VI EDYCJA ZAKUżONYCH WARSZTATóW TEMATYCZNYCH

Moderator: RedAktorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
Maximus
ZasłuRZony KoMendator
Posty: 606
Rejestracja: sob, 20 sty 2007 17:24

Post autor: Maximus » pt, 12 wrz 2008 17:44

Lost Soldier - Grona Zemsty
- Widziałem przyjście Pana, płaszcz chwały go owiewał, a z takiej szedł winnicy, co rodzi grona gniewu. Widziałem jak…
- Dobra- siedzący za biurkiem naprzeciwko niego mężczyzna zapukał długopisem w drewniany blat - Wystarczy, kapłanie.
Siedzący za biurkiem naprzeciwko kogo? Bo nie napisałeś. Podejrzewam, że wyrzuciłeś zdanie podczas ściskania tekstu do regulaminowych 3k znaków. Aktualnie niestety nie wiemy nic o żadnym "nim", naprzeciwko którego mógłby siedzieć mężczyzna. Jak już wyrzucałeś, lepiej było skreślić "drewniany" - po cholerę mi wiedzieć, z jakiego materiału był blat - a zostawić zdanie wprowadzające postać kapłana. W obecnej formie mamy kaleki początek, który odrzuca od czytania dalszej części tekstu.
- Wiem kim jesteś. Nazywają cię Nowym Papieżem, wielkim prorokiem mającym znów odrodzić kościół.
- Więc mi wierzysz? - Prorok spojrzał z nadzieją na swojego rozmówcę, ale ten jedynie westchnął z politowaniem - Kim w ogóle jesteś? Moi kapłani zgodzili się na tę audiencję…
Kto wypowiada drugą kwestię dialogową, u diabła?
- Twoi kapłani to banda obdartusów, która nie miała tu nic do powiedzenia. Ja...ja jestem prawą ręką Prezydenta Europy.. Prawą ręką od spraw specjalnych, jak właśnie ta. Możesz mówić do mnie Marius. I wiesz co? Wierzę ci. Gdybym Ci nie wierzył, całe to spotkanie nie miałoby sensu, a tak…powiem więcej. Ja wiem, że twój Pan nadchodzi. Ja nawet wiem kiedy dokładnie nadejdzie.
Spraw specjalnych, czyli jakich ("jak właśnie ta"?)?
Pełno błędów językowych, przede wszystkim powtórzenia - naprawdę, to chyba najłatwiejszy do wyeliminowania błąd, wymaga jedynie uważnego przeczytania tego, co się napisało i odrobiny wyobraźni, żeby obejść mówienie o tym samym w identyczny sposób.
Autoprezentacja Mariusa jest nieco nachalnie wepchnięta w środek dość istotnych informacji, wygląda mi to na autorskie chciejstwo, żeby po prostu łatwiej było odwoływać się do bohatera w dalszej części tekstu.
- Czy on z Tobą też….? - Prorok wyglądał na wstrząśniętego.
Szkoda, że nie wiem, dlaczego prorok wygląda na wstrząśniętego - jak na razie ani mnie to ziębi, ani grzeje, tylko coraz bardziej zniechęca.
Marius zaklął szpetnie.
- Na wszystkie siedem moich ulubionych dziwek, czy Ty wiesz który rok mamy?
To jest szpetnie ;) ?
A poważnie, to cytowany fragment brzmi niestety dość naiwnie i wywołuje pobłażliwy uśmiech na twarzy czytającego, czego - zakładam - nie chciałeś.
Siedemdziesiąt, odkąd ateizm stał się dominującą filozofią.
Cytując autora: Brr, przerażające.
I trawestując: odkąd ateizm stał się filozofią?
Zaklaskał dwa razy, po czym ściana za jego plecami rozbłysła, zamieniając się w jeden wielki ekran.
Częsty błąd, pochodzący, jak mi się wydaje, z języka mówionego - czy koniecznie musisz mówić, że to był "jeden" wielki ekran? Czy jeśli napiszesz "zamieniając się w wielki ekran", czytelnik pomyśli, że ekrany były dwa, albo cztery? Jeśli chcesz wyrażać się treściwiej, właśnie wskazuję Ci właściwą drogę. Zastanów się zawsze dwa razy nad każdym określeniem, kiedy czytasz tekst w celu poprawek. Jeśli bez tego określenia sens opisu pozostaje ten sam - wyrzuć. To nauczy Cię precyzyjności w formułowaniu myśli i przelewaniu ich na papier/monitor.
Jest na bezimiennej pustyni na nienazwanej dotąd planecie w galaktyce sąsiadującej z naszą.
Sposób zagmatwania tego zdania spowodował, że przez długą chwilę zastanawiałem się, o co chodzi. Potem zaś pokiwałem głową: tak, tak, niech już będzie. A teraz wujek opowie nam następną bajkę.

Dobra, lećmy do ogółów, spróbuję jakoś podsumować Twój tekst.
Potraktowałeś temat jako element, który obowiązkowo i w dosłownym brzmieniu musi pojawić się w opowiadaniu i to już na samym początku. Przyznam, że mnie to odrzuciło. Kwestia interpretacji tego tematu natomiast dotyka konstrukcji fabuły - zatem pomówmy o fabule.

Usiłowałeś nie iść w sztampę i oryginalnie potraktować temat. Chęci doceniam, ale ocena dotyczy niestety rezultatu, bo tylko on jest miarodajny.
Twoja koncepcja oparła się na pomyśle ludzi silniejszych od Boga, walczących z nim, a nawet - wygrywających. Wszystko w porządku, ale kiedy tylko opracowałeś sobie tę ideę i zacząłeś podporządkowywać jej wymyślaną fabułę, wpadłeś w pułapkę autorskiego chciejstwa. Zakładam, że Twój tok myślenia był następujący. Chciałeś zabić Boga - wymyśliłeś, że wysadzisz gdzieś bombę atomową. Chciałeś wykombinować, gdzie możnaby ją wysadzić - stworzyłeś "nienazwaną dotąd planetę w galaktyce sąsiadującej z naszą". Musiałeś jednak dać Jezusowi jakąś motywację, jakieś uzasadnienie jego przebywania na owej planecie - no i tu Ci się pomysły skończyły, potraktowałeś ją więc jako "przystanek" w drodze na Ziemię. Zupełnie tego nie ogarniam. Zagniewany Jezus ma przybyć na Ziemię, by ukarać ludzi - Ci odnajdują go "w drodze" na jakiejś tam bezimiennej planecie, jak sobie idzie po bezimiennej pustyni. Czy widzisz, jakie to wszystko naciągane?
Są po prostu spore dziury w konstrukcji fabuły i nie tak łatwo byłoby je załatać. Pomysł chwieje się w posadach, niestety.

Następnie zwrócę uwagę na konstrukcję bohaterów, bo też jest nieco kaleka.
Kapłan nie bardzo wydaje mi się kimś, kto byłby w stanie zostać Nowym Papieżem. Stopień psychologicznego prawdopodobieństwa istnienia takiej osobowości na takim stanowisku w moim przekonaniu zbliża się do zera. Przecież ten człowiek nie ma żadnej charyzmy, jest tylko smutnym ortodoksem, któremu można co najwyżej współczuć. Jakim cudem ktoś taki reaktywował Kościół?
Drugą postacią, opozycyjną wobec kapłana, jest Marius. Och, nie będę się już czepiał imienia, ale ta postać również jest niezmiernie nierealistycznie wykreowana. Nie zachowuje się jak doradca jakiegokolwiek Prezydenta, raczej jak przechwalający się przy kumplu małolat, który został właśnie wiceprzewodniczącym klasy, albo coś.

Kolejny ważny element, o którym warto wspomnieć, to przystawalność języka do bohaterów - już trochę o tym napisałem. Czy wyobrażasz sobie, by ludzie na takich stanowiskach, jak opisałeś, wyrażali się w taki sposób, jaki przedstawiłeś? Język postaci powinien być adekwatny do jej miejsca w świecie przedstawionym, to bardzo ważna zasada, której przestrzeganie gwarantuje, że czytelnik uwierzy w wykreowanych przez nas bohaterów. Oczywiście, praktyka nie jest już tak łatwa, jak teoria - ale nie od razu Rzym zbudowano.
Pamiętaj, że każdy stworzony przez Ciebie bohater powinien być indywidualny, ale w ramach ograniczeń narzuconych przez jego ogólną koncepcję. Co to znaczy? Ano na przykład to, że w usta poety nie wciśniesz słów dresiarza spod bloku i na odwrót - chyba, że to jakoś uzasadnisz, ale to już inna bajka i wyższa szkoła jazdy.

Zakończenie tekstu jest słabe, chociaż spójne z resztą tekstu, niczego wielkiego się nie spodziewałem. Nie wywołało we mnie większych emocji tak, jak i całe opowiadanie, ot, trzeba było jakoś skończyć - to skończyłeś.

Mnie do swojego tekstu nie przekonałeś, biorąc pod uwagę styl pisania jako żywo przypominający wypracowanie szkolne, niedopracowaną koncepcję wymuszoną przez konieczność dobrnięcia do założonego zakończenia, a przy tym sporo podstawowych błędów. Niepoprawna interpunkcja należy akurat do przewinień lżejszego kalibru, dalej idą toporny styl, sprawiający wrażenie, jakbyś nie do końca panował nad językiem, lekko irytująca podniosłość, dająca w efekcie śmieszność niektórych zdań - która, jak sądzę, zamierzona nie była.

Ale najgorzej też nie jest - masz nad czym pracować i myślę, że warto. Twój tekst to jeszcze nie taki zupełny trup - reanimować można, tylko czy jest sens?
Jeżeli (a tak podejrzewam) nie skończyłeś jeszcze liceum, jest nadzieja, że kiedyś napiszesz porządny, dobry tekst. Rażących naruszeń norm językowych nie zauważyłem, a te, które są, ciężką pracą można wyeliminować.
Niemniej do poziomu drukowalności jeszcze daleko.
Aha, poza tym - jak ma się tytuł do tekstu? Naprawdę chciałbym się tego dowiedzieć.
Cokolwiek to było, mea maximus culpa.

Awatar użytkownika
KPiach
Mamun
Posty: 191
Rejestracja: śr, 18 sty 2006 20:27

Post autor: KPiach » pt, 12 wrz 2008 17:45

@Margo
Opis gwałtu nie mieścił mi się w koncepcji. O, matko jak to zabrzmiało :( Chodzi o to, że to miały być wspomnienia bohatera, a za Chiny ludowe nie chciałem go uczynić świadkiem gwałtu. To dlatego, że w moim odczuciu to byłoby znacznie mocniejsze przeżycie niż łomot pod świątynią, więc diabli brali stopniowanie. Chociaż, oczywiście z tym poglądem też można dyskutować.
Natomiast przemawia do mnie pomysł wyrzucenia "ukochanej siostrzyczki" i zastąpienia czym innym.
Co do luźnych dywagacji. Tak się zastanawiam, czy zwróciłbym na te rzeczy uwagę, gdyby tekst odleżał znacznie dłużej. Przed wysłaniem szlifowałem go, ale nacisk poszedł na scenę pod świątynią, która jeszcze mniej wskazywała na fantastykę. I na niektóre fragmenty przemówienia.
Myślenie nie boli! Myślenie nie boli! Myślenie... AUĆ! O, cholera! To boli!

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14575
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 12 wrz 2008 17:51

Możesz mieć rację z tym gwałtem, Piasku. Przekonałeś mnie - zagalopowałam się w wyobrażeniach, stopniowanie mogłoby się nie udać.
Co oznacza, że faktycznie, może to zwykły błąd narracji jest - wpuściłeś do behawioralnej emocje i dlatego jest przegięcie, które mnie denerwuje.

Czy po odleżeniu zauważyłbyś? Możliwe. Przecież widać, że ten utwór jest konstruowany. Nie w złym znaczeniu - ma przemyślaną kompozycję, dobrane środki. Zatem - prawdopodobnie zauważyłbyś, że coś Ci tam "nie gra". :P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14575
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 12 wrz 2008 18:14

Hundziu, jeżeli chodzi o interpretację tematu, dla mnie się mieści. Przenośnie i w domysłach - przyjście Allaha, który rękoma prawowiernego przywraca ład i porządek na tym małym kawałku świata, jakim jest lotnisko, i gniew Allaha, który jest prawdopodobnie w interpretacjach wyznawców. Nie, nie mam zastrzeżeń.

Ale, kiedy powiedziałaś o tym celniku i Pacie Kellym, to coś mi się nasunęło. Celnik tak po prostu recytuje? I wokół ludzie nie zaczynają się niepokoić, nic? Fantastyka, to jest fantastyka. :P:P:P
Nie ma tropu nawet śladowego, który wskazałby, że Pat został ofiarą indoktrynacji islamskiej. Może warto było coś retrospektywnie zaznaczyć. I nadal nie wynika mi, że to Pat jest ofiarą - to on detonuje bombę. Że siebie razem z nią? To jeszcze nie czyni z niego ofiary, lecz fanatyka jedynie. Nie dałaś mi żadnych sygnałów, że mam się litować nad tym bohaterem, nie dałaś mi szansy, żeby mi go było szkoda, Hundziu, ponieważ widzę go tylko tu i teraz, a oceniam wyłącznie po uczynkach. Gdybyś przeplotła retrospekcjami, jak się nieszczęśnik stacza w fanatyzm, jak go urabiają - OK, wtedy byłaby taka możliwość. Ambitny utwór nawet mógłby wyjść.

Tak, źle dobrana narracja, jak mi się zdaje. Za duży dystans jednak, by osiągnąć interpretacje, które założyłaś.

I tak się zastanawiam, czy ten celnik w ogóle był Ci w tym tekście potrzebny? Oczywiście, nie byłby potrzebny, gdybyś poszła w retrospekcje. Wyszedłby wówczas plan teraźniejszy: facet przychodzi na lotnisko w celu (zamach); plan przeszły: mozaika wspomnień z urabiania (czyli, jak to się stało, że normalny, przeciętny facet nagle zmienił się w fanatycznego wyznawcę islamu). W tym nawet jest miejsce na fantastykę - jeżeli w JAK ZROBIĆ Z CZŁOWIEKA TERRORYSTĘ zawrzesz element fantastyczny (dla przyśpieszenia procesu indoktrynacji i oszczędności na czasie rzeczony proces odbywa się w symulatorze :P).

Nie, nie nabijam się. Naprawdę - nie ma w tekście wskazówek, że Pat jest ofiarą bezwzględnych indoktrynatorów. Po prostu nie ma. I celnik nie staje się terrorystą tylko dlatego, że wypowiada wersety z Koranu. To, że przygotował przesyłkę, czyni go, rzecz jasna, współwinnym, ale to Pat naciska metaforyczny guzik. Nikt z nich nie jest bez winy i nikt bez skazy. A żeby litować się nad Patem, musiałabyś rozwiązać właśnie kwestię winy. To znaczy, musiałabyś, Hundziu, udowodnić/pokazać/przekonać, że Pat jest bez winy (a przynajmniej, że nie na nim spoczywa ciężar odpowiedzialności, że był bezradny, uległ indoktrynacji i nie miał wyboru, był zatem ofiarą, jak ci, których zamordował). U Ciebie Pat przychodzi na lotnisko i detonuje bombę. Dobrowolnie, ponieważ nie ma żadnych wskazówek, że się waha. Owszem, jest chory i gramoli się, i ma ostatnie życzenie (zobaczyć amerykańskie mundury, bo ładne), ale po paczkę sięga, wkłada do torby, sprawdza telefon i... wykonuje zadanie. Znaczy, nie wierzę, żeby się wahał, żeby miał wątpliwości. Znaczy: dla mnie jest winny, nie jest ofiarą, jest sprawcą.
- O Fatimo! Allah Potężny, Wielki, gniewa się na tych, którzy wprawiają ciebie w gniew, a zadowolony jest z tych, którzy dają zadowolenie tobie - recytował półgłosem w rodzinnym języku. (Celnik)
- Allah wszystko widzi.
Kelly wspiął się schodami na piętro.
- Allah wszystko słyszy.
Zatrzymał się przed rzędem półek, udając zainteresowanie etykietkami.
- Allah wszystko pamięta.
Za szybą widział amerykańską piechotę. Niektórzy siedzieli, pogrążeni w cichych rozmowach, inni oglądali wystawy. Dostrzegł wśród nich zadziwiająco wiele kobiet.
- Allah jest miłosierny.
Pat wyciągnął telefon i wybrał numer. Komórka krótko zapikała. Jeden z żołnierzy spojrzał na niego z zainteresowaniem.
- Allahu Akbar - odpowiedział mu Kelly, wznosząc ręce w górę.
Jeszcze ten kawałek zatem. OK, recytuje celnik. Dlaczego wydało mi się, że jest inaczej? Ponieważ narrator nie powiedział, że celnik np. śledzi wzrokiem Pata. Automatycznie założyłam zatem, że słowa wypowiada Kelly, bo narrator podążył za Kellym, celnik zniknął był z pola widzenia, a słowa słychać. Jak? Podkreśliłam, co odrywa narrację zupełnie od celnika, a tym samym - jego głos winien zniknąć również. Gdyby to miało wybrzmieć wyraziście, narrator musiałby podkreślić, że celnik obserwuje Pata, że widzimy Pata z perspektywy celnika, z daleka. Wtedy słyszenie jego głosu jest zasadne. Ale tak nie jest, narrator nas zabrał za Kellym. Zatem, żeby głos był słyszalny - na logikę, zostaje Pat. To pewnie dlatego byłam przekonana, że coś mi nie gra z podmiotami. Ano, nie gra. Obrazowanie nie gra.

Dobra, więcej o Twoim tekście, Hundziu, już nie. Kolejne mam.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
KPiach
Mamun
Posty: 191
Rejestracja: śr, 18 sty 2006 20:27

Post autor: KPiach » pt, 12 wrz 2008 18:31

Uwaga, będę komentował. Iko, wyciągaj osełkę i szykuj narzędzie pracy.

Pojadę od końca, a co.

Maximus

Przeczytałem Twój tekst kilka razy, chcąc być pewnym, że nie opóściłem niczego istotnego dla interpretacji. W efekcie zastanawiam się co dokładnie chciałeś wyrazić? Jak rozumiem bohater wpadł w rodzaj pętli, która ma być dla niego czyśćcem. Jeżeli tak to nie wiem w jaki sposób ta sytuacja ma spełniać rolę oczyszczenia, odkupienia grzechów. Z tekstu wynika, jak dla mnie, że facet nie zdaje sobie sprawy z tego, że się zapętlił. Traktuje to jako sen. Dziwny co prawda, ale sen. I jaką, w istocie, rolę odgrywa scena w kościele? Czyżby miała jedynie zapewnić wypełnienie tematu w zakresie "Widziałem przyjście Pana..."? I jeszcze jedna rzecz. Przyszedł bo przestali wierzyć, ale dlaczego wyróżnił włóczęgę? I czy zapętlenie dotyczy całego świata? Albo coś przeoczyłem, albo Maximusie coś z pomysłu zachowałeś dla siebie.

Uderzyła mnie w tekście jedna rzecz i proszę fachowców o wypowiedź. Chodzi mi o pisanie z wielkich liter słów związanych z wiarą/k(K)ościołem. Rozróżnienie Kościół i kościół jest jasne, z resztą w tym wątku już ktoś o tym wspominał. Co do pisanie Bóg i bóg - OK, jakkolwiek mógłbym zgłaszać pewne wątpliwości, bo ni cholery nie rozumiem dlaczego pisanie z dużej litery ma zależeć od wyznania autora(?), czytelnika(?). W tym tekście pojawia się jeszcze "Stół Pański", "On" i "Pan". Czy ktoś może walnąć miniwykład w tym temacie?

PP

Rozumiem, chyba, co miało być przesłaniem tekstu, który jest opowieścią jakie mogą być niezamierzone skutki stosowania represji, tortur, itd.
Natomiast nie rozumiem:
- Gdzie jest fantastyka? Bo mam nadzieję, że ostatni akapit nie miał być jej przejawem? A, przy okazji - ten akapit wyjątkowo nie przypadł mi do gustu. Uderza w wysokie tony i niczego nie wnosi. Trochę się boję, że w nim może tkwić klucz interpretacyjny, ale nie potrafię go dostrzec.
- Dlaczego Antonia sprawia wrażenie, że ma zajoba (przepraszam za określenie) religijnego? Stało się to podczas przesłuchania?
- O co chodzi z tą walką w słusznej sprawie? Czy podłoże konfliktu jest religijne? To, IMHO, nie wynika z tekstu. Nie twierdzę, ze to jest naistotniejszy element, ale szukam wytłumaczenia dla tych cytatów biblijnych.
- Jeżeli moja interpetacja myśli przewodniej tekstu podana na początku jest słuszna, to dla mnie bardzo istotną informacją jest, czy w czasie przesłuchania Antonia była związana z jakimś ruchem oporu, czy też później została wykorzystana jako narzędzie?

EDIT: dodany PP
Ostatnio zmieniony pt, 12 wrz 2008 19:01 przez KPiach, łącznie zmieniany 1 raz.
Myślenie nie boli! Myślenie nie boli! Myślenie... AUĆ! O, cholera! To boli!

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14575
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 12 wrz 2008 19:00

Ja podejrzewam, że Max się bawił niecnie sakralizacją języka... Mam takie podejrzenie, niecne podejrzenie. Potem będę sprawdzać, bo akurat nie tekst Maximusa mam na stole sekcyjnym, ale dojdę.

Piasku: wielką (dużą) literą lub małą literą - piszemy wyrazy. Zawsze. Nie używaj rusycyzmu, którego lingwistyczne autorytety (wyższe ode mnie, olimpijskie) nie lubią. :P

Co do kwestii kiedy - podejrzewam, że to zależy w dużej mierze od celu. Jeżeli Autor chce podkreślić świętość wyrażenia, nadać mu kontekst wzniosły - używa dużych liter. Stąd Stół Pański (w sensie: ołtarz w kościele, symbol stołu z Ostatniej Wieczerzy - znowu nieprzypadkowo duże litery), a nie stół pański, czyli np. stół świeckiego władcy, arystokraty, etc. (nawet się mówi: okruchy/ochłapy z pańskiego stołu).

Wbrew pozorom, nie zależy to od wyznania Autora, lecz od jego wyboru środków ekspresji.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
KPiach
Mamun
Posty: 191
Rejestracja: śr, 18 sty 2006 20:27

Post autor: KPiach » pt, 12 wrz 2008 19:08

Jasne, że wyrazy, a nie słowa.

Zgodzę się z Twoją wykładnią pisowni, ale pod warunkiem, że za poprawne, oczywiście we wzniosłym kontekście, uznamy również pisanie z dużej litery np. wyrazu "Bóg", użytego w opowiadaniu, dajmy na to w modlitwie murzyńskiego szamana.
Myślenie nie boli! Myślenie nie boli! Myślenie... AUĆ! O, cholera! To boli!

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14575
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » pt, 12 wrz 2008 19:56

Nie wiem, czy to się uda przeforsować w Polsce, gdzie sakralizacja jest odruchem... :P
Ale tak, Autor ma prawo mówić "Bóg" w modlitwie szamana. Dlaczego nie?

I przepraszam, że tak niejasno. Piasku. Chodziło mi o to, że nie: "z małej/dużej lub wielkiej litery" - to ten rusycyzm. Przepraszam ogromnie za tę niejasność. Słowa i wyrazy - zajedno. Moja max wina za mącipole, które Ci rzuciłam.

A teraz trochę o kolejnym tekście z WT.

Varelse: Królestwo.
Dyktator, który nie potrzebuje aparatu władzy - bo sam nim jest.

Posterunki na granicy z Królestwem meldują zwiększające się stężenie nanorobotów Pana w rejonie przygranicznym. Przygotowania do inwazji, której nie da się powstrzymać.
Przejście narracyjne niezręczne, IMAO. Wiem, z historii w czas teraźniejszy, przeskok planów w opowieści. Ale niezręcznie. Zbyt ostre cięcie, nie jestem do niego przyzwyczajona, szczególnie, że narrator jest pierwszoosobowy. I szczególnie, że zaraz potem powie:
Próbowaliśmy. Wiedzieliśmy, gdzie mamy uderzyć.
No, trochę niepłynnie przechodzą te czasy. Ale to drobiazg. Językowo mnie nie drażniło nic. Czyta się. Tylko... No, właśnie. Tylko.

Valerse, mam wrażenie, że Ty nie opowiadasz historii, Ty opowiadasz światy.
Tworzysz je, kreujesz w wyobraźni, a potem dodajesz do nich fabułę i hop – jest tekst na WT. Nie, żeby mi się nie podobały Twoje światy. Podobają mi się. Lubię je nawet. Ten też lubię. Z tej kreacji można napisać dwie powieści. Jedną, dość prostą, o konflikcie Dyktatury i Indywidualizmu, a drugą – o upadku Dyktatury pod wpływem sakralnej mocy entropii.
Nie żartuję. Uważam nawet, że ta druga powieść byłaby lepsza.

Problemem jest, jak mi się wydaje, sposób, w jaki opowiadasz. Najpierw rysujesz tło: skąd i co się wzięło. Potem jest akcja śladowa: nie opisujesz szczegółów (jak napadli na Winnicę, etc.), lecz rezultaty: próbowaliśmy i przegraliśmy. A teraz Dyktator przyjdzie i nas pochłonie. Ale jest nadzieja, że entropia go załatwi za jakiś czas. Koniec.

Spróbuj ten tok opowieści odwrócić. Spróbuj zacząć od tego, że narrator opisuje klęskę i mówi trochę o sobie. Potem wyjaśnia, kim jest ten, co klęskę zadał. Na czym polegał konflikt. I skąd ta nadzieja w entropii? Owszem, o ile moja humanistyczna, upośledzona fizycznie pamięć podpowiada mi dobrze, chodzi o to, że nie ma układów doskonałych, bo w każdym jest entropia, która go wcześniej czy później rozwali od środka. Ale dlaczego narrator spogląda z takiej perspektywy? Podoba mi się, że upatruje w tym Bożej sprawiedliwości, że entropia jest narzędziem prawdziwego Boga, która zniszczy uzurpatora i fałszywego idola. Rezonuje mi w humanistycznej duszy to jak najbardziej. Ale to za mało, Valerse.

Ponieważ nie rozumiem narratora. Nie rozumiem, dlaczego jedyną nadzieję widzi w entropii. Nie przekonałeś mnie, że to ma znaczenie.

A przecież mogłeś – gdybyś wskazał, że ci pokonani będę żyli (egzystowali?) w Dyktaturze, że staną się niewolnikami (w Winnicy choćby). Ale nie na wieki, bo jest entropia. Owszem, wtedy ta nadzieja jest zrozumiała. Czegoś po prostu mi zabrakło mi w ciągu opowieści.

Nie próbuj, Valerse, opisywać świata. Spróbuj opisać, co się w tym świecie dzieje. Jeden epizod, ale nie kronikarski, a akcyjny, jak w filmie amerykańskim. Trochę dialogu. Trochę patosu. Trochę humoru. I stwórz bohatera. Z krwi i kości. Tutaj jest taki potrzebny, by stanowił przeciwwagę, kontrastował. Ponieważ po drugiej stronie konfliktu stoi dominus ex machina, a może rex ex machina. Czarny charakter jest, teraz potrzebny jest heros do utożsamienia przez czytelnika. Miksujemy et voila: mamy tekst interesujący i dobrze się wchodzący do głowy, a także tworzący więzi emocjonalne przy lekturze.
Ale skoro nie ma uczłowieczonego i pokazanego osobnika, zostaje tekst, który ma potencjał.

Bo te wszystkie drobiazgi, jakie tak rzucasz mimochodem, są urzekające dla mnie:
Dyktator, który nie potrzebuje aparatu władzy - bo sam nim jest.
Myśli podążają wszelkimi możliwymi torami, rozgałęziając się i tworząc drzewo koncepcji, z którego Pan zbiera owoce - wynalazki.
Entropia, która nie pozwala stworzyć raju na ziemi, nie pozwala też stworzyć piekła.
I przed oczyma duszy mojej widzę utwór, jaki mógłbyś napisać, Valerse...

Nad kreskę, oczywiście.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
PP
Fargi
Posty: 354
Rejestracja: śr, 19 kwie 2006 11:16

Post autor: PP » pt, 12 wrz 2008 22:36

KPiach pisze:- Gdzie jest fantastyka? Bo mam nadzieję, że ostatni akapit nie miał być jej przejawem? A, przy okazji - ten akapit wyjątkowo nie przypadł mi do gustu. Uderza w wysokie tony i niczego nie wnosi. Trochę się boję, że w nim może tkwić klucz interpretacyjny, ale nie potrafię go dostrzec.
Fantastyki nie, przyznam się. Niby można by to majaczenie podciągnąć, ale na pewno nie będę się upierał, że nim było. A nie chciałem też do tekstu jakiś gadżetów wrzucać, tylko po to aby można było powiedzieć, że jest to fantastyka.

Tak, ostatni akapit zawiera klucz interpretacyjny. Natomiast przyznam, że może być niezrozumiały (to swoją drogą), czy raczej niekorespondujący dostatecznie z resztą utworu.
Co poeta miał na myśli odnośnie poszczególnych zdań mogę wyjaśnić, jeśli będzie ktoś zainteresowany.
- Dlaczego Antonia sprawia wrażenie, że ma zajoba (przepraszam za określenie) religijnego? Stało się to podczas przesłuchania?
No tak, teraz widzę, że mogłem jakąś informację zapodać, np. zasugerować, że od zawsze w czasie gorączki, po zażyciu narkotyków itp., staje się czymś na kształt 'szalonej wieszczki'

- O co chodzi z tą walką w słusznej sprawie? Czy podłoże konfliktu jest religijne? To, IMHO, nie wynika z tekstu. Nie twierdzę, ze to jest naistotniejszy element, ale szukam wytłumaczenia dla tych cytatów biblijnych.
- cytaty nie do końca świadome, może poza krzewem winnym
- 'w słusznej sprawie' - po części miała też końcówka wyjaśnić. Chodziło tu o poczucie walki w słusznej sprawie, a nie samą słuszną sprawą.

Teraz widzę, że powinienem jasno sprecyzować podłoże konfliktu. Miał być religijny. Wtedy końcówka byłaby jaśniejsza i współgrała z resztą.
- Jeżeli moja interpetacja myśli przewodniej tekstu podana na początku jest słuszna, to dla mnie bardzo istotną informacją jest, czy w czasie przesłuchania Antonia była związana z jakimś ruchem oporu, czy też później została wykorzystana jako narzędzie?
- w założeniu autora była niewinna w czasie przesłuchania.

Dziękuję KPiach. :))

Co do pytania: O czym to było? Nie wiem czy mam już mówić, czy się jeszcze wstrzymać? Bo jak powiem, to może będzie łatwiej wskazać gdzie popełniłem błąd. ;)
Pytający :))

Awatar użytkownika
Varelse
Dwelf
Posty: 511
Rejestracja: czw, 13 lip 2006 11:12

Post autor: Varelse » pt, 12 wrz 2008 23:43

Dobra. No to lecę dalej.

Xiri

Dobre. Apokalipsa w wersji uwspółcześnionej, zastępy aniołów zamiast z mieczami to z karabinami, a wszystko opisane językiem humorystycznym... Byłby kandydat na głos, chociaż, jak na razie, Rubens miałby większe szanse.

Nath

Dobra puenta. Błędów trochę, interpunkcyjne mi się rzuciły w oczy (one mi się jakoś najbardziej rzucają), parę może nie zgrzytów, ale miejsc dziwnie brzmiących - typu "świat posypał się." Mimo to ogólnie oceniam na plus.

Radioaktywny

Pomysł dobry. Puenta jakoś nie wybrzmiała, nie wiem, dlaczego. I nie wiem, czy inkwizycja, jako instytucja dość wysoko zorganizowana, mogłaby powstać w postapokaliptycznym świecie. Ale to niekoniecznie jest zarzut, bo niewykluczone, że mogłaby. Stylistycznie bez zarzutu.

<Co ja tak trzy teksty z rzędu chwalę? Najwidoczniej radio taga trip-hop z lasta gra zbyt uspokajającą muzykę. Ale idźmy dalej>

Buka

Tego tekstu nie uratuje ani bardzo uspokajająca piosenka Emilie Simon, która właśnie leci, ani nawet to, że wizja świata w nim przedstawiona dryfuje lekko w rejony gnostyczno-dickowskie. Zgrzytało mi co chwilę. Krótkie zdania na przemian ze zdecydowanie zbyt rozbudowanymi, błędy interpunkcyjne i inne, które pewnie dokładniej wyłuszczą łapanki. Pomysł sam w sobie, mimo swojej dickowskości, też mnie specjalnie nie poruszył, ale gdyby miał lepsze wykonanie, powstałby tekst co najmniej znośny.

Keiko

Duży plus za "kreatywne ujęcie tematu", czyli za Pana z greckiej mitologii. I to jest w zasadzie największa jego wartość, bo sam w sobie (bez kontekstu - tematu) się nie broni. Ale przecież piszemy pod temat i rozpatrywanie bez tematu w zasadzie nie ma sensu.
Tu i ówdzie pałętają się błędy interpunkcyjne. Poza tym nie rozumiem, dlaczego Taida słyszała słowa "tu jestem najpiękniejsza", skoro głos zza krzaków najwyraźniej był głosem Pana

Hundzia

Na temat ilości fantastyki w tym tekście chyba już rozgorzała dyskusja, której nie czytałem, więc nie będę się wypowiadał. Powiem tylko, że w moim subiektywnym odczuciu i zgodnie z moim własnym gustem literackim fantastyki jest tam za mało, i za mało nawiązuje on do tematu. Ale to nie jest w żadnym stopniu komentarz wiążący.
Znowu się natknąłem na błędy interpunkcyjne (przewrażliwienie czy po prostu autokorekta ich nie łapie, więc jest ich najwięcej?).
Zgrzytnęła też rzecz, o której pisała już Małgorzata - Pat recytuje coś po arabsku, a nikt nic nie zauważa. Przez to zastanawiałem się, kto tak właściwie wymawia te słowa - Pat czy młodzieniec? A może celnik? To było niedoprecyzowane.
Poza tym, dlaczego, skoro Pat jest tubylcem, czyli Amerykaninem, mówi w rodzinnym dialekcie gurani?

Urlean

Rzecz zalatuje Cardem - plus. Połaczenie SF i fantasy - drugi plus, za new weird jakoś nie przypadam, ale przynajmniej oryginalnie. Za humor (to znaczy konkretnie za czar Owrzodzenia) jeszcze jeden plus. Się przyczepię do tego, co mi się rzuciło w oczy "Mine eyes..." - "mine" się nie używa na początku zdania. Chyba że to jakaś staroangielszczyzna i tak brzmiał oryginał.

Varelse

W sumie Małgorzata rzecz trafnie zdiagnozowała, więc nie ma co komentować. Od siebie dodam tylko, że za bardzo chaotycznie toto napisane zostało.

Na tym koniec odcinka drugiego komentarzy.
Ale tak naprawdę nie miałbym nic przeciwko umieraniu, gdyby nie następowała po nim śmierć - Thomas Nagel


Szczury z Princeton, Nowa Fantastyka 9/2009

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14575
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » sob, 13 wrz 2008 00:04

Dziko boli mnie głowa. Szczególnie lewa półkula mnie boli, płat czołowy, pewnie boli mnie ośrodek mowy. Czuję, że podświadomość mi chce powiedzieć: NIE CHCE MI SIĘ Z WAMI GADAĆ! :P

No, to Mirael. Bo Mirael też się nie chciało ze mną gadać przez utwór - pokrewieństwo wyczuwam w mojej obecnej, męczeńskiej sytuacji.

Zdania krótkie i nerwowe - już zostało powiedziane, że jest z nimi niedobrze. Znaczy, same zdania nie są niedobre, wręcz przeciwnie. Niedobra jest jedynie monotonia. Zamęczasz odbiorcę nerwowym, szarpiącym rytmem, w którym nie ma miejsca na oddech. Czytanie Twojego tekstu, Mirael, to jak jazda po wyjątkowo paskudnych wertepach - chce się tylko, żeby ta rzucawka się skończyła, nie ma myślenia, nie ma przyjemności - jest tylko irytacja i ból nieszlachetnej części pleców. Albo nawet migrena.

Taki rytm służy do robienia szybkości. Do zwracania uwagi na fragmenty dynamiczne, chaotyczne, mające skonfundować odbiorcę. Ale nie możesz cały czas utrzymywać tego stanu oczadzenia, bo pytanie, jakie pozostanie, to sławetne: ale o ssso...?

Maximus wspomniał: długie zdanie-długie zdanie-krótkie zdanie. Albo: rozwinięte zdanie-rozwinięte zdanie-nierozwinięte zdanie/równoważnik. To jeden z podstawowych rytmów w polskiej narracji, nieśpieszny. Odwrócenie: krótkie zdanie-krótkie zdanie-długie zdanie, to rytm szybszy, do narracji dynamicznej bardziej. Z wariantem zdań nierozwiniętych i rozwiniętych, jak w poprzednim przykładzie.
Ot, na początek taki wzorzec.

Dobra, ale ten tekst nie chciał ze mną gadać, tylko od razu dał mi w głowę i zaczął mnie szarpać, przez co nie docierała treść kompletnie. Już na początku - kompletna konfuzja:
Głuchy krzyk. Czarownica zrywa się z posłania, zlana potem, rozdygotana. Szakal ocknął się. Wtulona w niego Blondyneczka - nie. Vega nadal spał spokojnie. Czarownica uwolniła się spod jego ramienia.
Ani Blondie, ani Vega nie odegrają w tej historii żadnej roli (prześpią całą, szczęściarze!), więc nie mam pojęcia, po co się tu ich wymienia z imion czy ksywek. Pewnie robią za sztuczny tłum, albo poduszki dla Szakala i Czarownicy. Ewentualnie, stanowią element zdobniczy, który ma na celu namieszanie jeszcze bardziej. Po pierwszym czytaniu zastanawiałam się, czy może Vega i Szakal, to jedna i ta sama osoba, a Czarownica jest Blondie. Co świadczy, że doznałam kontuzji w trakcie lektury. I konfuzji też, bo potem jeszcze na końcu raz są wspomniani. Że dalej śpią. No, właśnie...
Oparta plecami o Drzewo, zahipnotyzowana barwnymi światłami.
W moim kierunku zmierza Bestia.
Ten fragment był już cytowany, jako wpada narracyjna. Mnie się jednak wydaje, że to nie wpada narracyjna, lecz zwyczajna, żałośnie elementarna wpada gramatyczna: tożsamość podmiotów się po... yyy... popsuła się.
Bo niby dlaczego mam ostatniego zdania nie potraktować, jak inwersji i nie uznać, że to bestia zmierza. A na dodatek ta bestia jest oparta o drzewo i zahipnotyzowana. No, zwyczajnie - bełkot wyszedł.
Czy już mówiłam, że kiedy młodzi Autorzy zaczynają poetyzować, to najczęściej wychodzi im bełkot? To moje najnowsze odkrycie. :P:P:P

A potem robi się kompletny chaos. Nie wiadomo, czy Wilk to Szakal, czy może jednak nie. Miesza się okrutnie. A potem pojawia się facet kolejny, co mówi o sobie Duch. I pewnie miał być Wilkiem wcześniej, a przynajmniej Wilka zesłać? A po czym niby mam poznać tę łączność? Ot, tak - Autorskie chciejstwo.

Potem okazuje się, że Czarownica jest wyjątkowa wg Ducha. Po czym to poznał? Zapewne po tym, że dostała ataku epilepsji? Znowu, Autorskie chciejstwo, nic więcej, IMAO.

Nareszcie, na końcu, okazuje się, jak ma imię Czarownica (Lill), więc odpadają kwestie, czy jest blondynką. Nie, żeby to było istotne, ale co jest istotne w tym tekście?

No, właśnie. Co jest istotne? O co chodzi? Na czym polegała próba Czarownicy, po cholerę w ogóle ta próba się odbyła? I co właściwie się stało? Nie, żebym miała jakiekolwiek pojęcie. W tle kursywą leci cytat tematu - chyba po to, żeby się w temacie zatrzymać. Wokół latają archetypy i symbole. Oraz wielkie litery, które mają podkreślić wymiar i głębię znaczeń. Gdybyż jeszcze były znaczenia, to może doszukałabym się głębi. Ale nie ma znaczeń, bo nie ma celu opowieści. Jest ciąg obrazów (niejasnych i chaotycznych), które nie składają się w spójną opowieść.

Ach, po przeczytaniu mam niejasne wrażenie, że wiem, gdzie już widziałam te Szakale, Wilki, oniryzm i takie tam szamaństwo. Nie pamiętam tytułu - indiańskie mity, antropologia i feminizm. Pamiętam, że mi pożyczył Zbyszek Ceglarski. To się całkiem fajnie czytało, ale niewiele z tego zostało mi w pamięci, bo w zasadzie nie było o niczym ciekawym. Znaczy, o odnajdywaniu w sobie kobiety. Albo raczej Kobiety. Na archetypach i symbolach, w mitycznej prawdzie i takich tam. Próby, tkanie opowieści, przekraczanie progów dojrzałości i rozwoju, akceptacja śmierci i roli społecznej...
Płytko, IMAO. No, ale o czymś jednak to było, Mirael.

A u Ciebie? O czym było? Tkanie opowieści, to jedna z ról kobiet, Mirael. Strażniczka opowieści, to strażniczka tradycji, pośredniczka między starym i nowym, łączniczka w społeczności. (To z tego źródła, gdzie szakal i wilk, i próby, i księżyc w pełni, i takie tam inne). No? Jak chcesz pełnić tę rolę, Mirael? :P

Tekst nad kreskę, bo temat zacytowany i upchnięty.
Bez żalu bym go posłała w kosmos ze wszystkimi tekstami, które cytują temat. Chociaż nie byłoby to sprawiedliwe.
Sprawiedliwość jest mocno przereklamowana.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14575
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » sob, 13 wrz 2008 00:38

Tu kolejny tekst, który nie chce ze mną gadać. Ja z nim też nie chcę gadać, bo mi się nie podoba. Teraz boli mnie głowa i ucho. I brew. Nie wiem, co to znaczy, ale nie wróży dobrze temu tekstu.

Sheepy. Nie ma tytułu. Nie ma i już. Zapomniany został. Po co dawać wizytówkę, jak można cały tekst dać? W sumie, może racja. Nie mam pojęcia, jak ten tekst zatytułować. Może pod tym względem Autor i ja mieliśmy ten sam problem?
No, nie jestem zbyt kreatywna. Głowa mnie boli. A tekst nie chce ze mną gadać.

A czemu nie chce? Bo jest narrator. I on mówi do nas. Znaczy, do mnie i innych czytelników. I ten narrator nie jest człowiekiem, żyje w wyższym wymiarze. Ale ten narrator i jemu podobni nie znali zła i nie mieli wiedzy (jakiej? - skąd mam wiedzieć, narrator nie powiedział). Wiedzy tej nie mogli uzyskać zaglądając do naszego świata, tylko do wyższego wymiaru, gdzie Pan im zabronił zaglądać. Ale była ona i namówiła narratora, więc narrator zajrzał i ujrzał cytat z tematu.

Jasne, może coś o grzechu pierworodnym albo buncie aniołów powinno z tego mi wyjść w interpretacjach? A na jakiej podstawie? A nie wiem, a na interpretację nie potrafię się zdobyć, bo ten tekst stawia mi opór.

Jaki jest cel takiej narracji? Po co narrator zwraca się do odbiorcy? Nie tworzy się żadna sytuacja, to nie jest gawęda, nie ma przypowieści, nic to nie jest.
Na dodatek, co ma wyniknąć z opowieści? Po co narrator mi to opowiedział? Historia przy piwie? Nooo... Jakoś lepsze rzeczy wtedy słyszę.

Tekst nad kreską tylko dlatego, że temat zacytowany. I kompletnie nie mam pojęcia, po co?
Ten tekst najchętniej niesprawiedliwie wywaliłabym w kosmos.

edit: Migrena sięgnęła zenitu. Wszystkie teksty warsztatowe przestały ze mną rozmawiać, pewnie się obraziły, że spoglądam na nie krzywo. Może powinnam poczekać, aż znowu będą chciały ze mną gadać...
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14575
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » sob, 13 wrz 2008 11:40

Mózg przestał mnie boleć, ale pomyślałam, że jeszcze jeden tekst, który nie chce ze mną gadać, oszkaluję.

BMW "Rekrut"

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy po lekturze, to zakończenie.
Podczas kariery wojskowej Michał pisał tylko epinikia.
Przeleciałam tekst kilka razy w nadziei, że zrozumiem, po co mi ta informacja. Owszem, jest wzmianka, że bohater pisał wiersze o pokoju. Ale czy to ma znaczenie? Otóż, nie, ponieważ nie jest to eksponowanym elementem opowieści. Bohatera poznajemy na polu bitwy - walczy, zabija dzieci, traci kochankę i kumpelę z oddziału. Okazuje się, że cała ta walka była tylko symulacją, bo tak naprawdę bohater jest w farmakologicznym transie, po którym będzie z niego zrobiony żołnierz. I wtedy pada wzmianka o pisaniu. Na koniec stwierdzenie, że był żołnierzem.

Źle zrobiony kontrast. Prawdopodobnie, źle skonstruowana fabuła, jeżeli mam oceniać po zakończeniu, Autorze. Pytanie brzmi bowiem: o czym opowiadasz? O poecie-pacyfiście, z którego zrobiono żołnierza i który talent do irenistycznych wierszy zmienił na talent do poezji ku chwale zwycięzców podczas wojny? Czy może opowiadasz, Autorze, o tym, jak się robi z człowieka żołnierza, jak bezwzględny system dopasowuje jednostkę do potrzeb społeczności toczącej wojnę? Czy może jeszcze o czymś innym?

Tak do końca nie wiem, o czym to jest. Zakończenie wskazuje, że o Michale i jego straconej poezji pacyfistycznej. Reszta jednak nijak mi nie pasuje do tej konkluzji. Reszta jest o tym, jak zrobiono z faceta żołnierza przy pomocy środków farmakologicznych. Dwie różne opowieści tu są, IMAO. Może dlatego nijak ten tekst do mnie nie mówi? Bo jest taki... schizofreniczny troszkę?

Ach, temat warsztatów wciśnięty na siłę mi się wydaje, sztuczny i niedopasowany do całości. Dobrze, że Bebe mi pokazała palcem, gdzie ten temat znalazł realizację, bo nie zauważyłam w pierwszej chwili i miałam ochotę wywalić tekst. Nie, oczywiście, tekst poszedłby nad kreskę.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
mirgon
Mamun
Posty: 133
Rejestracja: pt, 16 lis 2007 09:59

Post autor: mirgon » sob, 13 wrz 2008 11:41

Małgorzato, dziękuję za komentarz, wskazówki zapadły w serce, mam nadzieję, że do kolejnych warsztatów nikt ich ze mnie nie wyrwie. Trudno mi się "nie zgodzić" z Tobą, aż do bólu idziesz mi w sukurs, jeśli mogę to tak nazwać.
Małgorzata pisze: Fantastyczna ucieczka od podstawowego obszaru skojarzeń generowanych tematem warsztatów, czyli Mirgona "Mubusu".
Po takim początku (nie jesteś facetem, by ważne było jak zakończysz) przyjąć mogę dużo i choćby kalumnii.
Małgorzata pisze:Afryka dzika odkryta po raz kolejny przez fantastykę. Dobrze. Egzotyka uwolniła Cię, Autorze, od konieczności trzymania się Pisma.

Uwolniła jak uwolniła, drżę jak osika na wietrze, że ktoś mi jakieś nieścisłości znajdzie - ile mam wiedzy na temat czarnego lądu (i Tomka;) to mam, ale czasu w ząb nie miałem by sprawdzić kilka rzeczy.
I tylko tak się mogę usprawiedliwiać - brakiem czasu - mało brakło a nie wysłałbym tekstu, ale czytając Twoje uwagi cieszę się że machnąłem ręką.
Małgorzata pisze: Tu się zastanawiam, czy kobry plują jadem? Wiem, że jakiś wąż pluje, ale za cholerę nie mam pojęcia, czy akurat kobra to jest. Pytanie do Autora, rzecz jasna. Bo jeżeli to nie kobra - porównanie cokolwiek niespójne. A jeżeli kobra, należało jednak sprecyzować, która (ta, co pluje, rzecz jasna).
Afrykańska kobra plująca - właśnie znalazłem w wikipedii, na potwierdzenie.
Małgorzata pisze:
Moi bracia widzieli zwłoki Mubusu, niech w ogniu zobaczą jego narodziny.
Tu, Autorze, zapomniałeś, że:
jedno ze zdań na początku pisze:Wnet zostałem sam, bracia pobiegli do wioski głosić koniec
A kiedyż to wzmiankowani bracia wrócili? Obszar nieciągłości fabularnej, proszę Autora.
No tak... cięcia zrobiły swoje. Wrócą jak zobaczą ogień. A że wioska blisko... Ale póki co to tylko my o tym wiemy, sza. :)

Małgorzata pisze:Poza tym, czemuś mi się Twój język, Autorze, nie podoba. Może to wina maniery językowej z "wnet", "wraz". Nie mam pojęcia, co mnie irytuje w Twoim języku, ale intuicyjnie czuję, że jest w tym snobizm albo jakieś zadęcie. Mój gust - podkreślę dla jasności. Uwaga taka poboczna.
Język, snobizm, zadęcie jakieś - ciężko mi powiedzieć cokolwiek na ten temat. Ja tego z wiadomych powodów nie widzę. I to raczej nie wina "wnetów", "wrazów" czy "zeniów" - jeśli miałby to być problem mojego języka, a nie tego tekstu - normalnie nie używam. Może po następnym tekście pojawią się dodatkowe wskazówki.
Małgorzata pisze:Widać, że były cięcia niewprawne do limitu.

Tak, były; ok 1500 znaków w półtorej godziny. Ale nie tylko to. Wiele przeoczyłem a o paru rzeczach nawet pojęcia nie miałem, a po przeczytaniu Twojego komentarzu, stały się takie proste; choćby wymazanie myśliwego, a nawet rodziny lorda W.
Dodam, że nie mam pewności czy w 3000 znaków bym sprostał temu tekstowi po uwzględnieniu Twoich uwag. Za mało mnie jeszcze.
Dead man dance, dead man dance, stary...

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » sob, 13 wrz 2008 11:43

Mała uwaga odnośnie mojego tekstu.
świat zmienił się nie do poznania niebo było czerwone, istniały tylko rozwaliny, Odra wyglądała jak ciekły ołów, ludzi gdzieś wymiotło.
Między pogrubionymi wyrazami powinien być dwukropek, a czemu go nie ma, to nie wiem. Musiał gdzieś uciec. Mam go u siebie na dysku, jak i był również w tekście wysłanym na forum.

========================================
Pierwsze wrażenie: O <brzydkie słowo>, ale tego dużo!
Naprawdę rozmontowaliście mnie, autorzy. Tylu chętnych się zebrało, pomimo małej ilości czasu i dość trudnego tematu. Widzę kilka weteranów, a tak to sama świeża krew. O! Jest nawet Achika. Zapowiada się więc ciekawie.
W dwie minuty istnienia tematu (tak się złożyło, że weszłam na laptopa znajomej dosłownie sekundy przed jego założeniem, tematu oczywiście), a już było 27 wyświetleń. No to będzie się działo. Do grudnia chyba będziemy to omawiać.

Przeleciałam na szybkiego wszystkie teksty i wiem już, co będzie tym razem żabką: będzie nią religia, głównie motywy chrześcijańskie (choć spodziewałam się, że parę osób napisze o atakach na WTC i Pentagon).

Skomentuję wszystkie teksty, ale nie wiem kiedy. Może to potrwać miesiąc, dwa albo ćwierć miesiąca. Napiszę, jak dam radę. Na początek trzy, jak leci.

Lost_Soldier: Grona Zemsty

Pierwszy tekst a już widzę pierwsze minusy, a konkretniej pójście na łatwiznę i przepisanie żywcem zdania z warsztatów oraz niezbyt wyszukany tytuł. Później jest, na początku dialogu, użycie wprzód zaimka "niego" zamiast rzeczownika określającego konkretną osobę. Bo kim dla wyobraźni czytelnika budującej uniwersum jest bezimienny "on"? Zamiast "niego" powinno być użyte słowo "kapłan", uważam. Kolejny mankament to "kościół", jako instytucja, napisany z małej litery. Gdybyś określał ceglasty gmach, wówczas mógłbyś napisać "kościół" z małej, ale nie w przypadku instytucji.
My, Europejczycy, urośliśmy w siłę. Skolonizowaliśmy Marsa, ostudziliśmy zapały Chińczyków i Rosjan, stworzyliśmy nawet stuprocentowo bezpieczny środek antykoncepcyjny!
Marsa tak, udobruchać inne kraje też, ale hurma zjednoczonych krajów wymyślająca środek antykoncepcyjny, to, uważam, lekka przesada. Wszelkie wynalazki odkrywa grupa ludzi, sponsorowana przez kogoś, będąca pod czyimi auspicjami, a w tym przypadku "Europejczycy", jak wynika z tekstu, użyłeś w znaczeniu politycznym.
Nie pozwolimy mu na drugi Potop.
Zgodnie z Biblią nie będzie nigdy drugiego potopu, wbrew temu, co mówią zwolennicy Geryla i studenci kodu da Vinci czy jakichś zwojów z piramid. Kto ma Biblię ST i NT może sprawdzić: Księga rodzaju 9,11. "Zawieram z wami przymierze, tak iż już nigdy nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię".

Tekst bynajmniej nie wciąga, spływa po umyśle jak woda po kaczce. Za dużo w nim patosu. Przyznam, że przy pierwszym czytaniu mi się nie podobał (myliło mi się, kto jest kto i nie zrozumiałam treści), dopiero za drugim razem go zrozumiałam, uznałam, że może być. Dialog czyta się ciężko. Okrutnie postąpiłeś z Jezusem, trochę mnie to wstrząsnęło. Ale to Twój tekst i twój pomysł. Ja z kolei wolę inwersję: czyli ludzie to skazane na straty robactwo, które nigdy do pięt nie sięgnie bogom. Dlatego tak zawsze oburzam się, jak ludziom, którzy są tak naprawdę inteligentnymi, okrutnymi zwierzętami, coś wychodzi. Oczywiście rozmawiamy o fantastyce bazującej na mitologii.
===============================================================
Mirael: Obrazy, Pustkowie i Próba
To samo co wyżej: pójście na łatwiznę i, praktycznie, wklejenie warsztatowego cytatu.
Król Byk
O którego boga tu chodzi? Czyżby tego ze starożytnego Egiptu?
Najstarszy z Bogów?
A ten to chyba Ometeotl?
Głuchy krzyk. Czarownica zrywa się z posłania, zlana potem, rozdygotana. Szakal ocknął się. Wtulona w niego Blondyneczka - nie. Vega nadal spał spokojnie. Czarownica uwolniła się spod jego ramienia.
Tu mi się strasznie namieszało. Zupełnie nie wiem kto jest kto. Nie wynika również z tego, czy Twój tekst jest stylizowany czy raczej odnosi się do współczesności. Dalej mamy, że bohater sięga po papierosa, czyli współczesność, lecz taka informacja powinna pojawić się wcześniej, w chwili, gdy czytelnik kreuje "rdzeń" w wyobraźni.
poorane złomami betonu
Złom odnosi się do metalu, a beton metalem nie jest (beton=cement+kruszywo+woda), chyba, że chodziło Ci o jakiś beton inkrustowany metalowym stopem, bo takich jest wiele. No ale to też nie będzie złom, jeśli patrzeć na procentowe zawartości metalu.

Reasumując. Nie podobało mi się, bo: krótkie zdania, chaos, nie rozumiem, co, gdzie i jak. Użyte zostały same niepowiązane ze sobą symbole, przynajmniej ja nie widzę między nimi żadnych zadzierzgniętych więzi. Jakby wszystko zostało rzucone garściami na hura, tylko po to, by było ładniej i ciekawiej. Słowem: nic nie rozumiem. Szakal to ksywka czy bóg? Twoje drzewo symbolizuje Drzewo Świata? Wilk to jakaś konkretna bestia wzięta z któreś kultury czy przypadkowe, agresywne zwierzę? Co znaczy zagadkowe "wrócę" na końcu? I tak dalej...
=============================================
FMeier: Fakty

Plusik za formę tekstu, czyli relację z miejsca zdarzenia.
Będziecie smażyć się w piekle na wieczność
Pewnie to zbieg okoliczności, ale identyczne słowa powiedział Betruger w grze komputerowej Doom3.
Nawet atecy sprzeciwiali się prohibicji, wymachiwali bronią i klęli proroka
Trochę dziwne, że ludzie na placu mieli broń. Jak ktoś stoi na cokole i krzyczy, to raczej zbierają się zwyczajni gapie, a nie uzbrojeni gapie.
Cały czas trwa zbieranie szczątków zwłok Mahometa.
Wystarczyło szczątków, bez zwłok, albo "szczątków/resztek denata".
Do tej akcji terrorystycznej przyznało się kilka ugrupowań ortodoksyjnych islamistów działających na terenie Iraku i Afganistanu.
Dlaczego to jest akcja terrorystyczna? Jak dla mnie to tylko agitacja dla ciemnych umysłów i nic więcej. Uważam ponadto, że "ortodoksyjnych" jest niepotrzebne. Skoro są to islamiści, to wiadomo, że chodzi o rasowych wiernych.
A za chwilę w Faktach dlaczego prezydent nie powinien organizować balu z okazji 11 listopada.
He, he. Milutkie.

Ogólnie do tekstu nic nie mam. Czyta się wygodnie, nie jest to chaos jak w tekście powyżej ani zbyt patetyczny dialog, jak w pierwszym tekście. Język w porządku. Fabuła (w sumie trudno mówić w przypadku relacji o fabule) przeciętna. Nie wyszło Ci tylko z tytułem: jest mocno nijaki.

Zablokowany