Nieczytanie książek w Polsce...

czyli nic konkretnego, za to do wszystkiego

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » pt, 01 sty 2010 16:53

Lasekziom pisze: 4. Książki w naszym kraju są dość drogie (rząd powinien je jakoś finansować) i kiedy człowiek myśli o tym żeby wydać połowę dniówki, to raczej się rozmyśla. Książka jest IMHO czymś w rodzaju rarytasu, który otrzymuje się w prezencie, a nie kupuje się z własnej woli sobie.
To prowokacja, nie reagujcie. Szczególnie z tym rządowym dofinansowaniem książek. To już było - literaci zgromadzeni w ZLePie, ich domy pracy twórczej, książka jedna na 10 lat, bo targają nim twórcze coś tam, nakład pilotażowy 100K, itp. Wolę tak, jak jest dziś.
Lasekziom pisze: W zeszłym roku czytaliście więcej czy mniej książek niż w poprzedzających?
Licząc też te czytane przez uszy (u mnie to też kwestia środka lokomocji - nie da się czytać prowadząc auto) z pewnością więcej, lub tyle samo. Ale raczej więcej. Coś około 20. Tak to u mnie zwykle wypada.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
emigrant
Pćma
Posty: 224
Rejestracja: wt, 11 lis 2008 20:26

Post autor: emigrant » pt, 01 sty 2010 17:06

Lasekziom pisze: 4. Książki w naszym kraju są dość drogie (rząd powinien je jakoś finansować)
Jeszcze tego brakowało! Najlepsza recepta na gnioty w księgarniach i przekręty finansowe na dużą skalę.
kiedy człowiek myśli o tym żeby wydać połowę dniówki, to raczej się rozmyśla.
...i idzie sklep dalej kupić kilka piw, bo akurat mecz w tv nadają.

Sam piszesz o bibliotekach. Te, o ile wiem są darmowe. Jakoś nie stwierdza się tam oblężeń przez ubogich, których nie stać na zakup książki.

Żeby odpowiedzieć na Twoje pytanie: ja właściwie czytam jedną za drugą. Zawsze jestem podczas lektury jakiejś książki, choć oczywiście przerwy są.
Indianin uzbrojony był w uk i tą mahawkę.

Awatar użytkownika
Montserrat
Szczurka z naszego podwórka
Posty: 1923
Rejestracja: ndz, 17 gru 2006 11:43

Post autor: Montserrat » pt, 01 sty 2010 17:15

Albiorix pisze:Z ta elita to bym uwazal. Kazda niemal nisza uwaza sie za elite
Świnte słowa, panie. Pokończyło się już trochę szkół, a w niemal każdej mówili nam, że jesteśmy elitą tego kraju. Prawdopodobnie dlatego, że to słowo dość ładnie brzmi.
Książki są dla ludzi. Nie są aż tak drogie, żeby trzeba sobie od ust odejmować.
Kwestia tego, że ludzie nie czytają, to chyba zarzucanie ich tonami ciężkich i nudnych lektur (na mnie się nie patrzcie, ja "Nad Niemnem" uwielbiałam swego czasu) bez uprzedniego pokazania, że czytanie jest pasjonujące. Niektórzy sobie poradzili z tym sami, inni zupełnie się zniechęcili. Takie życie.

A co do czytania książek - nie liczę ile przeczytałam, pewnie gdzieś koło 40. Z racji ilości obowiązków nad książkami świetnie mi się śpi, niestety. W środkach transportu też mi się za dobrze śpi. Chciałabym wrócić do czasów, kiedy moje "moce przerobowe" były większe.
"After all, he said to himself, it's probably only insomnia. Many must have it."

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » pt, 01 sty 2010 17:38

Jak ktoś nie chce czytać, to nie będzie. Jak rodzice nic nie czytają, to dzieciom ciężko nabrać nawyków - nawet mimo szczytnych akcji typu Cała Polsza czyta dzieciom. Akcja, która zresztą dorobiła się fajnych wypaczeń w połączeniu z roszczeniową postawą sporej grupy naszych nauczycieli.

Z drugiej strony nie ma co zwalać na obciążenia genetyczne ;)
U mnie w domu rodzice za książki się nie łapali. Tak i ja do połowy 2 klasy podstawówki sięgałem po lekturę z obrzydzeniem. Wszak koledzy na podwórku czekali...
Aż tu nagle kazali w szkole przeczytać komunistyczną ramotkę pod tytułem "Czuk i Hek". Pierwsze strony bolały. A potem jakoś poszło. No i tak trwa do tej pory. Mojemu potomstwu mam zamiar przekazywać w tym zakresie pozytywne wzorce. Regały pełne książek, czytający tatko i mamusia, czytanie na dobranoc. Ale czy to wystarczy?

A co do ilości - to będzie tego ponad 20-30 tytułów rocznie spokojnie. Samych recenzyjnych wszak jest sporo. A do tego jeszcze rzeczy dla przyjemności. Ale te czasy kiedy czytałem 3 książki na 2 dni już dawno minęły i nie wrócą. Ale wtedy komputerów nie było jeszcze, a po świecie biegały dinozaury... ;)
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
inatheblue
Cylon
Posty: 1012
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 16:37

Post autor: inatheblue » pt, 01 sty 2010 18:30

Nawyk mam na pewno wyniesiony z domu, książka po prostu była u nas czymś zwyczajnym, oczywistą oczywistością. Takie pojęcie, że nie czyta się książek prostu nie istniało. Byłam długo przekonana, że nieczytający wyginęli razem z dinozaurami. Teraz czytam zrywami. Długo nic, bo akurat mam zajęcia, obowiązki, itp... a potem idę w ciąg. Napadam, plądruję, dość niewybiórczo pod względem gatunkowym itp., z tym wyjątkiem, że jeśli widzę cykl, to zwykle kompletuję wszystkie części. Nie wiem, ile przeczytałam w tym roku, ale na pewno mniej niż w zeszłym, bo sporo z kolei napisałam.

mały edit.

Awatar użytkownika
Dabliu
ZakuŻony Terminator
Posty: 3011
Rejestracja: wt, 22 sie 2006 20:22
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Dabliu » pt, 01 sty 2010 18:38

Laris pisze:Literatura to rozrywka dla wybranych, dla elity intelektualnej, a nie dla pospólstwa.
Brr... brrr... brrrr...
I jeszcze AUĆ!

Spora ta elita. Wystarczy przeczytać kilka książek Meyerowej, Zafona, może jeszcze Kinga i Rowling, i proszę - już jesteśmy elita. Wybrani. Nie pospólstwo. Bo pospólstwo rozrywa się przy sieczce w rodzaju tiwi, czy jakiś sport. Ale my czytamy, więc nie jesteśmy pospólstwem; w końcu umiemy poskładać do kupy literki i jeszcze się przy tym bawić.
Brrrr.... auć...

A tak poważnie, Laris :D Cóż to za herezje wypisujesz? :P
Znam wielu bezdennych idiotów wśród czytaczy, i równie wielu naprawdę mądrych ludzi, którzy w życiu nie zainteresowali się żadną książką.
Przyznaję, czytanie jest doprawdy niezwykłym rodzajem rozrywki, ale nie dajmy się zwariować... Elita intelektualna? Wybrani? Proszsz... :)))
Lasekziom pisze:Albiorix - uwierz mi, że:
1. Nie znam nikogo kto chodzi bo biblioteki.
To świadczy jedynie o tym, że nie znasz nikogo, kto chodzi do biblioteki.
Lasekziom pisze:2. Ludzie jak już coś czytają to pdf, które są bardzo niewygodne.
Czyli ludzie nie czytają papierowych książek? Hmmm... węszę spisek.
Lasekziom pisze:3. Chyba wszystkie wybitne dzieła doczekały się już swoich ekranizacji.
Jeśli przez "chyba wszystkie wybitne dzieła" rozumiesz niewielki ich ułamek, to pewnie masz rację. Ale co z tego?
Lasekziom pisze:4. Książki w naszym kraju są dość drogie
Raczej barszczacko tanie. Popatrz na ceny t-shirtów.
Lasekziom pisze:kiedy człowiek myśli o tym żeby wydać połowę dniówki, to raczej się rozmyśla.
Na szczęście nie musi wydawać połowy KAŻDEJ dniówki.
Lasekziom pisze:W zeszłym roku czytaliście więcej czy mniej książek niż w poprzedzających?
To oczywiste, że kiedy człowiek coraz głębiej wchodzi w dorosłe życie, czyta coraz mniej, ponieważ ma coraz mniej wolnego czasu (chyba żeby nie), tak to już jest. Znam jednak również osoby, które przeczytały w tym roku od 40 do 100 książek i myślę, że nie są to rekordziści.

Awatar użytkownika
Alfi
Inkluzja Ultymatywna
Posty: 19193
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 10:29

Post autor: Alfi » pt, 01 sty 2010 18:40

emigrant pisze:
Lasekziom pisze: Książki w naszym kraju są dość drogie (rząd powinien je jakoś finansować)

Jeszcze tego brakowało! Najlepsza recepta na gnioty w księgarniach
Zgubiłem się. Jeśli książki będą dofinansowywane, to gnioty znikną??? Czy na odwrót???
emigrant pisze:Sam piszesz o bibliotekach. Te, o ile wiem są darmowe. Jakoś nie stwierdza się tam oblężeń przez ubogich, których nie stać na zakup książki.

No, zapisanych czytelników nie jest tak mało. Mniejszość populacji, ale mniejszość dość znacząca.
A obowiązująca ustawa z lat 60. to oczywiście idiotyzm. Gdyby każdy rocznie zapłacił w PLN tyle, ile Francuz w euro, umożliwiłoby to zakup co najmniej jednego egzemplarza na trzech statystycznych czytelników biblioteki. I nie byłaby to jakaś szczególna bariera finansowa. Ot, równowartość pięciu, może sześciu puszek piwa.
Tym, których naprawdę na to nie stać, można by dać zniżkę.

Natomiast jeśli chodzi o ceny w księgarni, to rzeczywiście mogą być przeszkodą. Człowiek przeciętnie zarabiający, a dużo czytający, nie byłby w stanie zaopatrywać się wyłącznie z tego źródła. A poza tym - gdzie to wszystko trzymać? W dodatku ja np. mieszkam na piętrze, więc strop by nie wytrzymał, a ja wylądowałbym piętro niżej w łóżku sąsiadki, do której nic nie czuję i której córka (mieszkająca gdzie indziej) jest już od pewnego czasu mgr.
Le drame de notre temps, c’est que la bêtise se soit mise à penser. (Jean Cocteau)

Awatar użytkownika
inatheblue
Cylon
Posty: 1012
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 16:37

Post autor: inatheblue » pt, 01 sty 2010 19:32

Obrót allegrowy. Mnie na pewno zaboli, kiedy brak miejsca zmusi mnie do takiego wyjścia. Bo wolę hoardować i siedzieć na nich.
Zawsze się trochę dziwnie czuję, kiedy słyszę o książkach jako o przedmiocie szpanu. Elita? Niezwykłość? Może lepiej upowszechniać przekonanie, że książki są czymś tak zwyczajnym, jak szynka na kanapce.

Awatar użytkownika
Buka
C3PO
Posty: 828
Rejestracja: sob, 13 paź 2007 16:55
Płeć: Kobieta

Post autor: Buka » pt, 01 sty 2010 19:49

Dabliu pisze:Spora ta elita. Wystarczy przeczytać kilka książek Meyerowej, Zafona, może jeszcze Kinga i Rowling, i proszę - już jesteśmy elita. Wybrani. Nie pospólstwo.
To samo chciałam powiedzieć. Przecież Zmierzchy i inne Pamiętniki Księżniczek formalnie też są książkami :\

Jeśli chodzi o ceny, to książki naprawdę są drogie :< Mogę sobie pozwolić od święta dosłownie na kupno. I przyznam, że cieszę się, że mamy tak zwane składy taniej książki. Buka taka jak ja pożycza więc czytadła z bibliotek i od znajomych :P
Nie zmienia to faktu, że dla chcącego nic trudnego, jeśli się chce, to prędzej czy później się dorwie dany tytuł. Znaczy, że nie można do końca usprawiedliwiać stanu rzeczy tym, ile kosztują książki.

I zgadzam się z opinią, że wiele zależy od wychowania. Czym skorupka za młodu nasiąknie...
Wyobraźcie sobie teraz, jaka jest szansa, że po książki sięgną ci, których rodzice zupełnie nie czytają :\

Awatar użytkownika
Albiorix
Niegrzeszny Mag
Posty: 1768
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » pt, 01 sty 2010 20:12

Przeciez jest tez czytanie w sieci wymiennej, tj czytanie tego co kupuje rodzina i dobrzy znajomi. Bardzo tanie, tylko trzeba solidnie pilnowac oddawania bo ludzie szybko sie buntuja i przestaja pozyczac. Na tej zasadzie czytam rocznie co najmniej kilka kilo (od przeprowadzki literature, ubrania i naczynia licze w kilogramach) fantasy, ktorego gatunkowo nie lubie, ale zona kupuje masowo, a zona czyta po pare kilo SF, ktorego tez nie lubi.
nie rozumiem was, jestem nieradioaktywny i nie może mnie zniszczyć ochrona wybrzeża.

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » pt, 01 sty 2010 20:17

Buka pisze: Jeśli chodzi o ceny, to książki naprawdę są drogie :< Mogę sobie pozwolić od święta dosłownie na kupno. I przyznam, że cieszę się, że mamy tak zwane składy taniej książki. Buka taka jak ja pożycza więc czytadła z bibliotek i od znajomych :P
Chciałbym odnieść się tylko do tezy o kosztowności książek. Należę, podobnie jak Kiwaczek, do generacji 4PiP, a cytowana tu przedmówca raczej do generacji WLK (W Labiryncie, Klan). Jednak kiedy byłem, Buko, w Twoim wieku, również nie kupowałem książek, z tej prostej przyczyny, że nie miałem stałych dochodów, a z innych uciech rezygnować nie zamierzałem. Zatem również korzystałem z bibliotek. To zupełnie normalne i dlatego popieram biblioteki publiczne, choć niektórzy autorzy uważają je za zamach na swoje dochody. Uważam, że obsługują one głównie tę część czytelników, którzy danej książki w innym wypadku by sobie nie kupili, nie koniecznie z powodów finansowych, ale tak czy siak pozostają poza targetem komercyjnym.
Za to teraz dochody mi się od paru lat ustabilizowały i mogę sobie pozwolić na niechodzenie do biblioteki - nie ma zresztą porównania przyjemności posiadania książki od jej wypożyczenia. Stanowczo, jest różnica.
A co robić z nadmiarem? Ja na przykład, przed wyprowadzką, na wygnanie w celu zbudowania domu, z kawalerki, gdzie wegetowaliśmy na stertach woluminów, mniej więcej połowę objętości księgozbioru podarowałem małej bibliotece w miasteczku Drobin. Zapewne ucieszyłem tym z sześć osób, ale może to zaprocentuje w przyszłości. Jakoś tak mam, że książki najlepiej komuś oddać, a jak już nikt jej nie chce, to spalić. Ale jeżeli ktoś zechce kupić - czemu nie? Muszę tylko opracować jakiś wygodny model biznesowy ;-), żeby zarobić, ale się nie narobić.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » pt, 01 sty 2010 22:07

Święte słowa!

Jak ostatnio robiliśmy czystkę na regale (wtedy co miałem do oddania całą masę czasopism fantastycznych za free - które nie zainteresowały nikogo na Forum :P) i uzbieraliśmy całe torby książek, bez których możemy spokojnie żyć, to zaniosłem je po prostu do biblioteki. Niby biblioteka w jednostce - ale dostępna dla wszystkich.

Poza tym pojawiają się ludzie tak pozytywnie zakręceni, że za własne pieniądze i wykorzystując własne, liczące parę (-naście?) tysięcy woluminów zbiory, tworzą biblioteki społeczne. Ja tam jestem pod wrażeniem. Zwłaszcza biorąc pod uwagę w jakiej dzielnicy się to wszystko odbywa!
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
Buka
C3PO
Posty: 828
Rejestracja: sob, 13 paź 2007 16:55
Płeć: Kobieta

Post autor: Buka » pt, 01 sty 2010 22:27

Flamenco pisze:Należę, podobnie jak Kiwaczek, do generacji 4PiP, a cytowana tu przedmówca raczej do generacji WLK (W Labiryncie, Klan). Jednak kiedy byłem, Buko, w Twoim wieku, również nie kupowałem książek, z tej prostej przyczyny, że nie miałem stałych dochodów, a z innych uciech rezygnować nie zamierzałem. Zatem również korzystałem z bibliotek.
Mhm, mam nadzieję, że z czasem u mnie też się to zmieni na lepsze:P
A przepraszam, czy będzie nietaktem, jeśli zapytam, co to 4PiP?^^"

Awatar użytkownika
Ilt
Stalker
Posty: 1930
Rejestracja: pt, 02 paź 2009 15:45

Post autor: Ilt » pt, 01 sty 2010 22:52

4 Pancerni i Pies
The mind is not a vessel to be filled but a fire to be kindled.

Lasekziom
Kadet Pirx
Posty: 1215
Rejestracja: ndz, 21 wrz 2008 12:49

Post autor: Lasekziom » pt, 01 sty 2010 23:21

Flamenco, proszę cię. Jestem po bardzo ciężkim sylwestrze i nie rozumiem o czym ty do mnie rozmawiasz. Teraz jest lepiej niż z rana, ale o co chodzi z tą prowokacją ?
1. O co mi chodzi z tymi bibliotekami? - W moim mieście są tylko 2. Wstyd się przyznać, ale nie chce mi się iść taki kawał drogi, żeby wypożyczyć jakieś poniszczone i śmierdzące zbutwiałym papierem książki. Z resztą nie tylko ja. Nie chodzi mi o to że nikt do nich nie chodzi, ale że młodych ludzi chodzi tam coraz mniej (wiem że na podstawie rozmów z 3 bibliotekarkami, nie mam prawa wysuwać danych statystycznych, ale wydaje mi się że coś jest na rzeczy).
3. Podajcie tytuł jakiegoś wybitnego dzieła które nie doczekało się ekranizacji. Żaden atak, może przeczytam.
4. Moim zdaniem są drogie. W niektórych krajach zachodu są nawet 2-3 razy tańsze (ale tam mają chyba fajniejszy rząd). Jakby tak wprowadzono akcję odchamiania społeczeństwa z częściowym refundowaniem książek to ja bym kupował:D.

ODPOWIEDZ