Nieczytanie książek w Polsce...

czyli nic konkretnego, za to do wszystkiego

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
inatheblue
Cylon
Posty: 1012
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 16:37

Post autor: inatheblue » sob, 02 sty 2010 22:59

Diane Wynne Jones reklamowano jako "prawie jak Potter". Jak dla mnie bomba.
Poza tym takie książki kupują raczej niezorientowani rodzice, fan po przeczytaniu raczej pójdzie do rówieśników i zapyta, co polecają. I tutaj wkraczają fantaści... (zaciera rączki).

Awatar użytkownika
Albiorix
Niegrzeszny Mag
Posty: 1768
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » sob, 02 sty 2010 23:42

Mnie te 40 powieści o wampirach kusi, bo lubię powieści o wampirach (tęsknota za RPGiem). Myślę że któraś z nich może być dobra, a ja to tracę bo nie wiem która. Obawiam się jednak że miażdżąca większość jest zupełnie niedobra.
Oh angst oh depression.
nie rozumiem was, jestem nieradioaktywny i nie może mnie zniszczyć ochrona wybrzeża.

Awatar użytkownika
Młodzik
Yilanè
Posty: 3687
Rejestracja: wt, 10 cze 2008 14:48
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Młodzik » ndz, 03 sty 2010 15:41

Pozwolicie, że włączę się do dyskusji.

1. Czy książka jest droga, czy tania należy oceniac po stosunku cena - jakośc. "Lód" był dla mnie tani jak barszcz. Format A5, drobny druczek, małóe marginesy, ponad tysiąc stron i genialna treśc. Co to jest 60 zł za taką książkę? Za to "Alchemik" Coelho był dla mnie bardzo drogi. Mały format, gigantyczne litery, krótkie fragmenty zaczynające się w pół strony i jakieś 200 stron. A treśc też taka jakaś nijaka. I za to 40 zł. Wydawnictwu odbiło. Oczywiście to jest tylko moje prywatne zdanie, zdecydowanie subiektywne :).
2. Chodzenie do biblioteki. Nie chodzę. Z lenistwa i wysoce rozwiniętej chęci posiadania, czy też zacięcia kolekcjonerskiego. Książki lubię miec, bo może będę czytał dłużej niż zamierzałem, albo będę chciał wrócic. A z dotrzymywaniem terminów oddawania mam problem. A biblioteki są z założenia dla tych, których raczej nie stac na kupowanie a chcą poczytac.
3. Czytanie ksiażek. Sam czytam jakieś 20 - 30 rocznie, nie liczę. Podejrzewam, że Amerykanie czytają więcej tylko dlatego, że w kampanie marketingowe wkładają tam znacznie więcej pieniędzy niż u nas, a i książek dla średniointeligentnych jest więcej - każdy widzi co przybywa do nas zza oceanu. W Polsce jest z tym znacznie gorzej.
4. Namawianie do czytania. Mogę sie pochwalic, że na maniakalne czytelnictwo nawróciłem braci i siostrę używając do tego Wiedźmina Wędrowycza i Harry'ego Pottera. Sam zresztą zostałem nawrócony Potterem. Doszedłem do wniosku, że nie ważne jaki chłam ktoś czyta na początku, ważne żeby potem przejśc do bardziej wartościowych rzeczy. Sam powoli staram się nawrócic na, chocby, "Ulissesa".
5. Wiek książki. Podejrzewam, że po wieloletnim praniu mózgów w szkołach niekoniecznie ciekawymi lekturami, biedny uczeń reaguje alergicznie na widok starych, pożółkłych kartek i rozpadających się książek. Ja tak reaguję i zdecydowanie bardziej wolę "Trylogię" na białym, nowiutkim papierze niż na takim sprzed 30 lat.

Tyle w temacie.

Lasekziom
Kadet Pirx
Posty: 1215
Rejestracja: ndz, 21 wrz 2008 12:49

Post autor: Lasekziom » ndz, 03 sty 2010 16:17

2. Chodzenie do biblioteki. Nie chodzę. Z lenistwa i wysoce rozwiniętej chęci posiadania, czy też zacięcia kolekcjonerskiego. Książki lubię miec, bo może będę czytał dłużej niż zamierzałem, albo będę chciał wrócic. A z dotrzymywaniem terminów oddawania mam problem.
Ten cytat bardzo pięknie obrazuje tez i moje problemy z bibliotekami.

Dobra przyznam się, mam taż nawyk skubania poniszczonych książek/zeszytów/segregatorów, więc jeśli mam jakąś starą książkę, to nieświadomie maltretuje ją podczas czytania. To nie zapach mi przeszkadza, ale jak są jakieś oberwania, czy coś, to nad sobą nie panuje. I jeszcze jak miałbym jakiś starodruk, to bym się nigdy nie wypłacił. Po prostu boję się pożyczać książki, a lenistwo, kolekcjonerstwo i zapominanie o terminach jakoś wspomagają tę fobię.
Ale zaczynam nad sobą panować, to może i biblioteki zacznę odwiedzać.:)

Awatar użytkownika
Laris
Psztymulec
Posty: 916
Rejestracja: czw, 11 gru 2008 18:25

Post autor: Laris » ndz, 03 sty 2010 18:07

2. Chodzenie do biblioteki. Nie chodzę. Z lenistwa i wysoce rozwiniętej chęci posiadania, czy też zacięcia kolekcjonerskiego. Książki lubię miec, bo może będę czytał dłużej niż zamierzałem, albo będę chciał wrócic. A z dotrzymywaniem terminów oddawania mam problem. A biblioteki są z założenia dla tych, których raczej nie stac na kupowanie a chcą poczytac.
A ja nie lubię mieć książek, ani rzeczy, które nie przydadzą mi się więcej niż raz. Bo generalnie do raz przeczytanej powieści raczej nie wracam, chyba, że po dłuższym czasie, gdy już z głowy zdążyła wywietrzeć treść. Ale przeważnie tego nie lubię, bo trochę dziwnie się czuję, gdy wiem, jak to się skończy.
(odnośnie ostatniego zdania) Czyli więc użytkowników bibliotek uważasz za obywateli "gorszej kategorii", którym ręka zadrży, gdy mają poświęcić kilka paczek fajek/żarcie na parę dni/cokolwiek na książkę, którą będą czytać tydzień? Ja tam się waham, gdy muszę jednorazowo wydać kwotę wyższą niż dwadzieścia złotych na przedmiot, który będzie mi służył maksymalnie tydzień, albo dwa.
Generalnie wolę zapalić/zjeść/napić się/iść na koncert, niż wydawać kasę na książkę, którą i tak mogę mieć za darmo.

Ile książek przeczytałem? No cóż, robię to dla przyjemności, a nie, żeby czuć się "fajnym" przez małe "f". Nie ma w tym dla mnie absolutnie nic niezwykłego, więc nie pamiętam czy przeczytałem w ostatnim roku dwadzieścia książek czy może pięćdziesiąt. Bo sam pamiętam, że przeczytałem "Lód" i sporo Grzędowicza, do tego Mein Kampf (ale to był pdf, więc się nie liczy xP), Marksa, Engelsa, Lenina i paru innych politycznych.
5. Wiek książki. Podejrzewam, że po wieloletnim praniu mózgów w szkołach niekoniecznie ciekawymi lekturami, biedny uczeń reaguje alergicznie na widok starych, pożółkłych kartek i rozpadających się książek. Ja tak reaguję i zdecydowanie bardziej wolę "Trylogię" na białym, nowiutkim papierze niż na takim sprzed 30 lat.
Zależy jeszcze, czy uczeń czytał te wszystkie niekoniecznie ciekawe lektury. Jeżeli ja coś uznałem w podstawówce, albo gimie za dno, to po prostu tego nie czytałem. Wybierałem sobie to, co mnie interesowało i tak zostało również dzisiaj, w liceum. Mistrza i Małgorzatę przeczytałbym prędzej czy później z ciekawości, a nie dlatego, że nam to polonistka zadała. Z Sienkiewicza czytałem tylko pierwszą część Ogniem i Mieczem, ale tyle się naczytałem na temat jego powieści, że wątpię bym musiał przebijać się przez Trylogię.
Najmniej pamiętam zajęcia w szkole,
bo żaden z nas się tam nie nadawał.
Awantura - Pokolenie nienawiści

Awatar użytkownika
Młodzik
Yilanè
Posty: 3687
Rejestracja: wt, 10 cze 2008 14:48
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Młodzik » ndz, 03 sty 2010 18:23

Mój błąd. Nie uwzględniłem i takiej możliwości.
Nie, oczywiście nie uważam ludzi biedniejszych za gorszych, broń Boże. Ja natomiast lubię czytać daną książkę kilka razy, z różnych względów :).
A względem lektur: sam raczej należę do grzecznych dzieci, które robią co im się każe, więc przeczytałem wszystkie lektury i do tego na czas. Taka specyficzna odmiana sadomasochizmu :). Jednak wstręt do starych wydań pozostał.

Awatar użytkownika
Korowiow
Ośmioł
Posty: 657
Rejestracja: wt, 25 paź 2005 13:59

Post autor: Korowiow » ndz, 03 sty 2010 19:07

Jak dla mnie nowiuteńkie wydanie Trylogii na oczojebnym papierze nie umywa się do wydania z końca lat 60, ze świetnymi ilustracjami etc.
Zresztą- mam pare książek sprzed osiemdziesięciu, dziewięćdziesięciu lat, które trzymają się lepiej niż pewne rzeczyzakupione cztery/pięć lat temu(ostatnie wydanie "Ojca Chrzestnego", czy niektóre książki Supernowej, po jednorazowej lekturze znajdujące się na skraju rozsypania).
Zjednoczony blok wszelkiego wstecznictwa

Awatar użytkownika
inatheblue
Cylon
Posty: 1012
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 16:37

Post autor: inatheblue » ndz, 03 sty 2010 19:58

Śmieszna rzecz, ja miałam problem z przyzwyczajeniem się do nowych książek. Więcej niż 2/3 tego, co przeczytałam do połowy liceum było albo pożyczone od kogoś, albo z biblioteki, albo wzięte z zapasów rodzicielskich. Dopiero kiedy zaczęłam pracować w gazecie i zamiast kieszonkowego zadysponowałam nagle wielką kasą, zaczęłam też kupować ksiażki. To znaczy, rodzice kupowali, ale co innego chodzić za nimi i marudzić, a co innego mieć zasoby.

ODPOWIEDZ