Kółka dwa

czyli nic konkretnego, za to do wszystkiego

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
neularger
Strategos
Posty: 5194
Rejestracja: śr, 17 cze 2009 21:27
Płeć: Mężczyzna

Post autor: neularger » czw, 15 lip 2010 14:32

A ja dzisiaj zamierzam pojeździć. Ale po Warszawie :)
Zobaczę w jakim stanie są ścieżki, bo wyjątkowo dawno nie jeździłem.
Wiem, że moją ulubioną trasę do Nieporętu rozwalili. Trasa nad Wisłą zablokowana (Centrum Kopernika). A po praskiej stronie poniewierają się worki z piaskiem po powodzi. Aż się jeździć odechciewa...
A co do łazików na ścieżkach to stosuję dzwonek. Przed jego instalacją wielokrotnie zdarzało mi się hamować za spacerowiczami i zganiać ich ze ścieżki, bo roweru nie usłyszeli. Teraz dzwonię i sami złażą... :)
You can do anything you like... but you must never be rude. Rude is being weak.
Ty, Margoto, niszczysz piękne i oryginalne kreacje stylistyczne, koncepcje cudne językowe.
Jesteś językową demolką.
- by Ebola ;)

Awatar użytkownika
Orion
Mamun
Posty: 187
Rejestracja: pn, 30 cze 2008 12:20

Post autor: Orion » czw, 15 lip 2010 14:33

Wygląda zacnie. Deore też mam w swoim Unibike'u.
Co do wycieczki, to jeśli będę się wybierać, odezwę się na pewno ;)

e. przecinek
Certainty of death. Small chance of success. What are we waiting for? - Gimli

Awatar użytkownika
Millenium Falcon
Saperka
Posty: 6212
Rejestracja: pn, 13 lut 2006 18:27

Post autor: Millenium Falcon » czw, 22 lip 2010 21:52

Posiadam rowerek stacjonarny i niestacjonarny. Stacjonarny robi za siedzisko do oglądania seriali, niestacjonarny za środek transportu do pracy. Staram się jeździć ulicami, tudzież oszałamiającymi 10-20 metrami ścieżki rowerowej, które mam na trasie i po których prawie zawsze idą piesi. Ale w przypadku dróg bardziej uczęszczanych albo jadę chodnikiem, albo prowadzę rower.
Poznawszy komunikację z punktu widzenia pieszej, rowerzystki i zza szyby auta (tylko jako pasażerka) dochodzę do wniosku, że większość ludzi przed dopuszczeniem do chodnika/roweru/samochodu powinna zdawać egzamin na certyfikat uprawniający do udziału w ruchu miejskim.
ŻGC
Imoł Afroł Zgredai Padawan
Scissors, paper, rock, lizard, Spock. - Sheldon Cooper

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » czw, 22 lip 2010 22:18

Posiadam rowerek stacjonarny i niestacjonarny. Stacjonarny robi za siedzisko do oglądania seriali, niestacjonarny za środek transportu do pracy.
Mam prawie tak samo. Znaczy, na stacjonarnym oglądam seriale, a na mobilnym się przemieszczam (przemieszczałam, ale będę znowu) po mieście. Choć już nie do pracy, bo pracę mam za ścianą sypialni (czego nieodmiennie żałuję - najbardziej mi się podobało, kiedy musiałam jeździć na drugi koniec Twierdzy - po wałach. Było super.). :P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Orion
Mamun
Posty: 187
Rejestracja: pn, 30 cze 2008 12:20

Post autor: Orion » pt, 23 lip 2010 13:06

To jaki problem w przerwie wsiąść, zrobić kółeczko po wałach i wrócić? :P
Ja czasem żałuję, że drogę do pracy pokonuję w 20minut. Jakbym jechał z godzinkę to by było dopiero fajnie :D Bo mimo prawie codziennego jeżdżenia, to mi mało. A stacjonarny fe. Gdzie przyroda? Ptaki? Sraki? Spaliny? Klnący kierowcy i przechodnie? Sama przyjemność z jazdy :P
Certainty of death. Small chance of success. What are we waiting for? - Gimli

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 23 lip 2010 13:35

Bo - niestety - jestem boleśnie celowa. Jak nie mam konkretnego celu, do którego zmierzam, nie chce mi się taszczyć roweru z piętra.
Niemożność czytania w trakcie jazdy naprawdę utrudnia mi życie... :(((

Pomijając, że nie mam jeszcze dość sił, żeby przejechać więcej niż parę kilometrów. Za mało, żeby dostać się na wały. :P
So many wankers - so little time...

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » pt, 23 lip 2010 13:36

Kiedyś dojeżdżałam do Urzędu Wojewódzkiego do pracy rowerem (w sumie ok. 40 min jazdy). Trochę jakby wiocha była :d, bo wszyscy eleganccy wchodzą do pałacu (siedziba UW w Szczecinie mieści się w zamku książąt pomorskich, na Odrą), podjeżdżają samochodami, a ja rower w łapę, ubrana na sportowo, i wbiegam po schodach, by zaczepić go o płotek ozdobny przy drzwiach (brak stojaków na rowery, chyba że się coś przez rok zmieniło, bo ostatni raz odwiedziłam UW by załatwić siostrze dowód tymczasowy). Potem taka spocona byłam, w wc trzeba było się wycierać, psikać dezodorantem i przebierać ;)

Powiedźcie mi, jak jest u Was z diagnozowaniem rowerków? Chodzicie do naprawy, jak coś się zepsuje, czy regularnie dajecie do przeglądów?

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 23 lip 2010 13:40

Oswojeni mężczyźni są od tego, by dbać o rowery. Swoje i mój, rzecz jasna.
Rowery mamy tanie, popularne, no name - więc nie trzeba przy nich nic poważnego robić. Kiedy awaria poważna się zdarzy, trzeba będzie po prostu kupić nowy rower. :)))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Orion
Mamun
Posty: 187
Rejestracja: pn, 30 cze 2008 12:20

Post autor: Orion » pt, 23 lip 2010 14:03

Małgorzata pisze:Bo - niestety - jestem boleśnie celowa. Jak nie mam konkretnego celu, do którego zmierzam, nie chce mi się taszczyć roweru z piętra.
Niemożność czytania w trakcie jazdy naprawdę utrudnia mi życie... :(((

Pomijając, że nie mam jeszcze dość sił, żeby przejechać więcej niż parę kilometrów. Za mało, żeby dostać się na wały. :P
Ja dlatego jak chcę pojeździć szukam celu bądź trasy :) Lubie szukać nowych ścieżek do tych samych miejsc, skrótów i wariantów trasy. Ale fakt, mi nieco łatwiej nosić rowerek z piętra, choć teraz mieszkam na parterze, a maszyna stoi grzecznie w rowerowni, ale to może się zmienić za jakiś czas.
Co do czytania, jakieś audiobooki na uszy? Ale zamiłowanie do samego czytania i jazdy jednocześnie niestety jest niemożliwe. A raczej możliwe, ale niebezpieczne :P


Xiri, to zależy jaki masz rower. Ja kupiłem markowy, u dobrego mechanika i tam jeżdżę na naprawy, po nowy osprzęt i na przegląd. Ale drobne regulacje robię sam w domu. Więc jak masz jakiegoś samca pod ręką to zatrudnij do roboty bo z tym to każdy facet powinien sobie poradzić, po chwili nauki :)
Certainty of death. Small chance of success. What are we waiting for? - Gimli

Awatar użytkownika
Gesualdo
Niegrzeszny Mag
Posty: 1752
Rejestracja: pn, 01 wrz 2008 14:45

Post autor: Gesualdo » pt, 23 lip 2010 17:52

Xiri pisze: Powiedźcie mi, jak jest u Was z diagnozowaniem rowerków? Chodzicie do naprawy, jak coś się zepsuje, czy regularnie dajecie do przeglądów?
Dobrze jest zrobić co jakiś czas przegląd (czy to u mechanika, czy to u znajomego, który zna się na rzeczy). Bywa, że niektóre śrubki stopniowo odkręcają się, odkręcają się, aż...
Buch, szzast, dzzyk [w tle toczące się samotnie koło].
"Jestem kompozytorem i coś pewnie chciałem, ale już zapomniałem."

Awatar użytkownika
Orion
Mamun
Posty: 187
Rejestracja: pn, 30 cze 2008 12:20

Post autor: Orion » pt, 23 lip 2010 18:14

Same albo ktoś im pomógł... Jak miałem może 12 lat, zostawiłem rower z tyłu kościoła, przypięty. Wracam po mszy do domu zadowolony, patrzę "o hopka" (nieco wystająca studzienka kanalizacyjna), no to gaz do dechy i hooooo... gleba... Jakiś dowcipniś odkręcił mi samozamykacz w przednim kole. Rower do góry, a kółko do przodu po ziemi. Nie trudno sobie wyobrazić jak wyglądał upadek... Ja na twarz, rower zarył widełkami w beton, wyłamując je trochę, i przykrywając mnie. Cudem się stało, że mnie nie przygniótł. W ani jednym miejscu po upadku rower mnie nie dotykał.

edit
Także o rower dbać i pozbywać się samozamykaczy :P
Certainty of death. Small chance of success. What are we waiting for? - Gimli

Awatar użytkownika
ElGeneral
Mistrz Jedi
Posty: 6089
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Post autor: ElGeneral » pt, 23 lip 2010 18:30

Ja sam składałem swojego "górala". Jest cholernie nietypowy, bo części są "od Sasa do lasa". Kupowałem na pchlim targu ramę, amortyzator, widelec z resorami, koła i tak dalej... Potem wszystko starannie składałem do kupy. Nie sądzę, żeby wyszło taniej, niż gdybym kupił rower w całości, ale za to dowiedziałem się mnóstwa ciekawych rzeczy o konstrukcji i współdziałaniu elementów. I wszystkie regulacje robię sam...
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

Awatar użytkownika
Gesualdo
Niegrzeszny Mag
Posty: 1752
Rejestracja: pn, 01 wrz 2008 14:45

Post autor: Gesualdo » pt, 23 lip 2010 19:07

A propos naprawiania roweru na własną rękę. W rowerze kuzyna coś nie działało. Nie pamiętam, co było nie tak. W każdym razie zdjął tylne koło, rozkręcił zębatki, skręcił z powrotem. I od tamtej chwili pedałami można kręcić w obie strony, z tym samym skutkiem, czyli rower nie jedzie. Do tej pory zastanawiamy się, czym to mogło być spowodowane. Kuzyn nic tam nie grzebał. Tylko rozkręcił i skręcił.
"Jestem kompozytorem i coś pewnie chciałem, ale już zapomniałem."

Awatar użytkownika
Orion
Mamun
Posty: 187
Rejestracja: pn, 30 cze 2008 12:20

Post autor: Orion » pt, 23 lip 2010 19:26

II zasada mechaniki. Po rozłożeniu i złożeniu z powrotem mechanizmu, zawsze zostają jakieś części.

A tak poważnie, to w tzw bmx'ach robi się jakiś zabieg w tylej piaście, by miast hamować, można było kręcić pedałami w obie strony, ale wtedy koło również może jechać do tyłu. Musiało coś nie wskoczyć albo w tylnej piaście, albo w kasecie. Ale aż tak się nie znam i proponuję zanieść maszynę do specjalisty.
Certainty of death. Small chance of success. What are we waiting for? - Gimli

Awatar użytkownika
ElGeneral
Mistrz Jedi
Posty: 6089
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Post autor: ElGeneral » pt, 23 lip 2010 19:31

Zdolnego masz kuzyna, Gesualdo.

Jak pracowałem przy naprawie stacji radiolokacyjnych, zdarzało mi się rozbierać i składać naprawdę skomplikowane mechanizmy przekładni ruchu obrotowego na wahadłowy z regulacjami kąta wychylenia, szybkości wahnięć i tak dalej. Każda z nich składała się z circa ebałt stu, stu pięćdziesięciu części. Rozkładało się je kolejno rządkiem na stole i... pilnowało się nieustannie (trzeba było liczyć!) żeby jakiś złośliwiec nie podrzucił ci jakiegoś niewinnego kółeczka zębatego, albo podkładeczki czy sprężynki

Wyobraź sobie minę faceta, któremu po kilkugodzinnych manipulacjach i złożeniu mechanizmu zostaje na stole ta właśnie podkładeczka albo sprężynka...

Orione, w przekładni torpedo wystarczy wyjąć taki jeden wichajster... a dokładniej płask wypukły wyczkaśno-zwrotny zwany popularnie zulajtenzugzwangsimmeringiem...
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

ODPOWIEDZ