sympatycznie
Ekhem. Votum separatum raz :D
Czyżbyś wtedy bywał? ;]
A NURSa było tak dużo, że Ci powiem, że było bardzo miło ;] Jakoś tak mi się wydaje jakby się trochę zmienił ;]
Ja mam śmiałość to panu powiedzieć, bo pan mi wie pan co pan mi może? Pan mi nic nie może. Bo ja jestem z wodociągów.

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » sob, 03 lis 2007 23:44

Byłem po kraszu, a przed wypłynięciem rzeczonego usera w ReJS na forum SFFH. I wskutek tegoż rzeczonego usera potem mnie przez chyba półtora roku nie było. Tych wątków nie ma już na forum, więc nie szukaj, Ty paskudny podglądaczu dawno wygasłych skandali :D W każdym razie od tamtych czasów nie lubię ReJSa i to się nie zmieni.
edit: (za dużo dajesz tych ;], za cholerę nie wiem, czy piszesz serio, i w jakim zakresie)
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
Lafcadio
Nexus 6
Posty: 3193
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 17:57

Post autor: Lafcadio » ndz, 04 lis 2007 11:01

Widać NURS mi się nie odcisnął tak negatywnie jak Tobie.

No i tego no...
;]
Ja mam śmiałość to panu powiedzieć, bo pan mi wie pan co pan mi może? Pan mi nic nie może. Bo ja jestem z wodociągów.

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » ndz, 04 lis 2007 11:04

No i tego no może teraz mniej o NURSie, a więcej o historii forum...

Znaczy do adremu Panowie, do adremu :)
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
Lafcadio
Nexus 6
Posty: 3193
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 17:57

Post autor: Lafcadio » ndz, 04 lis 2007 11:22

NURS i jego odciskanie się to jednak też forum ;]
Swoją drogą, to w numerze poświęconym Packowi była jedna z jego forumowych wypowiedzi dotycząca fantasy. Świetne to było, co prawda domyśliłem się skąd wieje nim skończył się tekst ale muszę przyznać, że brakuje tego na forum...
Ja mam śmiałość to panu powiedzieć, bo pan mi wie pan co pan mi może? Pan mi nic nie może. Bo ja jestem z wodociągów.

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » ndz, 04 lis 2007 12:30

kiwaczek pisze:Znaczy do adremu Panowie, do adremu :)
To właśnie dla mnie historia foruma :D Byłem, zniknąłem, wróciłem, piszę i wkurzam Ikę. O. :P
/edit: poprawiłem na bardziej pewną formę gramatyczną.
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
Millenium Falcon
Saperka
Posty: 6212
Rejestracja: pn, 13 lut 2006 18:27

Post autor: Millenium Falcon » pn, 05 lis 2007 17:54

nosiwoda pisze:Byłem, zniknąłem, wróciłem, piszę i wkurzam Ikę. O. :P
O, normalnie jakbyś moją przeszłość fifkowo-forumową podsumował:D.
ŻGC
Imoł Afroł Zgredai Padawan
Scissors, paper, rock, lizard, Spock. - Sheldon Cooper

Awatar użytkownika
MalaMi
Fargi
Posty: 455
Rejestracja: wt, 12 lip 2005 17:41

Post autor: MalaMi » wt, 06 lis 2007 15:03

a ja jestem - czasem mniej, czasem bardziej;)))
§ 13
"Przy interweniowaniu wobec żołnierzy członek ORMO obowiązany jest zachować takt, umiar oraz szacunek należny mundurowi wojskowemu"

Awatar użytkownika
Qliver
Fargi
Posty: 395
Rejestracja: pn, 20 sie 2007 23:09

Re: Historia forum by Qliver

Post autor: Qliver » śr, 07 lis 2007 13:27

No-qanek pisze:Od dawna mnie to ciekawiła, ale dopiero teraz odważyłem się zapyta ;-)
Co forum skrywa w mrokach swej przeszłości? I jacy Wielcy przedwieczni stworzyli forum i tchnęli w niego ducha.
I co było przed Wielkim Chrashem?
Inni zarejestrowani po 2004 tez pewnie chcą wiedzieć ;-)
W związku z tym, iż czuję się "starym" FiFkarzem, wrzucam mały text wspominkowo-historyczny, który może młodzieży ciut pojaśni, gdzie znajduje się drzewo, z którego zleźli. Oczywiście text czysto subiektywny, każdy inny stary może a nawet powinien go oplotkować i wyprostować w-g swoich subiektywnych odczuć tych pradawnych czasów ;-)

Oto to:


FiFkowy rodowód.

W roku 1997 znalazłem w Internecie ZINa FAHRENHEIT. To znaczy nie pamiętam już, czy go znalazłem przypadkiem, czy ktoś mi podrzucił link, czy może ten adres znalazłem w jakiejś reklamie w jakimś czasopiśmie. W każdym razie wszedłem na stronę tego ZINa i się zachwyciłem. To był chyba pierwszy w Polsce ZIN (ktoś jeszcze w ogóle pamięta co znaczy skrót ZIN i skąd się wziął?) poświęcony szeroko rozumianej fantastyce. Został on utworzony przez znanego polskiego pisarza ANDRZEJA ZIEMIAŃSKIEGO.

Były to jeszcze czasy wolno działającego modemu, numeru dostępowego TPSA 0202122, wysokich jak dla przeciętnego obywatela cen dostępu do Internetu. Wtedy mało kto mógł sobie pozwolić na czytanie internetowych periodyków "on-line" - z reguły wchodziło się na stronę WWW, ściągało ją przeglądarką do "cache'a", a następnie czytało "off-line" już po rozłączeniu z Internetem. Aby ułatwić biednym internautom życie, większość periodyków wtedy dawała możliwość ściągnięcia całego numeru "spakowanego". Było to bardzo wygodne, bo i ściągało się szybciej, i można go było wygodnie zapisać na dysku i wracać do niego tyle razy, na ile się miało ochotę. No więc ściągnąłem sobie "numer spakowany" i rozłączyłem się, następnie przyjrzałem się bliżej temu, co ściągnąłem i... myślałem, że cholera rozwali mnie o ścianę. Spakowany numer był zapisany w formacie samorozpakowującego się archiwum jako plik exe (niezorientowanym w komputerowo-systemowym bełkocie wyjaśniam, iż archiwum to można było rozpakować tylko i wyłącznie korzystając z DOSa lub Windowsa). Szybko ponownie połączyłem się z Internetem i wszedłem na stronę Fahrenheita - niestety okazało się, że nie ma żadnego wyboru, że archiwum jest tylko i wyłącznie dostępne jako plik exe (często były dostępne do wyboru alternatywy w formatach ZIP i ARJ czy LHA, dające wybór użytkownikom). Jako odwieczny i zatwardziały antagonista produktów ze stajni Billa Gates'a poczułem się, jakby mi ktoś strzelił w pysk. Zawsze uważałem, że jeśli ktoś coś publikuje w Internecie i chce, żeby to było swobodnie dostępne dla wszystkich użytkowników Internetu, bez względu na to, jakiego komputera i systemu operacyjnego używają, powinien to zapisać w jednym z kilkudziesięciu (do wyboru) tzw. wolnych formatów nie narzucających użycia konkretnego oprogramowania. No i oczywiście uważałem, że twórcom Fahrenheita powinno właśnie zależeć na tym, aby ich wspaniały periodyk był dostępny dla wszystkich, a nie tylko i wyłącznie dla użytkowników oprogramowania Micro$oftu. Działając więc pod wpływem silnego wzburzenia, malutki, nikomu nieznany i nic (dla świata) nieznaczący Qliver napisał maila do znanego pisarza Andrzeja Ziemiańskiego w którym... mówiąc delikatnie i skrótowo... ostro go zwyzywał. Akurat tak się złożyło, że Pan Ziemiański "po drugiej stronie" siedział przy komputerze, i przeczytał mojego maila i... w kilka minut miałem odpowiedź. Mój nastrój wyraźnie udzielił się znanemu pisarzowi, który dostosowując się do mojego tonu (widać uważał, że inaczej nie dotrze do mnie to, co chce mi przekazać)... jak to się mówi, "zrugał mnie jak konia za obierki". Furia odwetu tak mnie zaskoczyła i zastanowiła, że postanowiłem ochłonąć i przemyśleć wszystko na spokojnie. Po analizie faktów i dogłębnym przemyśleniu doszedłem do wniosku, że... przesadziłem troszkę. OK, przesadziłem ostro. Więc napisałem do Andrzeja Ziemiańskiego kolejnego maila, w którym go bardzo przeprosiłem za moje zachowanie i wyjaśniłem przyczynę mojego wybuchu. Dostałem kolejną odpowiedź, z której wynikało, że... on w sumie tak nie bardzo się interesuje komputerami, i zwyczajnie nie wiedział, "że grzeszy" ;-). I... zostaliśmy kumplami (internetowymi co prawda, ale kumplami). Tak właśnie poznałem GINa, jednego z najpoczytniejszych pisarzy SF końca XX wieku w Polsce. Wkrótce GIN powierzył mi tworzenie archiwów Fahrenheita tak, aby "nikt już więcej się nie wściekł". Robiłem to chyba przez 2 lata, załatwiłem nawet dla Fahrenheita mirror na jednym z gdańskich serverów, gdzie pracował mój znajomy admin.

Krótko po naszym burzliwym nawiązaniu znajomości, GIN zaprosił mnie na swoją mailową listę dyskusyjną związaną z ZINem Fahrenheit. Stoczyliśmy tam wiele wspólnych i burzliwych bojów, podczas których najczęściej staliśmy po jednej stronie barykady. Okazło się bowiem, że znacznie wiecej nas łączy, niż dzieli. Potem Fahrenheit lekko podupadł i został wchłonięty przez inny, nowy i prężny ZIN - Fantazin. W ten właśnie sposób powstał Fahrenheit&Fantazin, czyli w skrócie FiF. Z czasem Fahrenheit po wielu "przewałkach" znów zaczął być "samym Fahrenheitem", choć już nie tym GINowskim, lecz bardziej otwartym, mniej autorskim a bardziej demokratycznym, jeśli tak można powiedzieć. Tam poznałem "osobiście" znanych pisarzy - Eugeniusza Dębskiego, Tomasza Pacyńskiego, Andrzeja Pilipiuka, Roberta Szmidta, wymieniając tylko tych najbardziej znanych. W międzyczasie wspaniała GINowska lista dyskusyjna najzwyczajniej w świecie zdechła, a dyskusje przeniosły się na strony WWW nowego Fahrenheita. Jednak w tych dyskusjach już nie uczestniczyłem - małe zamknięte środowisko GINowskie odpowiadało mi znacznie bardziej, uważam że da się prowadzić burzliwe dyskuje z kilkoma osobami, ale gdy widzę, że na grupę zapisanych jest kilkaset osób to... już mi się odechciewa, to już przestaje być miejsce dla mnie. Jednak zanim, z całkowicie własnej woli, "spadłem z fali" FiFki, poznałem wielu wspaniałych ludzi - zarówno virtualnie, jak i w realu. Moim virtualnym ulubieńcem z Fahrenheita jest kolega GINa, Adam Cebula ps. Baron. Jeśli chcecie mnie zrozumieć, to poczytajcie felietony Barona publikowane w Fahrenheicie i magazynie "tradycyjnym" Science-Fiction. Baron jest niesamowicie inteligentnym człowiekiem, patrzącym na świat okiem typowego matematyka-logika, czyli mającym zupełnie odmienne spojrzenie od "humanistycznej większości". I chyba ta odmienność tak mnie pociąga... Naprawdę, gorąco polecam - wejdźcie na stronę FAHRENHEITa i poszukajcie felietonów Adama Cebuli.

Z czasów Fahrenheit&Fantazin pozostały do dzisiaj... FiFkowania. Po prostu prowadząc te nasze burzliwe dyskusje okazało się, że kilku dyskutantów mieszka niedaleko ode mnie - skrzyknęliśmy się raz... chyba z 5 lat temu, i spotaliśmy się "w realu". Wtedy właśnie poznałem KIWACZKÓW, Rada i kilka innych osób. Od tamtego czasu, aż do dnia dzisiejszego spotykamy się dość cykliczne - statystycznie raz w miesiącu. Jak kto może, czasem jest nas tylko dwóch, czasem prawie dziesięć, najczęściej 4-6 osób. Spotykamy się z reguły w gdyńskich knajpkach i pubach, ostatnio coraz częściej całymi rodzinami w naszych mieszkaniach, raz u jednego FiFkarza, raz u innego itd. Zaprzyjaźniliśmy się. Jesteśmy żywym przykładem na to, że virtualne znajomości mogą z sukcesem przenieść się "do realu". Już nasze pierwsze spotkanie uświadomiło mi, że FiFkowanie to nie będzie takie zwykłe spotykanie się na pogaduchy. W związku z tym, że nie znaliśmy się jeszcze, umówiliśmy się, że osoba, która przyjdzie pierwsza, zajmie cały stolik i położy na środku magazyn Science-Fiction tak, aby reszta łatwo go odszukała i mogła się dosiadać. Spotkanie inauguracyjne miało miejsce w pubie Contrast na gdyńskiej plaży. I akurat tak się złożyło, że ja przybyłem pierwszy, i znalazłem pusty stolik, przy którym siedział młody mężczyzna... czytający Science-Fiction. Zadowolony przysiadłem się, mówię "cześć, ja jestem Qliver i przyszedłem na spotkanie FiFek...", a on mi odpala że "on nie jest Qliver i mam sp*, i FiFkować czy jak ja to nazywam, poza zasięgiem jego wzroku, bo zaraz dostanę w kły...". Hmmm... w mózgu włączyła mi się czerwona lampka alarmu... coś wyraźnie nie tak... to nie było hasło rozpoznawcze, choć zarezerwowany pusty duży stolik i leżący na środku magazyn SF się zgadzają. Gostek wyraźnie purpurowiał coraz bardziej, więc wyjaśniłem z grubsza, o co mi chodzi. Okazło się, że wziął mnie za... domyślacie się, czekał na koleżanki, a magazyn SF czytuje od czasu do czasu. Czyli reasumując, dla mnie był to nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Później już znalazłem prawdziwych FiFkowiczów, bo w międzyczasie się zeszli. Śmieliśmy się z tego chyba przez miesiąc, choć mi z początku było zwyczajnie... głupio. FiFki, czyli ZINu Fahrenheit&Fantazin już dawno nie ma, sam Fahrenhait przeszedł ewolucję niesamowitą, która spowodowała że zaczął być "wielki i nowoczesny", ale dla mnie przestał już być... mój. A my dalej FiFkujemy, regularnie już od kilku lat. I taki jest właśnie mój FiFkowy rodowód...


SLUT


[/u]
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~ _ *\~~~ *\ ~~~~~~qliver
~~ *_|o|___\_______\______@~~~
~~8-\___________________/ ~~~~

Awatar użytkownika
nosiwoda
Lord Ultor
Posty: 4541
Rejestracja: pn, 20 cze 2005 15:07
Płeć: Mężczyzna

Post autor: nosiwoda » śr, 07 lis 2007 16:28

Bardzo ładna relacja, senkju weri mucz. Się dowiedziałem nowych dla mnie rzeczy. Kiedy internet był równoznaczny z modemem i numerem 202122, głównie ściągałem zdjęcia - wówczas jeszcze za darmo - ze strony www.playboy.com :D O istnieniu fanzinów, w tym sieciowych, dowiedziałem się sporo później...
"Having sons means (among other things) that we can buy things "for" those sons that we might not purchase for ourselves" - Tycho z PA

Awatar użytkownika
A.Mason
Baron Harkonnen
Posty: 4055
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 20:56
Płeć: Mężczyzna

Re: Historia forum by Qliver

Post autor: A.Mason » śr, 07 lis 2007 23:35

Tyle historii, ile historykow :-) Pozwole sobie uzupelnic jak to wygladalo z mojej strony :-)
Qliver pisze:Krótko po naszym burzliwym nawiązaniu znajomości, GIN zaprosił mnie na swoją mailową listę dyskusyjną związaną z ZINem Fahrenheit.
Nie pamietam tej listy. Pamietam tylko, ze Gin mnie namawial na jakas, ale wlasnie ze wzgledu na moja modemowosc przez dluzszy czas sie nie zapisywalem. Az w koncu uleglem, ale to nie byla lista Fahrenheitowa, tylko Fantazinu - "konkurencyjnego" zinu. Nie pamietam, czy to bylo juz po, czy przed powstaniem pomyslu polaczenia obu.
Qliver pisze:Potem Fahrenheit lekko podupadł i został wchłonięty przez inny, nowy i prężny ZIN - Fantazin. W ten właśnie sposób powstał Fahrenheit&Fantazin, czyli w skrócie FiF.
A nieprawda :-)
Fahrenheit nie tyle podupadl ogolnie, co po prostu nie bylo komu go robic, sily przerobowe byly zbyt male, numery ukazywaly sie z opoznieniem. Na konwencie w Zabkowicach zostalo wiec oficjalnie ogloszone i potwierdzone polaczenie obu zinow w jeden. Na szczescie nie odbylo sie to na zasadzie wchloniecia, a rzeczywiscie polaczylismy sily przy zmienionej na portalowa (wtedy wydawala sie przyszlosciowa) formule. Tak powstal "Fahrenheit & Fantazin" pozniej przemianowany przez nas na "Fahrenheit i Fantazin" (albo odwrotnie, ogolnie i tak zamiennie stosowalismy te nazwy).
Qliver pisze:Z czasem Fahrenheit po wielu "przewałkach" znów zaczął być "samym Fahrenheitem", choć już nie tym GINowskim
Tez niedokladnie - okazalo sie, ze formula portalu okazala sie pomylka.
Nieco wiecej wyjasnien zawarlismy z Packiem w tekscie Celem wyjaśnienia
Qliver pisze:Tam poznałem "osobiście" znanych pisarzy - Eugeniusza Dębskiego, Tomasza Pacyńskiego, Andrzeja Pilipiuka, Roberta Szmidta, wymieniając tylko tych najbardziej znanych. W międzyczasie wspaniała GINowska lista dyskusyjna najzwyczajniej w świecie zdechła, a dyskusje przeniosły się na strony WWW nowego Fahrenheita.
Pacek i NURS byli jednymi z najaktywniejszych FiFkowiczow i to tam ich poznales, a nie w "nowym" Fahrenheicie :-) Andrzej Pilipiuk takze udzielal sie na FiFce przez pewien czas ;-)
FiFka jako taka nie zdechla, ale zniknal z niej NURS, rzadziej zaczeli sie udzielac Pacek i Gin. Pojawila sie plaga offtopow, ale tak naprawde jeszcze jakis czas po powstaniu forum, fifka istniala (w sumie istnieje do dzis). Istniala, choc przechodzila burze - plaga staly sie offtopy, zmalala aktywnosc najbardziej merytorycznych grupowiczow (Gin, Pacek, NURS).
Gdzies tutaj w watku bylo o NURSie. Trzeba przyznac, ze przez bardzo dlugi czas byl naprawde wspanialym dyskutantem na FiFce, udzielal sie merytorycznie, komentowal. Dopiero po jakims czasie ujawnily sie konflikty i NURS zniknal. Po powstaniu forum, NURS przez dlugi czas takze i tam sie udzielal.

Qliver pisze:Moim virtualnym ulubieńcem z Fahrenheita jest kolega GINa, Adam Cebula ps. Baron. Jeśli chcecie mnie zrozumieć, to poczytajcie felietony Barona publikowane w Fahrenheicie i magazynie "tradycyjnym" Science-Fiction. Baron jest niesamowicie inteligentnym człowiekiem, patrzącym na świat okiem typowego matematyka-logika, czyli mającym zupełnie odmienne spojrzenie od "humanistycznej większości". I chyba ta odmienność tak mnie pociąga... Naprawdę, gorąco polecam - wejdźcie na stronę FAHRENHEITa i poszukajcie felietonów Adama Cebuli.
Nic tylko przytaknac i zacytowac caly powyzszy fragment mi wypada :-)

Trolliszcze
Psztymulec
Posty: 996
Rejestracja: pn, 07 maja 2007 01:43

Post autor: Trolliszcze » czw, 08 lis 2007 00:21

Mason pisze:Az w koncu uleglem, ale to nie byla lista Fahrenheitowa, tylko Fantazinu - "konkurencyjnego" zinu. Nie pamietam, czy to bylo juz po, czy przed powstaniem pomyslu polaczenia obu.
O ile mnie pamięć nie myli, przed. Fantazin był wtedy zielony i był na korbie :)) Pamiętam, bo dla Fahrenheita i Fantazinu własnoręcznie wycinałem czachę na logo znacznie później, która to czacha stanowiła jeden z elementów któregoś z layotów starych Fahrenheitów, tych GINowo-Gienowych. FiF dalej był zielony, dalej był na korbie, ale miał jebistą czachę =) Tak to było? :)

Awatar użytkownika
Ebola
Straszny Wirus
Posty: 12009
Rejestracja: czw, 07 lip 2005 18:35
Płeć: Nie znam

Post autor: Ebola » czw, 08 lis 2007 00:35

Czacha była. Jo.
FTSL
Jedz szczaw i mirabelki, a będziesz, bracie, wielki!
FORUM FAHRENHEITA KOREĄ PÓŁNOCNĄ POLSKIEJ FANTASTYKI! (Przewodas)
Wzrúsz Wirúsa!

Awatar użytkownika
A.Mason
Baron Harkonnen
Posty: 4055
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 20:56
Płeć: Mężczyzna

Post autor: A.Mason » czw, 08 lis 2007 00:41

Trolliszcze pisze:
Mason pisze:Nie pamietam, czy to bylo juz po, czy przed powstaniem pomyslu polaczenia obu.
O ile mnie pamięć nie myli, przed.
Mozliwe, chociaz nie jestem pewien.
Trolliszcze pisze:Fantazin był wtedy zielony i był na korbie :)) Pamiętam, bo dla Fahrenheita i Fantazinu własnoręcznie wycinałem czachę na logo znacznie później, która to czacha stanowiła jeden z elementów któregoś z layotów starych Fahrenheitów, tych GINowo-Gienowych. FiF dalej był zielony, dalej był na korbie, ale miał jebistą czachę =) Tak to było? :)
Mniej wiecej. Dla uscislenia - o ile czegos nie uroilem sobie, przez dlugi czas po polaczeniu FiF funkcjonowal na starym layaucie i mechanizmie Fantazinu (bylismy wtedy uzaleznieni od programistow i adminow Korby).
Wycinanie czachy nie przypominam sobie dokladnie, ale to bylo pewnie juz w trakcie dlugich obrad nad projektem logo i designu FiF (bo wydaje mi sie, ze do ekipy dolaczyles chyba jakis czas po polaczeniu F i F).
Ostatecznie i tak loga reklamowe zrobil nam Adam Nakonieczny :-)

ODPOWIEDZ