Stare ale jare?

czyli nic konkretnego, za to do wszystkiego

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
Gorgel-2
Klapaucjusz
Posty: 2075
Rejestracja: ndz, 12 cze 2005 23:04

Post autor: Gorgel-2 » ndz, 27 lut 2011 12:48

Małgorzata pisze:Przerażające i jakże cyniczne.
Zaskoczyłeś mnie, Ilcie.
Ale może to przynajmniej uczciwe podejście. Bez tego pitu-pitu o szacunku, bez deifikowania starego próchna i spoglądania na nie jak na źródło inspiracji literackich czy inaczej... Po ludzku.

Hmmm... Nie jestem pewien, czy deal był taki: "synku, jak będziesz się mną zajmował, to ci zapiszę mieszkanie", czy też "taki miły i uczynny chłopiec z tego sąsiada, zapiszę mu mieszkanie" -- różnica pomiędzy transakcją a prezentem, obie uczciwe. Oczywiście prezent wygląda sympatyczniej.

Przyznasz, że zmienia to kwalifikację czynu ;-P
"We made it idiotproof. They grow better idiots."

Awatar użytkownika
in_ka
Fargi
Posty: 444
Rejestracja: ndz, 25 mar 2007 22:26

Post autor: in_ka » ndz, 27 lut 2011 12:51

Małgorzata pisze:Przerażające i jakże cyniczne.
Zaskoczyłeś mnie, Ilcie.

Ale może to przynajmniej uczciwe podejście. Bez tego pitu-pitu o szacunku, bez deifikowania starego próchna i spoglądania na nie jak na źródło inspiracji literackich czy inaczej... Po ludzku.
W przypadku Ilta nie byłabym taka krytyczna - wygląda na to, że przyjaźń z babcią prawdziwą była, wymierna korzyść to już dalsza konsekwencja, niekoniecznie wkalkulowana w tę relację ;).
Argumenty dla Młodzika daremne - ma tak silnie wrażone schematy myślowe, że słyszy już tylko siebie. Wyraźna oporność na wiedzę ;P

e: Jak widzę powtórzyłam część tego, co zdążył napisać chwilę wcześniej Gorgel-2 :)))
Ostatnio zmieniony ndz, 27 lut 2011 12:53 przez in_ka, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
neularger
Strategos
Posty: 5194
Rejestracja: śr, 17 cze 2009 21:27
Płeć: Mężczyzna

Post autor: neularger » ndz, 27 lut 2011 12:52

Oj, Margo.
Ty zawsze patrzysz od tej gorszej strony. Może zaprzyjaźnił się z babcią nie dla mieszkania...?
Co do ziółek. Z tego z co wiem, spora część substancji aktywnych zawartych w lekach ma pochodzenie roślinne (kwas salicylowy czy chinina), po prostu łatwiej je przyjmować w tabletkach niż robić wywary, pilnować temperatury roztworu i inne takie. Może, Młodziku, mieszanka ziołowa babci ma jakieś właściwości lecznicze... Oczywiście, pewnie nie jest tak, że jest to lek na wszystkie choroby i neutralizuje "trucizny".
You can do anything you like... but you must never be rude. Rude is being weak.
Ty, Margoto, niszczysz piękne i oryginalne kreacje stylistyczne, koncepcje cudne językowe.
Jesteś językową demolką.
- by Ebola ;)

Awatar użytkownika
No-qanek
Nexus 6
Posty: 3098
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » ndz, 27 lut 2011 13:07

Może, Młodziku, mieszanka ziołowa babci ma jakieś właściwości lecznicze...
Nawet musi mieć!

in_ka dała nam już przykład, że należy orędować za wyższością mądrości babci, nawet jeśli nie mamy pojęcia, co to za ziołowa mieszanka, co babcia mówi, itd.!
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
Młodzik
Yilanè
Posty: 3687
Rejestracja: wt, 10 cze 2008 14:48
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Młodzik » ndz, 27 lut 2011 13:20

Ja podałem tylko jeden argument z miliona, ale skoro in_ka nie uważa, że jedzenie pleśni ze starego chleba może szkodzić, to fakt - ja nie mam bladego pojęcia o biologii i chemii ;). Zresztą, to było tylko babcine gdybanie, bo w rzeczywistości uważała, że jakaś mieszanka ziół może te trucizny zneutralizować. Sama takiej nie opracowała.
Ja powtarzam: co innego rodzinne opowieści, a co innego próba podważania nauki. Jak pisałem: głową rodziny są u nas babcine siostry, które rzeczywiście maja radę na wszystko.
Edit: A i ta moja "literacka fascynacja" to dość niefortunne określenie. W rzeczywistości jest ona pochodną swoistego wzruszenia(?), rozczulenia(?) starością i młodością, które miałem od dziecka.

Awatar użytkownika
neularger
Strategos
Posty: 5194
Rejestracja: śr, 17 cze 2009 21:27
Płeć: Mężczyzna

Post autor: neularger » ndz, 27 lut 2011 13:29

No-qanek pisze:
Może, Młodziku, mieszanka ziołowa babci ma jakieś właściwości lecznicze...
Nawet musi mieć!

in_ka dała nam już przykład, że należy orędować za wyższością mądrości babci, nawet jeśli nie mamy pojęcia, co to za ziołowa mieszanka, co babcia mówi, itd.!
Nq nie napisałem, że na pewno ma. I doskonale o tym wiesz. Napisałem, że może mieć i podałem argumenty, za tym twierdzeniem.
Możliwe, że babcia Młodzika zdradza niedomagań związanych związanych z wiekiem (o czym świadczy choćby to, że wierzy w prawdziwość książek fantastycznych), ale nie oznacza wcale, że wszystko co mówi należy ignorować. Si?
You can do anything you like... but you must never be rude. Rude is being weak.
Ty, Margoto, niszczysz piękne i oryginalne kreacje stylistyczne, koncepcje cudne językowe.
Jesteś językową demolką.
- by Ebola ;)

Awatar użytkownika
No-qanek
Nexus 6
Posty: 3098
Rejestracja: pt, 04 sie 2006 13:03

Post autor: No-qanek » ndz, 27 lut 2011 13:40

naulargerze, wiem co napisałeś. To nie był przytyk do ciebie, tylko do arogancji in_ki.

Ty za to zarzucasz mi, jakobym chciał ignorowania wszystkiego co mówią starsi ludzie. Gdzie coś takiego zasugerowałem?

Btw. jak nazwać popularną wśród starszych osób tendencję, aby poddawać w wątpliwość medycynę, za to utrzymywać niezachwianą pewność co do wszechstronnej skuteczności a to ziółek, a to propolisu, a to różnych magicznych kropelek?

EDIT: mogę dodać, że chodzi mi o polskich staruszków. Nie wiem, jak jest za granicą.
"Polski musi mieć inny sufiks derywacyjny na każdą okazję, zawsze wraca z centrum handlowego z całym naręczem, a potem zapomina i tęchnie to w szafach..."

Awatar użytkownika
Mara
Stalker
Posty: 1888
Rejestracja: ndz, 12 cze 2005 12:31

Post autor: Mara » ndz, 27 lut 2011 14:34

No-qanek pisze: Btw. jak nazwać popularną wśród starszych osób tendencję, aby poddawać w wątpliwość medycynę, za to utrzymywać niezachwianą pewność co do wszechstronnej skuteczności a to ziółek, a to propolisu, a to różnych magicznych kropelek?
Może tym, że tonący brzytwy się chwyta? Skoro medycyna nie pomaga, to może jakieś inne alternatywne środki pomogą? Mają prawo w to wierzyć.
Ja sama nie wierzę we wszechwiedzę lekarzy i współczesnej medycyny, bo za wiele pomyłek i niedoskonałości tejże widziałam. I chociaż nie zaliczam się (jeszcze) do osób starszych, to na niektóre przypadłości piję ziółka, które (o, dziwo) mi pomagają, a na inne stosuję akupunkturę i błogosławię azjatyckich mędrców za wynalezienie tego fenomenu, bo pomaga na to, na co lekarstwa nie pomagają. A na ból głowy biorę Ibuprom czy Paracetamol. I nie myśl, że nie spotkałam osób, które chciały mnie nawrócić na jedyną słuszną drogę zachodniej medycyny. To podobnie, jak z twoimi starszymi osobami przekonywującymi do ziółek czy magicznych kropelek :-)

No-qanku, trzeba mieć otwarty umysł :-)
42

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » ndz, 27 lut 2011 14:46

Ach, zawsze muszę się tłumaczyć z intencji, chyba mam coś z myśleniem. Nie osądzałam Ilta - lecz jego stwierdzenie. A ono jest cyniczne.

Ale tak czy inaczej - uczciwe, niezależnie od intencji. Mam wrażenie, że starych ludzi traktuje się nie jak ludzi, lecz takie... abstrakty? Źródło opowieści o przeszłości, szacunek lub politowanie, wzorce zdrowego stylu życia lub zdziadziali idioci, etc.
Odnoszę wrażenie dystansu, jakby ci starzy przestali już należeć po prostu do homo sapiens, są postrzegani może nie jak małe zielone ludziki, ale w pewnym sensie obce jednostki.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Alfi
Inkluzja Ultymatywna
Posty: 19194
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 10:29

Post autor: Alfi » ndz, 27 lut 2011 15:15

No-qanek pisze:
Btw. jak nazwać popularną wśród starszych osób tendencję, aby poddawać w wątpliwość medycynę, za to utrzymywać niezachwianą pewność co do wszechstronnej skuteczności a to ziółek, a to propolisu, a to różnych magicznych kropelek?
Podobnie jak popularne w niektórych kręgach przekonanie, że na wszystko dobra jest seta, a jak seta nie pomoże, to pół basa na pewno?
Btw, w wątpliwość się chyba podaje, a nie poddaje?
Le drame de notre temps, c’est que la bêtise se soit mise à penser. (Jean Cocteau)

Awatar użytkownika
Teano
Kadet Pirx
Posty: 1309
Rejestracja: wt, 05 cze 2007 19:05

Post autor: Teano » ndz, 27 lut 2011 15:21

Młodzik pisze:Nie odmawiam starszym ludziom ogromnej wiedzy, ale nie potrafię się nie uśmiechać z politowaniem gdy dziadek mi mówi, że nie wolno siać gdy na niebie są dwa słońca, a babcia próbuje podważać moją wiedzę w zakresie biologii i chemii. Wiem, że kiedyś była świetną polonistką, że była odsyłana do obecnego SGH, że umiała się wypowiedzieć na każdy temat, tylko cóż z tego, skoro teraz przeczytawszy moje powieści fantastyczne stwierdza, że krasnoludy i elfy istniały. /.../
Oj, Młodziku, Mlodziku - Sokrates to Ty nie jesteś :D
Ileż to już razy pewne "przesądy" wracały w glorii i sławie potwierdzone przez naukę a inne teorie waliły się z hukiem.
(Parę dni temu przeczytałam nową "nowoczesną" teorię o tym, że karmienie piersią jest szkodliwe dla dzieci. A popatrzcie na kolekcję plakatów reklamowych podlinkowanych przez Gorgela w Wyszperanych. Nawet jesli niektóre z nich to fałszywki, to jednak sporo jest autentyków. A Barbara po wodzie/lodzie znów się sprawdziła. Wiele ludowych teorii wynika z wieloletnich obserwacji potwierdzonych wielopokoleniowym doświadczeniem. Prawdziwa to mądrość umieć je oddzielić od rzeczywistych zabobonów. Uśmiech politowania na starcie tego nie ułatwia.
BTW co myślisz o teorii, że genom eukariotyczny jest kolisty, podobnie jak u bakterii? :P ;P )
A dopytałeś dziadka, co oznaczają owe "dwa słońca" i dlaczego wtedy nie wolno siać?
A co do krasnoludów i elfów... Jesteś pewien, że zrozumiałeś w 100% co babcia miała na myśli? Może patrzysz na nią przez pryzmat "szanuję ją, ale jest stara i co ona może wiedzieć"? Potrafisz udowodnić istnienie bądź nieistnienie elfa?
Przypomina mi się ta anegdota (cytuję z pamięci więc mogłam troszkę pokręcić w szczegółach, ale chodzi o ogólną zasadę )
0-5 lat Mój tata wie wszystko!
5-12 lat Są rzeczy, których mój tata nie wie
12-14 lat Mój tata niewiele wie
14-18 lat A co mi stary będzie pieprzył, jak g... wie!
18-25 lat Tacie czasem zdarza się coś wiedzieć
25-40 lat A jednak tata sporo wie!
40+ Jaka szkoda, że nie mogę już spytać taty o zdanie


E/bo doczytałam wątek do końca

Juz nie pamiętam kto to napisał (E/sprawdziłam - Mara), ale kluczem są dwa słowa: "otwarty umysł". Nie ze wszystkim, co mówi babcia należy się zgadzać. Niczego nie powinno się przyjmować bezkrytycznie. Ale uśmiech politowania na starcie, to oznaka zamknięcia umysłu.
Jak jednak mówi stare przysłowie "nikt nie jest prorokiem wśród swoich" i czasem łatwiej nam przyjąć coś od "obcego staruszka" niż od swojego, którego przecież znamy i wiemy, że nic nie wie ;)
Obcemu daje się większy kredyt zaufania.
Jednak otwarty umysł potrafi zdobyć się chociaż na tyle by nie oceniać tego, czego nie jesteśmy pewni na 100%.
Wracając do pleśni - owszem większość pleśni jest rakotwórcza i ktoś, kto para się biotechnologią, siłą rzeczy o tym wie. Zawsze jednak powinien dokładnie przecedzić przez sito "rewelacje" babci czy niespecjalisty, bo a nuż za setnym razem wśród śmieci znajdzie złoty samorodek?
Bo to jest tak, że naukowcy twierdzą, że coś jest niemożliwe, a potem zjawia się głupek, który o tym nie wie i nagle dokonuje owej niemożliwości.
Przypominają mi się ćwiczenia już nie pamiętam z czego (ale jakaś chemia, chyba analityczna - opowiadał to nasz asystent), kiedy wszyscy studenci od lat uzyskiwali właściwe wyniki i dopiero w jednej grupie któregoś rocznika jednej czy dwóm parom nie chciało wyjść. I po dokładnym sprawdzeniu okazało się, że cylinder miarowy był źle skalibrowany. Tego cylindra używało przedtem x grup, a jednak wszyscy uzyskiwali wynik jaki miał wyjść. Ciekawe, nie?
Ostatnio zmieniony ndz, 27 lut 2011 15:45 przez Teano, łącznie zmieniany 2 razy.
Mordor walnął maczugą Orbana w łysy czerep. Po chwili poczuł to samo.
Umowa sporządzona została w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach,
po jednym dla każdej ze stron.

� Dżirdżis

Awatar użytkownika
Mara
Stalker
Posty: 1888
Rejestracja: ndz, 12 cze 2005 12:31

Post autor: Mara » ndz, 27 lut 2011 15:32

Małgorzata pisze: Odnoszę wrażenie dystansu, jakby ci starzy przestali już należeć po prostu do homo sapiens, są postrzegani może nie jak małe zielone ludziki, ale w pewnym sensie obce jednostki.
I to jest właśnie marginalizacja. Taki mamy w Polsce wzorzec społeczny i starsi ludzie dają się w niego zazwyczaj wtłaczać.

Margoto, źle mnie zrozumiałaś. Dla mnie starsi, to nie tylko źródło opowieści czy zdrowego życia. Tymi przykładami chciałam uzmysłowić niektórym, że starsi mają do zaoferowania mnóstwo rzeczy, ale z miejsca są klasyfikowani przez aroganckich młodszych, jako bezużyteczni. W Norwegii jest sporo programów społecznych, które mają zapobiec temu, by starsi ludzie czuli się niepotrzebni. Sama biorę udział w takim programie i wiem, jak wiele to znaczy dla tych "moich dziadków". Czasami nadaje sens ich samotnej starości, bo wciąż czują się potrzebni, czują się częścią społeczeństwa.
42

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » ndz, 27 lut 2011 16:37

Przytaczałam ogólne odniesienia li tylko. Generalizowałam, znaczy. :P
Nie masz wrażenia, Maro, że (niezależnie od dobrych i niedobrych intencji) w samej potrzebie istnienia programów dla staruszków jest coś nienaturalnego? O to mi chodziło, nie wiem tylko, czy dobrze to sformułowałam...
Dla staruszków są programy socjalizacyjne, uniwerki trzeciej młodości, kluby seniora, etc. Atomizacja wiekowa następuje. Starzy nie pasują do kultu młodości, chyba że są "forever young". A jak ktoś nie chce być FE? Jak chce się po prostu normalnie zestarzeć? To jest margines?
Ja się zestarzeję, w zasadzie już się zestarzałam, a teraz mi się pogłębia. Chcę kiedyś mieć naturalnie siwe włosy. Niekoniecznie jeździć na rowerze jak szatan i kasować młodych kolarzy czy pływać lepiej od dwudziestolatków, opowiadać im historie z młodości mojej durnej i chmurnej ani też robić za źródło wszelakiej mądrości ludowej. Ale chcę się stykać z ludźmi w różnym wieku. I korzystając z przywilejów starości używać "wapno mode".
A to wydaje mi się coraz mniej możliwe...
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Niegrzeszny Mag
Posty: 1737
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Marcin Robert » ndz, 27 lut 2011 17:12

Ale z drugiej strony nie mieszajmy godnego pochwały dążenia do utrzymania zdrowia z różnymi dziwacznymi próbami udawania młodszego niż się jest. Co innego jeździć na rowerze i uprawiać turystykę górską (taką zwyczajną, bez wyczynu) oraz, stosownie do tego, ubierać się na sportowo, a co innego urządzać całonocne imprezy i udawać posiadanie kondycji różnymi nieprzemyślanymi działaniami (typu - pierwszy skok spadochronowy po siedemdziesiątce).

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » ndz, 27 lut 2011 17:25

Dlaczego nie? Jak ktoś chce pierwszy raz skoczyć na spadochronie, to dlaczego nie? Jasne, że trzeba uwzględnić kwestie ryzyka, etc. - ale od razu twierdzić, że się nie powinno po siedemdziesiątce?
Impreza? A co jest złego w imprezie do rana? Nieważne, z jakich powodów - czyżby za młodości nie robiło się imprez z najgłupszych przyczyn? Żeby coś udowodnić rodzicom-kolegom i koleżankom-cokolwiek?
Ejże?

W tym właśnie problem, jak myślę. Marginalizacja zaczyna się w umyśle, Marcinie - w takich właśnie stwierdzeniach, co powinno się robić po siedemdziesiątce, a co nie.
So many wankers - so little time...

ODPOWIEDZ