Zielonym trollom czasem jest niebiesko

czyli co nam w duszy gra - o muzyce fantastyczniej i fantastyce muzycznej

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Trolliszcze
Psztymulec
Posty: 996
Rejestracja: pn, 07 maja 2007 01:43

Zielonym trollom czasem jest niebiesko

Post autor: Trolliszcze » pt, 16 maja 2008 16:08

Czas najwyższy, żeby założyć wątek bluesowy dla pokrzywdzonej mniejszości wśród nas (bywalców forum, znaczy). Tak, zdaję sobie sprawę, że mogę być jedynym czytającym, ale zupełnie mnie to nie przeraża :))

Troll nie będzie linkować kawałków, które i tak wszyscy znają, a jeśli nawet nie znają, to przynajmniej coś im się obiło o uszy i udają, że znają. Żadnego BB Kinga, żadnego Mayalla i żadnego Claptona. Troll będzie linkować kawałki być może nieco mniej popularnych bluesmanów - a na pewno nieco mniej bluesowych, niż powinni być bluesmani w świadomości bluesowych purystów (fuj).

Kenny Wayne Shepherd Band - tak mi się przypomnieli ostatnio. Trzy kawałki, pierwszy dość stary i stosunkowo popularny, więc może się komuś obił o uszy. Mało bluesowy (pomijając klimat), choć urok gitary z pewnością doceni każdy miłośnik muzyki SRV:

Blue on Black

Drugi zdecydowanie bardziej klasyczny i grany na żywo - trolle bardziej cenią takie występy niż dokonania studyjne :) Kenny Wayne to oczywiście gościu ze Stratem:

Shotgun Blues

Trzeci kawałek nie dlatego, że lubię, tylko po to, żeby zilustrować, jak się Kenny popsuł z płytą The place You're in. Popsuł się, w moim odczuciu przekraczając cienką granicę, jaka dzieli rockującego bluesmana od rockmena, któremu się wydaje, że ma coś jeszcze wspólnego z bluesem. Poza tym odnoszę wrażenie, że ten kawałek to z jakiegoś soundtracku jest, ale nie chce mi się sprawdzać:

Alive

Potem była jeszcze płyta / DVD / projekt 10 Days Out: Blues from the Backroads. Nie miałem okazji słuchać, a szkoda, bo wygląda bardzo, bardzo ciekawie. Na pewno warto sięgnąć, jeśli ktoś ma bluesowe skrzywienie.

Poza tym Kenny MA tatuaż.

EDIT: Literówka.

Prosz, wyszukałem kawałek z 10 Days Out: Blues from the Backroads i myślę, że warto go dorzucić:

Prison Blues

Trolliszcze
Psztymulec
Posty: 996
Rejestracja: pn, 07 maja 2007 01:43

Post autor: Trolliszcze » wt, 27 maja 2008 13:16

Obiecywałem, że nie będzie Claptona - straszny ze mnie kłamczuszek. Będzie, ale w nietypowej konfiguracji z Lennym "Jedyne Co Mi W Życiu Wyszło to Włosy" Kravitzem. Kawałek znacznie mniej nietypowy - jeden z najczęściej granych klasyków muzyki rockowej (bądźmy szczerzy - to nie dzięki Dylanowi jest on dziś znany, ale dzięki panu Hendrixowi).

All Along the Watchtower. Uwielbiam to wykonanie - za gitarę oczywiście. Kiedy usłyszałem je po raz pierwszy, od razu zostały rozwiane moje wątpliwości, czy Clapton to genialny gitarzysta (a wtedy nie znałem go jeszcze zbyt dobrze). Uważam, że genialny, choć wielu może się ze mną nie zgodzić.

A przy okazji przeglądania filmików z Claptonem trafiłem na coś takiego. Urocze, szczególnie fragment o vibrato ;))

Wracając jednak do All Along the Watchtower - myślę, że najlepszą wariację evah stworzył Dave Matthews Band, co widać (a raczej słychać) między innymi o tu. Znów można się ze mną kłócić, ale przesłuchać co najmniej trzy razy należy. To mówię ja, zielony troll, dziś jakoś mniej niebieski niż zwykle, ale może to dobrze.

Awatar użytkownika
niewiem
ZakuŻony Terminator
Posty: 319
Rejestracja: wt, 27 gru 2005 14:13

Post autor: niewiem » wt, 27 maja 2008 15:12

Nie będziesz jedynym czytającym ten wątek. W najgorszym razie będzie nas dwóch.

Ogólnie idea zacna, tylko co ma np. All Along the Watchtower (najlepsze wykonanie - bezsprzecznie Henio ;) ) wspólnego z bluesem? Może to powinien być wątek gitarowy a nie bluesowy? Oczywiście Ty go założyłeś więc możesz go sobie nazywać jak chcesz :)

Z całym szacunkiem, Clapton ma tyle wspólnego z geniuszem co powiedzmy ja :)

Osobiście polecam takiego gościa z Teksasu, niespecjalnie znanego w Polsce (byłem na koncercie - wstęp był darmowy a ludzi niespełna setka, czyli może 10% tego co mogła pomieścić sala) - facet genialnie czuje gitarę, a że porusza się także w okołobluesowych tematach to chyba nie będzie nie na miejscu:

http://www.youtube.com/watch?v=YmOaDfYtfRA

http://www.youtube.com/watch?v=KaVVZYOvMFY

http://www.youtube.com/watch?v=jvVMaM9ecUI

http://www.youtube.com/watch?v=eFcKOhUQYwo

A tutaj gra Henia:

http://www.youtube.com/watch?v=4MViw7ri7Z4

A tu coś "okołohendrixowego":

http://www.youtube.com/watch?v=KgELKnnHtkc

Sporo tych linków ale i tak nie znalazłem tego, którego najbardziej chciałem znaleźć :)
Poruszanie się szybciej od światła jest niemożliwe, a już na pewno nie pożądane, bo zwiewa czapkę.

Trolliszcze
Psztymulec
Posty: 996
Rejestracja: pn, 07 maja 2007 01:43

Post autor: Trolliszcze » wt, 27 maja 2008 16:04

niewiem pisze:Nie będziesz jedynym czytającym ten wątek. W najgorszym razie będzie nas dwóch.
Jak miło, gość w domu mym. Nie musisz ściągać butów =)
niewiem pisze:Ogólnie idea zacna, tylko co ma np. All Along the Watchtower (najlepsze wykonanie - bezsprzecznie Henio ;) ) wspólnego z bluesem? Może to powinien być wątek gitarowy a nie bluesowy?
Wątek na pewno będzie gitarowy, ale z mocnym bluesowym skrzywieniem. Jeśli się trafi coś innego, to nic nie szkodzi, bo trolle nie zamykają się na nowe doświadczenia :)) A co ma wspólnego All Along the Watchtower z bluesem? Nie pamiętam już, kto to mówił (pewnie dlatego, że mówiło wielu), ale podobno muzyka rockowa nie istniałaby (a na pewno nie w takiej a nie innej formie), gdyby nie bluesowe inspiracje i vice versa. Można się zgadzać lub nie, bo można te inspiracje słyszeć lub nie - ja się zdecydowanie zgadzam. Hendrix zagrał All Along the Watchtower, inspirując wielu wykonawców rockowych, ale skomponował też Red House, inspirując wielu wykonawców bluesowych :)
niewiem pisze:Z całym szacunkiem, Clapton ma tyle wspólnego z geniuszem co powiedzmy ja :)
Cóż, może technicznie nie jest bogiem - ba, na pewno nie jest, w tej kategorii mam zupełnie innych faworytów. Ale bluesa, jak i gitarę, moim zdaniem czuje świetnie. Co innego zagrać kawałek wyćwiczony, a co innego postawić na scenie gitarzystę i kazać mu improwizować w bluesowym temacie. Clapton to potrafi.

Poza tym wziąłbym poprawkę i na to, że wielu młodych, rewelacyjnych gitarzystów czerpie z muzyki takich ludzi jak Clapton. Jak Beck, Jonhnson, Hendrix i wielu, wielu innych. W swoim czasie Clapton BYŁ muzykiem innowacyjnym - wystarczy zerknąć na ten podlinkowany kawałek wywiadu, w którym pokazuje, jak gra vibrato. Teraz wszyscy potrafią zagrać vibrato, właściwie trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś nie potrafił. Lubię młodych gitarzystów, którzy otwarcie przyznają się do takich inspiracji - jak Bonamassa, który wielokrotnie powtarzał, że zrzyna ze wszystkich. Trudno bowiem wymyślić coś zupełnie nowego, a wyjątkowość gitarzystów bierze się z charakterystycznego dla nich połączenia tych elementów "zerżniętych". Taki Bonamassa w wywiadzie mówi: słuchaj, teraz gram jak Clapton. A teraz jak Johnson. A to kopiuję od Becka. Na końcu gra cały kawałek, w którym łączy te elementy i robi to genialnie, to raz, i jak Bonamassa, to dwa.

Poza tym jak możesz wątpić w geniusz Claptona, skoro to Hendrix powiedział - o ile mnie pamięć nie myli, postaram się znaleźć cytat ;) - że chciałby grać jak Clapton? ;)

Wielkie CIACH.

Gościu z Teksasu bardzo, bardzo smakowity, posłucham więcej, to się może wypowiem :)

Awatar użytkownika
niewiem
ZakuŻony Terminator
Posty: 319
Rejestracja: wt, 27 gru 2005 14:13

Post autor: niewiem » wt, 27 maja 2008 16:38

Trolliszcze pisze: (...)muzyka rockowa nie istniałaby (a na pewno nie w takiej a nie innej formie), gdyby nie bluesowe inspiracje(...)
To oczywiste, ale idąc tym tokiem rozumowania nie byłoby również np. zespołu Metallica, bo "rock" to bardzo szerokie pojęcie i metal jest niewątpliwie jedną z gałęzi rocka, a taki Kirk Hammet sięgnął po wiosło zainspirowany Hendrixem. Można by rzec, że cała współczesna muzyka rozrywkowa wyrosła z bluesowych korzeni. Ja podszedłem do zagadnienia nieco inaczej - blues opiera sie na pewnym schemacie, zaś w "All Along..." tego schematu nie ma - jest prosta budowa A - G - fis która nie ma nic wspólnego z bluesem. Natomiast inspiracje bluesowe słychać jak najbardziej, tutaj pełna zgoda. Bo Henio potrafił grać bluesa jak mało kto, tego nie sposób zanegować.

Trolliszcze pisze:
niewiem pisze:Z całym szacunkiem, Clapton ma tyle wspólnego z geniuszem co powiedzmy ja :)
Cóż, może technicznie nie jest bogiem - ba, na pewno nie jest, w tej kategorii mam zupełnie innych faworytów. Ale bluesa, jak i gitarę, moim zdaniem czuje świetnie. Co innego zagrać kawałek wyćwiczony, a co innego postawić na scenie gitarzystę i kazać mu improwizować w bluesowym temacie. Clapton to potrafi.
Uff.. to temat rzeka. Zależy co rozumiemy pod pojęciem "technika". Jeśli jest to wyłącznie sprawność manualna, to nie tylko Clapton ale i Hendrix był gitarzystą dosyć przeciętnym technicznie. Gdyby jednak traktować technikę jako ogół środków służących komunikacji artysty z słuchaczem, to obaj wymienieni panowie są gitarzystami świetnymi technicznie. Jest wielu gitarzystów przebierających palcami z prędkością światła, którzy nie potrafią słuchaczowi przekazać żadnych emocji - o czym przecież doskonale wiesz. Tak więc ja oceniam całokształt - wrażliwość, dobry smak, muzykalność itd. - a nie ilość dźwięków na sekundę.
Trolliszcze pisze:Poza tym wziąłbym poprawkę i na to, że wielu młodych, rewelacyjnych gitarzystów czerpie z muzyki takich ludzi jak Clapton. Jak Beck, Jonhnson, Hendrix i wielu, wielu innych. W swoim czasie Clapton BYŁ muzykiem innowacyjnym(...)


Nie neguję klasy wymienionych przez Ciebie panów, tylko to słowo "geniusz" mi jednak nie pasuje. Clapton to wybitny gitarzysta; geniuszem był Hendrix ;)
Trolliszcze pisze:Poza tym jak możesz wątpić w geniusz Claptona, skoro to Hendrix powiedział - o ile mnie pamięć nie myli, postaram się znaleźć cytat ;) - że chciałby grać jak Clapton? ;)
Kurtuazja :)))

A wiesz co mówił Clapton o Hendrixie? ;)

Trolliszcze pisze:Gościu z Teksasu bardzo, bardzo smakowity
Szukałem bezskutecznie kawałka pt. "I remember Stevie" - takiego hołdu dla ziomala Andy'ego - SRV. Polecam.
Ostatnio zmieniony wt, 27 maja 2008 16:42 przez niewiem, łącznie zmieniany 1 raz.
Poruszanie się szybciej od światła jest niemożliwe, a już na pewno nie pożądane, bo zwiewa czapkę.

Trolliszcze
Psztymulec
Posty: 996
Rejestracja: pn, 07 maja 2007 01:43

Post autor: Trolliszcze » wt, 27 maja 2008 16:38

Na w/w okazję dwa ciekawe artykuły:

Jeden.
Dwa.
niewiem pisze:A wiesz co mówił Clapton o Hendrixie? ;)
Nom, lizali się nawzajem po jajkach ;) A artykuły powyżej i tak polecam, w żadnym razie nie w kontekście "który lepszy", bo też nie są tak napisane ;)

Awatar użytkownika
niewiem
ZakuŻony Terminator
Posty: 319
Rejestracja: wt, 27 gru 2005 14:13

Post autor: niewiem » wt, 27 maja 2008 16:53

Szósty zmysł podpowiada mi, że artykuły są arcyciekawe. Niestety w szkole miałem tylko języki rosyjski i niemiecki, a później byłem zbyt zajęty by znaleźć czas na naukę innych. Cała moja znajomość angielskiego opiera sie na pojedynczych słówkach wychwyconych podczas oglądania westernów puszczanych w sobotnie wieczory (dla odmiany od radzieckich filmów wojennych, które wyświetlano w pozostałe dni) w czasach kiedy byłem dzieckiem ;) Wiem, XXI wiek itd., wstyd przyznać, ale... to prawda.
Poruszanie się szybciej od światła jest niemożliwe, a już na pewno nie pożądane, bo zwiewa czapkę.

Awatar użytkownika
niewiem
ZakuŻony Terminator
Posty: 319
Rejestracja: wt, 27 gru 2005 14:13

Post autor: niewiem » śr, 28 maja 2008 08:22

niewiem pisze:(...)w "All Along..." tego schematu nie ma - jest prosta budowa A - G - fis (...)
Oczywiście A-G-F miało być. Nie wiem skąd mi do głowy przyszło to fis.
Poruszanie się szybciej od światła jest niemożliwe, a już na pewno nie pożądane, bo zwiewa czapkę.

Trolliszcze
Psztymulec
Posty: 996
Rejestracja: pn, 07 maja 2007 01:43

Post autor: Trolliszcze » śr, 04 cze 2008 03:00

Czas na Bonamassę - znowu! Oczywiście że nie mogło go tutaj zabraknąć.

Można się z Trollem zgadzać bądź nie (może nawet lepiej nie, w końcu Troll wymaga karmienia), ale Bonamassa to w tej chwili najbardziej uzdolniony młody gitarzysta w tematyce okołobluesowej, bluesrockowej i, a jakże, rockowej. Ba, nie tylko najbardziej uzdolniony, ale obecnie już jeden z najlepiej grających. Oczywiście Wy, którzy składacie modły do gitarowych bożków, oburzycie się na stwierdzenie, że postawiłbym Joego w jednym rzędzie z Page'em, Stevie Ray Vaughanie czy Handrixem. Oburzajcie się. Troll wymaga karmienia.

A teraz o Bonamassie. Wszechstronny, z bogatym gitarowym słownikiem, potrafi grać niewyobrażalnie szybko, chociaż - przynajmniej w moim odczuciu - nawet, kiedy stawia na technikę, zupełnie nic nie traci z przekazu. Agresywny kiedy trzeba, liryczny kiedy trzeba, w jego grze słychać mnóstwo emocji - a to przecież w graniu bluesowym podstawa. Zresztą, co ja będę gadać - odeślę gdzie trzeba, a Wy klękajcie.

Bez znaczenia, czy to oczojebnie żółciutki Strat (przyjemny dla ucha kawałek i kiedy już się wydaje, że "znam wielu, którzy też tak potrafią", Joe gra solówkę), Les Paul (jeden ze świeższych kawałków z nowym basistą i perkusistą, trochę mniej efektownych popisówek, więcej solidnej gry), slide (tu ma Joe mniejszą konkurencję - a świetnie czuje slide'a) czy gitara klasyczna (sztandarowy utwór na gitarę akustyczną Joego plus trochę jamu w bardzo zróżnicowanej tematyce z płynnym przejściem do świetnego, bluesowego zamknięcia) - Joe udowadnia, że jest bezkonkurencyjny. To mówię ja, a ja wiem, co mówię =>

Awatar użytkownika
niewiem
ZakuŻony Terminator
Posty: 319
Rejestracja: wt, 27 gru 2005 14:13

Post autor: niewiem » śr, 04 cze 2008 15:11

Oczywiście Bonamassa jest świetny, bez dwóch zdań.
Trolliszcze pisze: Oczywiście Wy, którzy składacie modły do gitarowych bożków, oburzycie się na stwierdzenie, że postawiłbym Joego w jednym rzędzie z Page'em, Stevie Ray Vaughanie czy Handrixem.
Kim są "Wy"? W tym temacie nie zauważyłem nikogo kto pasowałby do "rysopisu".

Co do pozostałej części cytatu - to już historia osądzi :) Wyżej wymienieni panowie zmienili oblicze muzyki. Bonamassa na razie nie i śmiem twierdzić, że się na to nie zanosi bo bazuje wyłącznie na dorobku wielkich poprzedników.
Trolliszcze pisze: A teraz o Bonamassie. Wszechstronny, z bogatym gitarowym słownikiem, potrafi grać niewyobrażalnie szybko, chociaż - przynajmniej w moim odczuciu - nawet, kiedy stawia na technikę, zupełnie nic nie traci z przekazu.
Jak każdy dobry gitarzysta.
Trolliszcze pisze: Bez znaczenia, czy to oczojebnie żółciutki Strat (przyjemny dla ucha kawałek i kiedy już się wydaje, że "znam wielu, którzy też tak potrafią", Joe gra solówkę), Les Paul (jeden ze świeższych kawałków z nowym basistą i perkusistą, trochę mniej efektownych popisówek, więcej solidnej gry), slide (tu ma Joe mniejszą konkurencję - a świetnie czuje slide'a) czy gitara klasyczna (sztandarowy utwór na gitarę akustyczną Joego plus trochę jamu w bardzo zróżnicowanej tematyce z płynnym przejściem do świetnego, bluesowego zamknięcia) - Joe udowadnia, że jest bezkonkurencyjny. To mówię ja, a ja wiem, co mówię =>
Potrafi grać zarówno na Stracie jak i na Les Paulu - zaiste, geniusz :) Ja mam cztery różne gitary, też jestem niezły, co? ;)

Hmmm... slide. Byłem kiedyś na koncercie gościa który urywał jajca grając tą techniką. Temu panu na drugie (albo i na pierwsze) jest "slide":

http://www.youtube.com/watch?v=EBpa2CADNJA

Niekoniecznie powyższy filmik jest miarodajny. Nie chciało mi się grzebać po Youtube - kilka filmików przejrzałem i nie były najlepszej jakości, ale facet wart jest uwagi. Tutaj kilka kawałków z jego nowej płyty:

http://www.myspace.com/ericsardinasband

A poniżej jeden z moich ulubionych gitarzystów (bezsprzecznie moja pierwsza trójka) - także wybitny specjalista od slide'u (końcówka utworu), ale przede wszystkim genialny muzyk:

http://www.youtube.com/watch?v=TqBaofcg2ZA

A jak już mowa o gitarze akustycznej, to polecam zdecydowanie tego pana:

http://www.youtube.com/watch?v=p-ylrDwC ... re=related

Radzę obczaić różne wersje tego kawałka - widać jak gość potrafi bawić się muzyką. No i oczywiście inne jego utwory - w rozmaitych klimatach ale zawsze na najwyższym poziomie.


Generalnie - wracając do Bonamassy - żeby grać dobrze bluesa wystarczy odrobina talentu oraz cierpliwość (bo trzeba masy cierpliwości by grać taki prosty schemat wiele lat i się nim nie znudzić :)). Z kolei żeby zamknąć się w tym jednym gatunku i słuchać latami wyłącznie bluesa, należy spożywać ogromne ilości whisky :)

Z doświadczenia wiem, że zwykle kiedy ktoś tak się zachwyca jednym muzykiem i z niewzruszoną pewnością stawia go ponad innymi, niewiele w życiu słyszał (to ta karma dla Trolla :)). Zagram Ci kiedyś taki kawałek a'la Bonamassa i wrzucę tutaj link żeby wstrząsnąć nieco Twoim światopoglądem :P
Poruszanie się szybciej od światła jest niemożliwe, a już na pewno nie pożądane, bo zwiewa czapkę.

Trolliszcze
Psztymulec
Posty: 996
Rejestracja: pn, 07 maja 2007 01:43

Post autor: Trolliszcze » śr, 04 cze 2008 23:09

niewiem pisze:
Trolliszcze pisze: Oczywiście Wy, którzy składacie modły do gitarowych bożków...
Kim są "Wy"? W tym temacie nie zauważyłem nikogo kto pasowałby do "rysopisu".
Och, to nic dziwnego, że nie zauważyłeś. Używam drugiej osoby liczby mnogiej tylko po to, żeby stworzyć na własny użytek iluzję licznej publiki. Taka metoda dopieszczania własnego ego. Myślałem, że to jest jasne =>
niewiem pisze:Co do pozostałej części cytatu - to już historia osądzi :) Wyżej wymienieni panowie zmienili oblicze muzyki. Bonamassa na razie nie i śmiem twierdzić, że się na to nie zanosi bo bazuje wyłącznie na dorobku wielkich poprzedników.
Zostawmy historię w spokoju, bo nie jest nam do niczego potrzebna :)) Drogi niewiemie, zauważ, że mylisz skutek z przyczyną. Nie jest się wielkim artystą dlatego, że się zmieniło /czegoś/ oblicze. Zmieniło się oblicze, bo się było wielkim artystą. Joe Bonamassa jest wielkim artystą lub nie - bądź ma zadatki na takiego lub nie. Fakt, że nie można go postawić w jednym szeregu z wymienionymi panami pod względem wpływu, jaki wywarli na muzykę, to argument - oczywiście moim skromnym zdaniem - o niewielkiej wartości. Trochę jak obstawianie konia po zakończonej gonitwie - zbyt łatwo wytypować zwycięzcę.
niewiem pisze:Potrafi grać zarówno na Stracie jak i na Les Paulu - zaiste, geniusz :) Ja mam cztery różne gitary, też jestem niezły, co? ;)
I znowu! Przecież wiesz równie dobrze, co ja, że argument na poparcie tezy o wszechstronności Joego składa się z czterech elementów wyliczenia, a nie pierwszych dwóch. Nieładnie, oj, nieładnie...
niewiem pisze:Temu panu na drugie (albo i na pierwsze) jest "slide":
Pan, któremu na imię "slide", to podobno Paul Kossoff. Jestem skłonny się zgodzić, chociaż nie będę przy zdaniu obstawał, bo nie znam zbyt wielu specjalistów od slide'a. Wiem, których lubię.
niewiem pisze:Generalnie - wracając do Bonamassy - żeby grać dobrze bluesa wystarczy odrobina talentu oraz cierpliwość (bo trzeba masy cierpliwości by grać taki prosty schemat wiele lat i się nim nie znudzić :)).
Hola, panie niewiem, pan ściągnie wodze i zanim popędzi w siną dal, raczy mi wytłumaczyć, czym jest ten "prosty schemat" :) Gdybyś napisał "żeby dobrze grać delta bluesa..." - no, byłbym skłonny się zgodzić. Ale nie napisałeś i ohydnie generalizujesz. A fe! :) Blues to bardzo szerokie pojęcie. Nie ma czegoś takiego jak "schemat" grania bluesa - i w tym między innymi tkwi jego piękno. Jak powiedział pewien mądry człowiek - nie pamiętam który, ale na pewno był mądry! (w wolnym tłumaczeniu, jako że nie znasz angielskiego) - "Cała rzecz z bluesem polega na tym, że kiedy go słuchasz, widzisz grającego artystę. Wiesz, jakim jest człowiekiem i jaki ma tego dnia humor". Dam Ci przykład:

Bonamassa i Clapton.

Pytanie - co te dwa kawałki mają ze sobą wspólnego? I gdzie tu ten rzekomy "schemat"? Na tym właśnie polega piękno muzyki bluesowej - artysta wychodzi na scenę i przekazuje emocje. Pod tym względem blues to najmniej schematyczna muzyka, jaką znam - albo którą najlepiej czuję, żeby uspokoić tych, którzy już się burzą. Najmniejszą ilością środków potrafi osiągnąć najwięcej. Nie ukrywam, że uczenie się słuchania bluesa nie jest proste - ale nie wymaga sporych ilości whisky, raczej sporych ilości dobrych chęci :) Zresztą blues nie jest tutaj wyjątkiem.

Fakt, jeśli się słucha takich bluesmanów jak Clapton, szczególnie późny Clapton, nie ten z The Cream, można odnieść wrażenie pewnej - imho daleko posuniętej ;) - schematyczności. Nic dziwnego - Clapton nigdy nie ukrywał, że jednym z jego wzorów jest Robert Johnson. Zresztą nie trzeba być specjalnie obytym z muzyką bluesową, żeby to usłyszeć. Przykład:

Robert Johnson.

Wysłuchaj tego nagrania po wysłuchaniu Claptona zalinkowanego powyżej. A na koniec posłuchaj na przykład tego:

Tognoni

Cały czas poruszamy się w obrębie jednego gatunku. No i gdzie ten schematyzm? Zdaje się, że, niewiemie drogi, nie odrobiłeś researchu :)) Że niby wystarczy chęć i cierpliwość, by grać bluesa? Pozwól, że się nie zgodzę. Bluesa trzeba czuć, bo w bluesie wprawną ręką i dobrym głosem trudno oszukać słuchacza.

Teraz ja pozwolę sobie generalizować. Otóż zalinkowany przez Ciebie "jeden z trzech ulubionych gitarzystów" niemożebnie mnie znudził. Ok, ma technikę, grać chłopak potrafi, ale co tego? Cały szkopuł w tym, że ja nie wiem, co on właściwie próbuje przekazać. Bo że gra, to widzę. No gra, ale co z tej gry wynika? Dla mnie absolutnie nic. Wystarczy wprawna ręka, by grać tak jak on. Wystarczy wprawna ręka i trochę fantazji, by grać jazz.

A teraz dla naszego wspólnego dobra uznajmy, że obaj nie mamy racji.

W następnym odcinku kolejny młody gniewny - Mike Zito =>

EDIT: Bo zapomniałem o bezczelnej potwarzy.
niewiem pisze: Z doświadczenia wiem, że zwykle kiedy ktoś tak się zachwyca jednym muzykiem i z niewzruszoną pewnością stawia go ponad innymi, niewiele w życiu słyszał (to ta karma dla Trolla :)).
Gdzie tam. Zachwycam się wieloma i na pewno ich tutaj przedstawię. Po prostu Joe jest najlepszy. Ale jeśli chcesz mnie sprawdzać ze znajomości muzyki bluesowej - proszę bardzo :)) To będzie quiz? Z muzyki w ogóle - nie pytaj, byłoby Ci zbyt łatwo. No i zagraj jak Bonamassa, i koniecznie wrzuć :)) Może uda Ci się w ten sposób uzyskać tytuł najlepszego gitarzysty roku według Guitar Playera, który Joe otrzymał drugi rok z rzędu? Może wzorem Joego trafisz - jako najmłodszy członek - do zarządu The Blues Foundation? :))) Nie traktuj tego jako argumentu o wielkości Joego - po prostu nie mogłem się powstrzymać, żeby Ci nie nadepnąć na odcisk. I zanim powiesz, że obstawiam konia po zakończeniu gonitwy - zachwycałem się Joem, zanim otrzymał tytuł najlepszego gitarzysty roku ;)

Awatar użytkownika
niewiem
ZakuŻony Terminator
Posty: 319
Rejestracja: wt, 27 gru 2005 14:13

Post autor: niewiem » czw, 05 cze 2008 08:28

Trolliszcze pisze:Fakt, że nie można go postawić w jednym szeregu z wymienionymi panami pod względem wpływu, jaki wywarli na muzykę, to argument - oczywiście moim skromnym zdaniem - o niewielkiej wartości.


Nie rozumiem dlaczego? Page czy Hendrix w swoich czasach grali coś co wyprzedzało epokę. Stworzyli nową jakość. Bonamassa nie wnosi do muzyki nic nowego - bo blues grany nawet na najwyższym światowym poziomie to nic nowego. Jak więc można postawić między tymi artystami znak równości?
Trolliszcze pisze:
Nie ma czegoś takiego jak "schemat" grania bluesa (...)

(...) gdzie tu ten rzekomy "schemat"?
Schemat jest w sferze harmonicznej, która jest bardzo uboga i polega (poza małymi wyjątkami) na poruszaniu się w obrębie pentatoniki.
Trolliszcze pisze:
A na koniec posłuchaj na przykład tego:

Tognoni
Cały czas poruszamy się w obrębie jednego gatunku. No i gdzie ten schematyzm? [/quote]

Jak już wspomniałem - w sferze harmonicznej. Czysta pentatonika.
Trolliszcze pisze: Że niby wystarczy chęć i cierpliwość, by grać bluesa?
A gdzie ja to napisałem?
Trolliszcze pisze: Bluesa trzeba czuć, bo w bluesie wprawną ręką i dobrym głosem trudno oszukać słuchacza.
A jakiej muzyki nie trzeba czuć? A wprawna ręka i dobry głos pomagają, czyż nie? Wszak Bonamassa ma i jedno i drugie.
Trolliszcze pisze: Teraz ja pozwolę sobie generalizować. Otóż zalinkowany przez Ciebie "jeden z trzech ulubionych gitarzystów" niemożebnie mnie znudził. Ok, ma technikę, grać chłopak potrafi, ale co tego? Cały szkopuł w tym, że ja nie wiem, co on właściwie próbuje przekazać.
Będziemy tak sobie dogryzać krytykując wzajemnie naszych ulubieńców? :) Nie wiesz co próbuje przekazać? Gdybym był złośliwy to stwierdziłbym, że nie wiesz, ponieważ muzyka bogata harmonicznie wybiega poza Twoje zdolności pojmowania :P Ale dajmy temu spokój. Widzisz, ja na bluesie zjadłem nie tylko zęby ale i ze trzy sztuczne szczęki i dla mnie naturalną koleją rzeczy jest pójście w kierunku fusion, jazzu, co nie znaczy że odżegnuję się od moich korzeni. Tkwienie wyłącznie w bluesie (w muzyce która nie jest w stanie niczym mnie zaskoczyć i zresztą do takiej funkcji nigdy nie aspirowała) jest dla mnie pewnego rodzaju zawężaniem horyzontów. Jeśli nie czujesz potrzeby muzycznych poszukiwań - Twoja sprawa, pewnie dobrze Ci z tym.
Trolliszcze pisze:
(...) jeśli chcesz mnie sprawdzać ze znajomości muzyki bluesowej - proszę bardzo :)) To będzie quiz?
Gdzie tam :) Po prostu dyskutujemy sobie i tyle - szkoda że nie przy piwku i z bluesem w tle. Jeśli Cię uraziłem... eee tam, nie bierz tego do siebie.
Trolliszcze pisze: No i zagraj jak Bonamassa, i koniecznie wrzuć :)) Może uda Ci się w ten sposób uzyskać tytuł najlepszego gitarzysty roku według Guitar Playera, który Joe otrzymał drugi rok z rzędu? Może wzorem Joego trafisz - jako najmłodszy członek - do zarządu The Blues Foundation? :))) Nie traktuj tego jako argumentu o wielkości Joego - po prostu nie mogłem się powstrzymać, żeby Ci nie nadepnąć na odcisk.
Nie nadepnąłeś, skąd w ogóle przyszło Ci to do głowy? Stawiam dukaty przeciw kartoflom, że gdyby Joe urodził się w Polsce, grałby w knajpach dla podchmielonych obwiesi i jako najmłodszy gitarzysta, miast do owego zarządu, trafiłby na odwyk.

Nieskromnie dodam, że kiedy jeszcze mi się chciało, ja także otrzymywałem rozmaite wyróżnienia, rzecz jasna nie tak prestiżowe :) A obiecany kawałek nagram i wrzucę, po czym chętnie poddam się Twojej ocenie. Pozwolisz jednak, że nastąpi to dopiero wtedy, gdy najdzie mnie ochota - bo nie ma sensu grać bluesa kiedy nie ma się na to ochoty.

A tutaj kolejny facet wart uwagi (doskonale się wpisuje w temat):

http://youtube.com/watch?v=xOgirOYIsGA&feature=related
Poruszanie się szybciej od światła jest niemożliwe, a już na pewno nie pożądane, bo zwiewa czapkę.

Trolliszcze
Psztymulec
Posty: 996
Rejestracja: pn, 07 maja 2007 01:43

Post autor: Trolliszcze » czw, 05 cze 2008 16:35

niewiem pisze:Page czy Hendrix w swoich czasach grali coś co wyprzedzało epokę. Stworzyli nową jakość. Bonamassa nie wnosi do muzyki nic nowego - bo blues grany nawet na najwyższym światowym poziomie to nic nowego. Jak więc można postawić między tymi artystami znak równości?
Niewiemie, fakt, że Page czy Hendrix w swoich czasach grali coś, co wyprzedzało ich epokę, może zostać skonstatowany wyłącznie z perspektywy epoki, która po nich nastąpiła, nieprawdaż? :) A ponieważ Bonamassa nie gra w epoce, która po nim nastąpiła (i wszelkie zasady logiki zdają się wskazywać, że nigdy nie będzie) - Twój argument jest bezzasadny. Czy Bonamassa wnosi do muzyki coś nowego? Zaryzykuję stwierdzenie, że jego twórczość wpłynie na kształt muzyki bluesrockowej. Bonamassa nie gra "po prostu bluesa" i sądzę, że gdybyś kiedyś uważniej mu się przyjrzał, doszedłbyś do podobnego wniosku. W muzyce bluesrockowej Bonamassa to - moim zdaniem - nowa jakość.

Niekoniecznie jednak oznacza to, że Bonamassa zmieni oblicze muzyki w ogóle. Nie jestem pewien, czy obecnie taka rewolucja jest możliwa. Zauważ, że wzmiankowani przez Ciebie artyści byli artystami bez precedensu. Również dlatego, że posługiwali się nowym i nie tak popularnym jak obecnie instrumentem, czyli gitarą elektryczną. Sama możliwość posługiwania się tym instrumentem otwierała przed nimi pole nowych możliwości. Stąd też wielu z nich otaczało się (i otacza) swoistym kultem, kultem, który nie do końca wynika z ich umiejętności gry - vide Hendrix. Nie znaczy to jednak, że nie pojawiają się nowi geniusze. Pojawiają się, tyle że trudniej docenić ich kunszt, kiedy po swojego bożka wystarczy wyciągnąć rękę w kierunku galerii nieśmiertelnych sław, stosując argumentację z gatunku "bo oni byli pierwsi".

To prawda, że Bonamassa "bazuje", jak sam stwierdziłeś, na dorobku tych artystów, ale to nie jest wybór - to przymus. Czegokolwiek byś nie zagrał, zawsze będziesz do kogoś porównywany. W tej sytuacji lepiej świadomie wykorzystywać własne fascynacje. Żeby się posłużyć przykładem z literatury - właściwie wszystko już napisano i trudno być oryginalnym, nie popadając w pułapkę hermetyczności przekazu. Co prawda możesz wtedy liczyć na aplauz krytyki, ale gorzej z publiką. Nie można jednak dezawuować dzieła literackiego tylko dlatego, że "ktoś to już napisał". Pewnie że napisał, bo napisano już wszystko. A przynajmniej ja jestem skłonny tak twierdzić.

Czy teraz rozumiesz, dlaczego uważam za bezpodstawne porównywanie Bonamassy do Hendrixa czy Page'a, jeśli chodzi o wpływ na muzykę? :) Oceniaj muzykę Joego - historia da sobie radę bez naszej pomocy.
Trolliszcze pisze:Schemat jest w sferze harmonicznej, która jest bardzo uboga i polega (poza małymi wyjątkami) na poruszaniu się w obrębie pentatoniki.
Nieśmiertelny argument tych wszystkich, którzy uważają blues za "gorszy" gatunek muzyki. Charakterystyczny szczególnie dla fanów jazzu, jak wynika z moich obserwacji. Lubisz jazz, niewiemie? :) To nic osobistego, tak na marginesie :)

Ale nie będę się kłócić, bo trudno dyskutować z tym, że pięć to mniej niż, powiedzmy, siedem. Aczkolwiek chciałbym zauważyć, że nie wszyscy muzycy bluesowi - a bluesrockowi tym bardziej - posługują się wyłącznie skalą pięciodźwiękową :) No a poza tym theorycrafting odbiera mi całą przyjemność ze słuchania muzyki.
niewiem pisze:
Trolliszcze pisze: Że niby wystarczy chęć i cierpliwość, by grać bluesa?
A gdzie ja to napisałem?
niewiem pisze:Generalnie - wracając do Bonamassy - żeby grać dobrze bluesa wystarczy odrobina talentu oraz cierpliwość...
No tak, zapomniałem o "odrobinie talentu" :) Zwracam honor! :)
niewiem pisze:Będziemy tak sobie dogryzać krytykując wzajemnie naszych ulubieńców? :)
Skądże znowu :) To nie jest tak, że ja naprawdę wierzę w to, co napisałem. Wręcz odwrotnie - nie wierzę, a pisałem z czystej przekory - po to, żeby Ci uzmysłowić, że mój odbiór zalinkowanego przez Ciebie kawałka podyktowany jest nieznajomością gatunku i całkowitego do niego braku serca. Taki argument z analogii - bo sądzę, że Ty nie masz serca do bluesa. Jak jest u Ciebie ze znajomością bluesa, trudno mi powiedzieć.
niewiem pisze:Nie wiesz co próbuje przekazać? Gdybym był złośliwy to stwierdziłbym, że nie wiesz, ponieważ muzyka bogata harmonicznie wybiega poza Twoje zdolności pojmowania :P Ale dajmy temu spokój...
Kiedy ja nawet nie aspiruję, żeby "pojmować" muzykę, której słucham! Wybacz, ale ja nie analizuję każdego utworu, nie zastanawiam się, jak artysta zagrał, dlaczego tak zagrał, jak by mógł zagrać inaczej i dlaczego nie zagrał, jaką skalą się posługuje, czy to dobrze, czy źle, że się nią posługuje... Takie analizy zostawiam tym, którzy mają ambicje - swoją drogą nie do końca dla mnie zrozumiałe - by je przeprowadzać. Moja znajomość muzyki, jak również stwierdzenie, że Bonamassa jest artystą postępowym, opiera się wyłącznie na tym, co słyszę i co znam. W obrębie muzyki bluesrockowej imho znam wystarczająco dużo, by wyciągnąć taki wniosek.
niewiem pisze:Tkwienie wyłącznie w bluesie (w muzyce która nie jest w stanie niczym mnie zaskoczyć i zresztą do takiej funkcji nigdy nie aspirowała) jest dla mnie pewnego rodzaju zawężaniem horyzontów. Jeśli nie czujesz potrzeby muzycznych poszukiwań - Twoja sprawa, pewnie dobrze Ci z tym.
Pewnie że mi z tym dobrze :))) Tylko zauważ jedną rzecz - twierdzisz, że blues nie jest w stanie niczym Cię zaskoczyć, a jednocześnie zarzucasz wyżej Bonamassie brak nowatorstwa. Przepraszam bardzo, ale zdaje się, że skreśliłeś Bonamassę, zanim zdążyłeś go wysłuchać, co jasno wynika z Twojego stosunku do bluesa. Innymi słowy - zaszufladkowałeś gościa, z góry uznałeś, że nie pokaże nic nowego, postawiłeś na nim krzyżyk i tak dalej. Z jakiegoś powodu uznając, że blues nie jest gatunkiem, w którym możliwy jest rozwój.

Założyłem ten wątek, bo znam bluesa, lubię bluesa i chcę pokazać, że blues to niekoniecznie dwóch czarnych o przepitym głosie z harmonijką i banjo. Że blues to bardzo szerokie pojęcie, mieszczące w sobie muzykę o wielu brzmieniach. Ponieważ jednak nie czuję się na siłach, by analizować każdy z zalinkowanych utworów, liczę, że Ci, którzy będą mieli ochotę ich posłuchać, sami dojdą do takiego wniosku :) Dziwię się, że Ty nie doszedłeś, skoro zjadłeś na bluesie trzy sztuczne szczęki :)

A kolejny facet faktycznie "jest wart uwagi". Tak sądzę :)

Awatar użytkownika
niewiem
ZakuŻony Terminator
Posty: 319
Rejestracja: wt, 27 gru 2005 14:13

Post autor: niewiem » czw, 05 cze 2008 17:59

Trolliszcze pisze:W muzyce bluesrockowej Bonamassa to - moim zdaniem - nowa jakość.
Oczywiście masz prawo do takiego zdania. Ja tej nowej jakości nie póki co nie dostrzegłem, widzę natomiast gościa który zdecydowanie wybija się ponad przeciętność.
Trolliszcze pisze: Czy teraz rozumiesz, dlaczego uważam za bezpodstawne porównywanie Bonamassy do Hendrixa czy Page'a, jeśli chodzi o wpływ na muzykę?


I tak i nie. Twój punkt widzenia jest dla mnie zrozumiały ale ja nie potrafię postawić znaku równości między prekursorem a świetnym kontynuatorem.
Trolliszcze pisze:
Nieśmiertelny argument tych wszystkich, którzy uważają blues za "gorszy" gatunek muzyki.


Ale ja lubię bluesa i nie uważam go za gorszy gatunek! Wręcz przeciwnie - za jeden z lepszych :) Nie wiem dlaczego odniosłeś inne wrażenie - pewnie to moja wina. Nie wtargnąłem tutaj aby przekonywać kogokolwiek że blues jest be. Powtórzę się - wręcz przeciwnie :)

Wrzucam tutaj różne linki by podzielić się swoimi muzycznymi fascynacjami - taki chyba był cel założenia tego wątku?
Trolliszcze pisze: Charakterystyczny szczególnie dla fanów jazzu, jak wynika z moich obserwacji. Lubisz jazz, niewiemie? :) To nic osobistego, tak na marginesie :)


Jazz lubię średnio - parę(naście?) lat temu liznąłem nieco i mnie odrzuciło, teraz odkrywam go na nowo ale generalnie wolę "fusion" - cokolwiek to znaczy :) Uważam generalnie jazz za muzykę okołobluesową (albo odwrotnie?). W każdym razie oba gatunki mają wiele wspólnego a fusion jest chyba miejscem gdzie się spotykają.
Trolliszcze pisze: Jak jest u Ciebie ze znajomością bluesa, trudno mi powiedzieć.
Mnie też trudno powiedzieć. Nie wiem jakie są standardy ale podejrzewam że moja znajomość bluesa jest ponadprzeciętna (bo sądzę że przeciętna jest bliska zeru). W każdym razie nasłuchałem się i nagrałem bluesa wystarczająco dużo, by mi się nieco przejadł - jak zresztą wiele innej muzyki którą pasjonowałem się w swoim czasie.
Trolliszcze pisze: twierdzisz, że blues nie jest w stanie niczym Cię zaskoczyć, a jednocześnie zarzucasz wyżej Bonamassie brak nowatorstwa. Przepraszam bardzo, ale zdaje się, że skreśliłeś Bonamassę, zanim zdążyłeś go wysłuchać, co jasno wynika z Twojego stosunku do bluesa. Innymi słowy - zaszufladkowałeś gościa, z góry uznałeś, że nie pokaże nic nowego, postawiłeś na nim krzyżyk i tak dalej. Z jakiegoś powodu uznając, że blues nie jest gatunkiem, w którym możliwy jest rozwój.
Masz trochę racji - posypuję więc głowę popiołem. Nie znam muzyki Bonamassy tak dobrze, bym miał podstawy do wydawania arbitralnych sądów. Opierałem się na tym co słyszałem do tej pory, a słyszałem niewiele.

Generalnie mógłbym zarzucić brak nowatorstwa każdemu bluesmanowi, gdyby nie fakt, że bluesa faktycznie można twórczo rozwijać. Rzadkie to przypadki, ale jednak takie próby mają miejsce i moim zdaniem zdarzają się głównie muzykom z kręgów "okołojazzowych", takim jak choćby ten pan:


http://youtube.com/watch?v=4_iyO5H0zCU

http://youtube.com/watch?v=0kn2K4O8foY

http://youtube.com/watch?v=-Bczh5geYYs

http://youtube.com/watch?v=ArVrxvqN5NE

Jest kapitalny, ale to już żywa legenda. Radzę przybliżyć sobie sylwetkę tego jegomościa, bo od wielu lat tworzy kawał dobrej, różnobarwnej muzy. Wrzucam tylko te cztery linki bo nie mam cierpliwości do grzebania w Youtube.
Trolliszcze pisze: A kolejny facet faktycznie "jest wart uwagi". Tak sądzę :)
Gość to od lat znana marka (niekoniecznie u nas), więc Ameryki nie odkryliśmy :)
Poruszanie się szybciej od światła jest niemożliwe, a już na pewno nie pożądane, bo zwiewa czapkę.

Awatar użytkownika
niewiem
ZakuŻony Terminator
Posty: 319
Rejestracja: wt, 27 gru 2005 14:13

Post autor: niewiem » czw, 17 lip 2008 11:03

Widzę Trollu, że ostatnio nie jest Ci niebiesko, ale może zainteresuje Cię moje najnowsze odkrycie:

http://www.myspace.com/LANCELOPEZ
Poruszanie się szybciej od światła jest niemożliwe, a już na pewno nie pożądane, bo zwiewa czapkę.

ODPOWIEDZ