Co autor wiedzieć powinien - czyli kilka zasad pisania.

czyli jak nie wpaść na minę.

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
Kruger
Zgred, tetryk i maruda
Posty: 4518
Rejestracja: pn, 29 wrz 2008 14:51
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Kruger » śr, 04 sie 2010 14:28

Meynardowi chyba chodzi o to, by nie podporządkowywać fabuły przesłaniu. Czyli nic się nie stanie, jeśli obok fabuły bądź przypadkiem pojawi się w tekście takie przesłanie, natmiast lepiej unikać pisania fabuły i konstruowania zdarzeń w taki sposó, by spełnić przesłanie.
W praktyce to może być trudne, rozgraniczyć te sytuacje - IMO.
"Trzeba się pilnować, bo inaczej ani się człowiek obejrzy, a już zaczyna każdego żałować i w końcu nie ma komu w mordę dać." W. Wharton
POST SPONSOROWANY PRZEZ KŁULIKA

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 16973
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » śr, 04 sie 2010 14:48

Tu chodzi o natrętne moralizowanie, jak przypuszczam. I tak, o podporządkowanie fabuły przesłaniu. Bo - cokolwiek mówiłby Meynard - jedno jest pewne: przesłanie jakieś być musi, konkluzja nadrzędna, porządkująca wymowę utworu. Żadnych dużych liter, rzecz jasna, żadnego patosu. Coś jednak być musi. :P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Alfi
Inkluzja Ultymatywna
Posty: 23133
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 10:29

Post autor: Alfi » śr, 04 sie 2010 15:35

hundzia pisze:Alfi, chwała ci na niebiesiech, żeś zebrał to w końcu w jedną całość, o ile pamiętam podawałeś linki we fragmentach w miarę tłumaczenia, ale...
Dlaczego i jak przybyły na Ziemię? oni się do Ziemi? Kim są bohaterowie tekstu?
awarii. Bez mocy co najmniej trezch z nich statek dowodzony przez kapitana Nicolasa Héberta rozbije się w zderzeniu ze słońcem za niecałe 15 minute!
Porównywałem tekst oryginalny z translacją automatyczną, dla oszczędności czasu zostawiając zdania, ktore w tej ostatniej wyszły poprawnie, a resztę kasując. Tego nieszczęsnego "oni się do Ziemi" chyba zapomniałem wykasować przez nieuwagę. Dalej są literówki. W zdaniu chodzi o moc silników, które uległy awarii. Tłumaczyłem dość zgrubnie, nie szlifując, no i wyszło jak wyszło. Mea culpa. Pewnie takich momentów jest tam więcej.
Le drame de notre temps, c’est que la bêtise se soit mise à penser. (Jean Cocteau)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 16973
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » śr, 04 sie 2010 17:07

Trochę poprawiłam, ale nie wszystko zauważyłam.
Wrzuciłam formatowanie też, żeby łatwiej było czytać.
Znaczy, mea culpa też. :)))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
hundzia
Złomek forumowy
Posty: 5572
Rejestracja: pt, 28 mar 2008 23:03
Płeć: Kobieta

Post autor: hundzia » śr, 04 sie 2010 19:30

Niech wam bozia w dzieciach wynagrodzi :) Bo to cenny i ciekawy poradnik.
Wzrúsz Wirúsa!
Wł%aś)&nie cz.yszc/.zę kl]a1!wia;túr*ę

Awatar użytkownika
Alfi
Inkluzja Ultymatywna
Posty: 23133
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 10:29

Post autor: Alfi » śr, 04 sie 2010 19:35

Małgorzata pisze:Tu chodzi o natrętne moralizowanie, jak przypuszczam. I tak, o podporządkowanie fabuły przesłaniu. Bo - cokolwiek mówiłby Meynard - jedno jest pewne: przesłanie jakieś być musi, konkluzja nadrzędna, porządkująca wymowę utworu. Żadnych dużych liter, rzecz jasna, żadnego patosu. Coś jednak być musi. :P
Moim skromnym zdaniem, tekst powinien być jednością. Styl, język, fabuła, kompozycja, przesłanie - wszystko powinno z sobą współgrać. Przesłanie raczej powinno wynikać z faktów, a nie być wyrażone expressis verbis. To samo zresztą dotyczy elementów rzeczywistości, które trzeba czytelnikowi wyjaśnić: jak najmniej języka dyskursywnego, a jeśli już, to w małych dawkach.
Le drame de notre temps, c’est que la bêtise se soit mise à penser. (Jean Cocteau)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 16973
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » śr, 04 sie 2010 19:45

I z tym zgadzam się w pełni. :)))
Nie mogę się zgodzić na tekst bez przesłania (w sensie właśnie porządkującej myśli, konkluzji - najlepiej wynikającej PO lekturze, nie w trakcie). Może to mój gust - nie lubię tekstów miałkich, o których zapominam natychmiast po przeczytaniu, których nie umiem nawet streścić. Czemuś zależność z przesłaniem mi wychodzi w tym...
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Albiorix
Klapaucjusz
Posty: 2055
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » śr, 04 sie 2010 20:00

Co jest nie tak z językiem dyskursywnym, jakiś przykład może?
nie rozumiem was, jestem nieradioaktywny i nie może mnie zniszczyć ochrona wybrzeża.

Awatar użytkownika
neularger
Wielki Cybernator Koronny
Posty: 7009
Rejestracja: śr, 17 cze 2009 21:27
Płeć: Mężczyzna

Post autor: neularger » śr, 04 sie 2010 20:04

Ja myślę, że Meynardowi nie chodziło o przesłanie stanowiące element dzieła w takim sensie w jakim Margo uważa. Znaczy, coś co po skończonej lekturze powstrzymuje mnie mnie przed zadaniem pytania "A o co chodzi?" albo "Po co to zostało napisane?". Raczej przestrzegał przed tworzeniem dzieł ilustrujących pewne idee i "przycinanych" pod nie. Dobrym przykładem może być dzieuo Romana B. omawiane w wątku Czystki, ewidentnie pisane pod poglądy polityczne pisarza.
You can do anything you like... but you must never be rude. Rude is being weak.
Ty, Margoto, niszczysz piękne i oryginalne kreacje stylistyczne, koncepcje cudne językowe.
Jesteś językową demolką.
- by Ebola ;)

Awatar użytkownika
Alfi
Inkluzja Ultymatywna
Posty: 23133
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 10:29

Post autor: Alfi » śr, 04 sie 2010 20:10

Albiorix pisze:Co jest nie tak z językiem dyskursywnym, jakiś przykład może?
Informacja przypominająca wykład albo notatkę prasową, mówiąc w dużym uproszczeniu.
Różni autorzy unikają tego na różne sposoby: a to wplatają ważne informacje w dialog (też ryzykowne), albo wplatają w mniej lub bardziej dynamiczną relację z działań/przeżyć bohatera...
Le drame de notre temps, c’est que la bêtise se soit mise à penser. (Jean Cocteau)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 16973
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » śr, 04 sie 2010 20:24

Wspomniane dzieło Romana B. będzie dobrym przykładem w kwestii właśnie języka dyskursywnego. Oraz np. pierwsze opowiadania Szczepana Twardocha ("Obłęd rotmistrza...") - gdzie bohaterowie tylko wygłaszają tyrady na tematy różne, chyba głównie historyczne.
Rzecz jasna, to bynajmniej nie wyczerpuje zbioru, nie.

Tak mi się jeszcze przypomniało, czyli to jest edit:
Alfi, ale to wplecenie w dialog i przeżycia - to nie jest jeszcze takie ciężkostrawne. O ile wyjdzie, rzecz jasna.

Literatura socrealna, udowodniła, że jednak jest z tym problem.
A "Matki" Gorkiego nie dało się czytać bez zwichnięcia szczęki.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Alfi
Inkluzja Ultymatywna
Posty: 23133
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 10:29

Post autor: Alfi » śr, 04 sie 2010 21:01

Małgorzata pisze:
Alfi, ale to wplecenie w dialog i przeżycia - to nie jest jeszcze takie ciężkostrawne. O ile wyjdzie, rzecz jasna.
O ile pamiętam, tu trochę grzechów ma na sumieniu np. Verne i paru jego naśladowców. Są takie dialogi w konwencji "rozmowy mistrza z uczniem", w którym ten pierwszy "siedzi na szezlongu i tłomaczy", a ten drugi zadaje pytania, bo chce więcej wiedzieć.
Oczywiście przemycanie informacji w dialogu, albo w narracji spersonalizowanej, jest lepsze niż exposé.
Le drame de notre temps, c’est que la bêtise se soit mise à penser. (Jean Cocteau)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 16973
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » śr, 04 sie 2010 21:09

I fantastyka złotego wieku - gdzie zawsze jest jakiś uczeń/córka naukowca/dziennikarz. I im trzeba wszystko tłumaczyć też... :P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
mr.maras
C3PO
Posty: 887
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 14:34

Post autor: mr.maras » ndz, 04 gru 2011 16:51

Elmore Leonard's Ten Rules of Writing

These are rules I’ve picked up along the way to help me remain invisible when I’m writing a book, to help me show rather than tell what’s taking place in the story. If you have a facility for language and imagery and the sound of your voice pleases you, invisibility is not what you are after, and you can skip the rules. Still, you might look them over.

1. Never open a book with weather. If it’s only to create atmosphere, and not a character’s reaction to the weather, you don’t want to go on too long. The reader is apt to leaf ahead looking for people. There are exceptions. If you happen to be Barry Lopez, who has more ways to describe ice and snow than an Eskimo, you can do all the weather reporting you want.

2. Avoid prologues.

They can be annoying, especially a prologue following an introduction that comes after a foreword. But these are ordinarily found in nonfiction. A prologue in a novel is backstory, and you can drop it in anywhere you want.

There is a prologue in John Steinbeck’s “Sweet Thursday,” but it’s O.K. because a character in the book makes the point of what my rules are all about. He says: “I like a lot of talk in a book and I don’t like to have nobody tell me what the guy that’s talking looks like. I want to figure out what he looks like from the way he talks. . . . figure out what the guy’s thinking from what he says. I like some description but not too much of that. . . . Sometimes I want a book to break loose with a bunch of hooptedoodle. . . . Spin up some pretty words maybe or sing a little song with language. That’s nice. But I wish it was set aside so I don’t have to read it. I don’t want hooptedoodle to get mixed up with the story.”

3. Never use a verb other than “said” to carry dialogue.

The line of dialogue belongs to the character; the verb is the writer sticking his nose in. But said is far less intrusive than grumbled, gasped, cautioned, lied. I once noticed Mary McCarthy ending a line of dialogue with “she asseverated,” and had to stop reading to get the dictionary.

4. Never use an adverb to modify the verb “said” . . .

. . . he admonished gravely. To use an adverb this way (or almost any way) is a mortal sin. The writer is now exposing himself in earnest, using a word that distracts and can interrupt the rhythm of the exchange. I have a character in one of my books tell how she used to write historical romances “full of rape and adverbs.”

5. Keep your exclamation points under control.

You are allowed no more than two or three per 100,000 words of prose. If you have the knack of playing with exclaimers the way Tom Wolfe does, you can throw them in by the handful.

6. Never use the words “suddenly” or “all hell broke loose.”

This rule doesn’t require an explanation. I have noticed that writers who use “suddenly” tend to exercise less control in the application of exclamation points.

7. Use regional dialect, patois, sparingly.

Once you start spelling words in dialogue phonetically and loading the page with apostrophes, you won’t be able to stop. Notice the way Annie Proulx captures the flavor of Wyoming voices in her book of short stories “Close Range.”

8. Avoid detailed descriptions of characters.

Which Steinbeck covered. In Ernest Hemingway’s “Hills Like White Elephants” what do the “American and the girl with him” look like? “She had taken off her hat and put it on the table.” That’s the only reference to a physical description in the story, and yet we see the couple and know them by their tones of voice, with not one adverb in sight.

9. Don’t go into great detail describing places and things.

Unless you’re Margaret Atwood and can paint scenes with language or write landscapes in the style of Jim Harrison. But even if you’re good at it, you don’t want descriptions that bring the action, the flow of the story, to a standstill.

And finally:

10. Try to leave out the part that readers tend to skip.

A rule that came to mind in 1983. Think of what you skip reading a novel: thick paragraphs of prose you can see have too many words in them. What the writer is doing, he’s writing, perpetrating hooptedoodle, perhaps taking another shot at the weather, or has gone into the character’s head, and the reader either knows what the guy’s thinking or doesn’t care. I’ll bet you don’t skip dialogue.

My most important rule is one that sums up the 10.

If it sounds like writing, I rewrite it.

Or, if proper usage gets in the way, it may have to go. I can’t allow what we learned in English composition to disrupt the sound and rhythm of the narrative. It’s my attempt to remain invisible, not distract the reader from the story with obvious writing. (Joseph Conrad said something about words getting in the way of what you want to say.)

If I write in scenes and always from the point of view of a particular character—the one whose view best brings the scene to life—I’m able to concentrate on the voices of the characters telling you who they are and how they feel about what they see and what’s going on, and I’m nowhere in sight.

What Steinbeck did in “Sweet Thursday” was title his chapters as an indication, though obscure, of what they cover. “Whom the Gods Love They Drive Nuts” is one, “Lousy Wednesday” another. The third chapter is titled “Hooptedoodle 1” and the 38th chapter “Hooptedoodle 2” as warnings to the reader, as if Steinbeck is saying: “Here’s where you’ll see me taking flights of fancy with my writing, and it won’t get in the way of the story. Skip them if you want.”

“Sweet Thursday” came out in 1954, when I was just beginning to be published, and I’ve never forgotten that prologue.

Did I read the hooptedoodle chapters? Every word.
po przeczytaniu spalić monitor

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 16973
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » czw, 29 gru 2011 14:17

Proponuję w wolnej chwili to przełożyć na polski. :)))
A poza tym, ponieważ nikt z Autorów się nie pofatygował, to niniejszym DZIĘKUJĘ, Mr.Marasie.
So many wankers - so little time...

ODPOWIEDZ